Peace electric, czyli jak brzmi pokój – relacja z koncertu Nights Marks Electric Trio i Pauliny Przybysz

Środę w NRD  można było spędzić pod znakiem elektrycznych brzmień i soulowego chilloutu razem z zespołem Night Marks Trio i Pauliną Przybysz. Relaks i świetna zabawa w wyborowym towarzystwie!

Koncert rozpoczął się o 21 instrumentalnym kawałkiem. Chłopacy najpierw grali sami, dopiero po godzinie dołączyła do nich Paulina. Cały występ  był mieszanką stylów: soulu, elektroniki i hip hopu. Piosenka po piosence próbowali pogodzić te trzy gatunki, więc pojawiło się coś na kształt brytyjskiego rapu, dobre bity oraz świetny vibe w głosie śpiewającego Marka Pędziwiatra. Bardzo zdolni muzycy, potrafili zachować idealne proporcje instrumentów, śpiewu i beatów w każdej piosence. To jak grały same klawisze lub gitara przypominało mi trochę klimat muzyki zespołu The XX. Zagrali swoje kawałki, ale również kilka coverów. W ciekawy sposób wykorzystali fragment prywatnego nagrania domowego Krzysztofa Komedy i przerobili to na coś nowego. Około godziny grali sami, potem z tłumu na scenę wskoczyła Paulina Przybysz, ubrana jakby tylko wpadła na piwo, w szarej bluzie z naklejką We love beats. I nie zawiodła – swoim flow, czysto śpiewającym głosem o niekończących się możliwościach. Interesujące wokalizy i improwizacje świdrowały w powietrzu nad morzem kołysających się do muzyki ludzi. Uwielbiam ten damski rap z pazurem. Polecam wszystkim wielbicielom soulowych brzmień. Zdecydowanie podoba mi się idea i dobór artystów na Festiwalu NADA.

fot. z fb artysty

Magdalena Ziomek