Świat stracił tłumacza, ale zyskał genialną aktorkę – spotkanie z Katarzyną Figurą / Tofifest 2015

O tym, czy ciąży jej wizerunek „seksbomby”, jak tworzyła postać niespełnionej życiowo kobiety oraz dlaczego wybrała aktorstwo zamiast iberystyki, Katarzyna Figura opowiedziała podczas poniedziałkowego spotkania z widzami filmu „Panie Dulskie”. Rozmowa z aktorką odbyła się w ramach 13-tej edycji festiwalu Tofifest.

Katarzyna Figura została powitana przez publiczność zebraną w klubie Od Nowa gromkimi brawami, mimo swojego kilkuminutowego spóźnienia. Widzowie docenili jednak, że spieszyła się na spotkanie, jadąc na toruński festiwal prosto z Gdyni. Na początek rozmowy aktorka usłyszała od prowadzącego komplement w postaci porównania do legendarnej aktorki Marilyn Monroe, by już po chwili usłyszeć pytanie, czy ciężko było jej wyzbyć się wizerunku seksbomby, który w polskim kinie przylgnął do niej na wiele lat.

W sumie to jest bardzo fajna rzecz być seksbombą – wyznała aktorka. – Zawsze chciałam nią być, gdy dorastałam i oglądałam filmy, zwłaszcza kino włoskie lat 60-tych – dodała, wymieniając wśród swych ówczesnych idolek takie osobistości, jak Sophia Loren, Brigitte Bardot, ale także Kalina Jędrusik. – Chciałam oderwać „seksbombę” od miałkości tego określenia. Trzeba bowiem zauważyć, że drzemie w nim duża siła. Mój pierwszy etap studiów w PWST przypadł na bardzo trudny rok 1981. Trwaliśmy wówczas w takim zawieszeniu, a ja w swoich marzeniach o tym, jaka chciałabym być na ekranie, jak bardzo zmysłowa. To się kompletnie kłóciło z tamtą szarą, smutną rzeczywistością – opowiadała, podkreślając jednak, że siła marzenia jest ogromna i to ona wywindowała ją ku sławie.

Aktorka przyznała, że wizerunek oparty na zmysłowości nie ciążył jej. Umiejętnie wykorzystywała go w kolejnych oferowanych jej rolach. – Potem jednak przyszedł ten najtrudniejszy moment, kiedy pomyślałam sobie „co ja z tym dalej zrobię jako artystka?” – przyznała. Wówczas postanowiła wydobyć z siebie odsłonę komediową, nadając wizerunkowi „seksbomby” nieco komizmu i groteski. – Cały bagaż doświadczeń zawodowych, który uzyskałam na pierwszym etapie mojej kariery, wykorzystałam w drugim, ale zaczęłam się nim trochę bawić. Tutaj mówię o takich filmach jak „Kiler” i „Kilerów 2-óch” Juliusza Machulskiego, gdzie moje postaci stają się wręcz groteskowe, czy „Historie miłosne” Jerzego Stuhra, gdzie widać już bardzo silny element komediowy.

Na pytanie o drugą najsłynniejsza kwestię w historii polskiej kinematografii, aktorka odpowiedziała bez chwili wątpienia: „waciki!”, po czym dodała rozbawiona: – Często myślano, że ta kwestia pierwotnie nie istniała w scenariuszu i została przeze mnie zaimprowizowana. Jednak nie było tak, ona została wymyślona przez żonę Juliusza Machulskiego. Ja ją po prostu dobrze zagrałam – przyznała pół żartem, pół serio.

Do roli w filmach Juliusza Machulskiego Katarzyna Figura nawiązała także odpowiadając na pytanie, czy reżyserom zdarza się pisać role dedykowane dla niej. – Przebywałam wtedy trochę częściej w Stanach Zjednoczonych i wiem że pierwotnie Juliusz nie myślał o mnie, kompletując obsadę „Kilera” – przyznała. – Wiele aktorek nie chciało wręcz przyjąć tej roli, nawet u tak cenionego reżysera. Może nie wiedziały, co z nią zrobić, bo była przecież bardzo groteskowa i charakterystyczna. W momencie kiedy to ja ją dostałam, weszłam w nią z wielką chęcią i ukierunkowałam właśnie ku tej stronie komediowej.

Aktorka dodała, że rola Dulskiej była jednak pisana specjalnie dla niej i bardzo ucieszyła się, gdy reżyser filmu Filip Bajon obsadził ją u boku Krystyny Jandy i Mai Ostaszewskiej. Opowiedziała także o procesie twórczym swojej postaci: – Przygotowując „Panie Dulskie” w ogóle nie wróciłam do „Moralności pani Dulskiej” Gabrieli Zapolskiej. Oczywiście widziałam wcześniej kilka ekranizacji, ale inspiracji do tej roli szukałam zupełnie gdzie indziej, np. w psychologii. Na tym polega też zwycięstwo tego filmu, że nie jest kolejną ekranizacją, albo poruszeniem wprost tematu „dulszczyzny”, który oczywiście również tam jest, ale pokazany w ciekawy sposób, bo na przestrzeni wieków.

Aktorka opowiedziała także o samym procesie tworzenia swojej postaci: – Inne Dulskie w tym filmie przychodzą, odchodzą. Moja trwa cały czas i na przestrzeni kilku pokoleń niesie ciężki, bardzo ciążący jej bagaż doświadczeń, na który składają się rodzinne sekrety i kłamstwa. Aktorka wspomniała także o roli Krystyny Jandy, która w filmie wciela się w postać nieco apodyktycznej matki, a później babki Dulskiej. Pomyślałam sobie, że jeżeli ja jestem jej dzieckiem, to w obliczu tak silnego charakteru nigdy do końca wewnętrznie się nie rozwinęłam. Moja Dulska jest jak gdyby stłumiona. Jest po prostu głęboko niespełnioną kobietą, która żyje niespełnionymi marzeniami, a z tego niespełnienia wynika ogromna frustracja i pewnego rodzaju „niedorozwój wewnętrzny”. Ona sobie z tym nie radzi, bo nigdy nie rozwinęła w sobie potencjału i cech własnej matki.

Na pytanie o ulubione filmy aktorka nie była w stanie odpowiedzieć jednoznacznie, przyznając, że nie zawsze ma czas, by na bieżąco śledzić nowości repertuarowe. Podkreśliła jednak, że w kinie liczą się dla niej przede wszystkim kreacje aktorskie i to głównie dla nazwisk pokroju Marlona Brando czy Meryl Streep lubi wracać do niektórych klasyków, by czerpać inspiracje z gry aktorskiej. Dodała także, że nie lubi w filmie przewidywalności. – W moim odczuciu filmy powinny wciągnąć w przygodę, w nieznane. Nie znoszę, kiedy wiem, co się za chwilę zdarzy, lub kiedy wiem, co aktor czy aktorka za chwilę zrobi. Wtedy już mnie to nie interesuje.

Aktorka pojawia się w nowym filmie Bajona w dwóch odsłonach; jako kobieta w kwiecie wieku, a także jako staruszka przytłoczona ogromem rodzinnych sekretów, jakie musiała skrywać całe życie. – To, jak doświadczenia mojej Dulskiej uzewnętrzniają się w jej wyglądzie, było dla mnie bardzo interesujące. Nie chodziło nawet o to, czy mam siwe włosy, jedną czy dziesięć zmarszczek, ale właśnie o to, jak nasze doświadczenia życiowe uwidaczniają się w naszej cielesności, ekspresji. Jednocześnie dodała, że nie należy do aktorek, które podczas pracy na planie lubią oglądać swoje własne sceny, by móc coś poprawić w kolejnych dublach. – Ja tak nie pracuję, nie lubię siebie oglądać. Nie dlatego, że mnie to rozczarowuje. Ja po prostu pracuję obrazem wewnętrznym postaci. Efekt końcowy oglądam dopiero w kinie i wówczas zdarza się, że sama siebie zaskakuję. Tak było właśnie w przypadku „Pań Dulskich”.

Katarzyna Figura opowiadała także, iż nigdy nie zamykała się wyłącznie na jedną dziedzinę sztuki. Ma bardzo wiele pasji i dlatego cieszy się, że wybrała zawód, który łączy je wszystkie. – Aktorstwo nigdy nie pozostało dla mnie tylko aktorstwem. Moim zdaniem łączy ono wszystkie dziedziny, które zawsze mnie interesowały, zwłaszcza literaturę, psychologię, socjologię, historię, fotografię, muzykę, ruch… Aktorka wyznała także, iż mało brakowało, a zamiast kariery aktorskiej wybrałaby zawód tłumacza. – Mój ojciec zawsze kształcił we mnie ciekawość do poznawania języków i jestem mu za to bardzo wdzięczna. Ponieważ interesowałam się przez długi czas literaturą iberoamerykańską, był taki moment, gdy chciałam zostać tłumaczem. W rezultacie, równolegle do PWST, zaczęłam studiować iberystykę. Po kilku miesiącach zdecydowałam jednak, że pozostanę wyłącznie przy aktorstwie. Nie żałuję jednak tej decyzji, bo wszystko, czym się od zawsze interesowałam – i nadal interesuję – dzięki aktorstwu przewija się na mojej drodze życiowej.

Marcin Kalk

Spotkanie z aktorką odbyło się w ramach XIII edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest 2015 w Toruniu.

Fot.: Tofifest