W Końcu Świata Poniósł Wiatr

Release party w Toruniu? To dość rzadka sprawa. Wczorajszego dnia, tj. 24 lipca mogliśmy jednak doświadczyć takiego wydarzenia ze względu na nową EP zespołu Diuna – naszych lokalnych przedstawicieli stoner rocka. „Poniósł Wiatr” już w przyszłym tygodniu będzie można przesłuchać choćby na ich bandcampie.

Impreza odbyła się na patio w Końcu Świata, gdzie prócz Diuny wystąpiły jeszcze dwie startujące dopiero kapele. Toruński Megalomorfus to instrumentalna mieszanka sludge’owych odjazdów inspirowanych tymi najlepszymi na polskiej scenie – choćby Belzebongiem czy Major Kongiem. Był to drugi koncert chłopaków – ekipy grającej również w Stuffiness (tam z kolei grają zdecydowanie szybciej i dość grindcore’owo). Niestety po raz drugi również służyli jedynie za rozgrzewkę przed resztą kapel i dopiero podczas ich gigu publika zaczynała się schodzić do klubu. Szkoda – bo choć nie jest to niesamowicie nowatorskie granie – to Megalomorfusa słuchało się naprawdę przyjemnie.

Drugim zespołem był chełmżyński Rory Breaker, tagowany przed koncertem jako rock and roll/stoner. Była to dość trafiona szufladka – przede wszystkim ze względu na dobre zgranie kapeli z ich wokalistą Davidem (pochodzącym z Hiszpanii). Gdy David śpiewał bardziej rockandrollowo, to gitarzyści sadzili riffy rodem z Luizjany, gdy jednak to wokalista uderzał w południowe klimaty, chłopaki odjeżdżali w dźwięki a’la Black Keys czy nowe Arctic Monkeys. Podobnie jak w wypadku poprzedniej kapeli – naprawdę ciężko o coś nowego w takiej muzyce – ale Rory Breaker zaprezentowali się, zwłaszcza jak na debiut, bardzo poprawnie. Pozostaje cieszyć się, że nasi debiutanci grają coraz lepsze koncerty i nie trzeba odczuwać na nich zażenowania, jak często podczas występów „przegląd-rockowych” kapel.

Diuna na scenie pojawiła się w okolicach 21 i bez zbędnych ceregieli zaczęła grać swój set. Biorąc pod uwagę częstotliwość ich koncertowania pewnie większość zgromadzonych widziała ich już któryś-z-kolei raz, ale ten definitywnie był ich najlepszym. Zaczynając od świetnego, klimatycznego intra, przez dobrze znane już toruńskiej publiczności utwory z poprzedniej EP, aż po te z najnowszego wydawnictwa. Wszystko to było przeplatane smaczkami w postaci sprzężeń i noisów, których w utworach Diuny coraz więcej. Jestem ciekaw, czy wokalista odczuwa skutki skoku ze sceny. Performance bowiem do granej przez Diunę muzyki wychodzi świetnie.

Po tym koncercie czekam na „Poniósł Wiatr” jeszcze bardziej, a i mam nadzieję, że Megalomorfusa i Rory Breaker ujrzeć będzie można coraz częściej. Koniec Świata służył takiej muzyce. Oby więcej takich gigów w tak klimatycznych miejscach!