Krajobraz bolącej duszy – recenzja filmu „Smak wiśni” Abbasa Kiarostamiego

„W Iranie każdy mężczyzna ma w sobie około 10% homoseksualisty. Całują się w usta i chodzą za ręce. To chyba dlatego, że nie wolno im dotykać kobiety. Policjant goniący złodziejkę nie ma prawa jej zatrzymać”. Usłyszałam tydzień temu od kogoś kto właśnie wrócił z kraju Persów. Tym bardziej jednoznaczny był dla mnie początek „Smaku wiśni” Abbasa Kiarostamiego. Główny bohater filmu- Badii przemierza terenowym autem obrzeża Teheranu szukając chłopaka, który miałby wykonać pewną niechlubną dla muzułmanina pracę za wysokie pieniądze. Odgrodzony od świata zewnętrznego klatką samochodu, zdaje się polować na swoją ofiarę. Tymczasem zlecenie mężczyzny okazuje się zgoła odmienne od wstępnych domysłów. Nie Eros, a Tanatos napędza Badiiego do działania.

Samobójstwo jest tematem tabu, ciężkim grzechem zarówno dla żydów, chrześcijan jak i muzułmanów. Czy w żadnym wypadku nie da się usprawiedliwić tego ostatecznego czynu zgodnie z nauką monoteistycznych religii? Kiarostami stawia pytanie czy mamy prawo do swojego życia, czy możemy w pełni o nim decydować. Bohater tłumaczy, że jeśli nieszczęśliwy człowiek krzywdzi innych ludzi, lepiej żeby przestał żyć. Motywacje mężczyzny, przyczyny jego bólu nie zostały przedstawione w filmie. Jednak pozostając w strefie domysłów i wyobrażeń, wyraźniej oddziałują na emocje odbiorców. Zgonie z zasadą kina niedokończonego, każdy w lukę fabuły wstawić może to, co uważa za najbardziej właściwe, zgodne z jego osobistymi doświadczeniami.

Badii wykopał już dół, zaplanował przyjęcie tabletek nasennych. Potrzebuje jedynie osoby, która zakopie jego ciało, a w przypadku niepowodzenia, poda rękę, wyciągnie z dołu. Mimo pozornej determinacji, Badii rozpaczliwie poszukuje człowieka, który pomoże mu wydostać się z grobu. Planuje samobójstwo, ale nie jest mu łatwo definitywnie pożegnać się z życiem. Jeśli umrze, chce być pochowany, wierzy w życie pozagrobowe, na swój sposób stara się dostosować do idei Boga.

Mimo że Irańczycy, Kurdowie i Afgańczycy pracują w Teheranie przy najcięższych robotach, a szybka przysługa równałaby się ich półrocznemu dochodowi, kolejni zaczepieni mężczyźni ze strachem, odrazą, lekceważeniem odrzucają wyzwanie. Swoją ofertę Badii przedstawia trzem nieznajomym: żołnierzowi, adeptowi teologii oraz taksydermiście. Pierwszy ucieka przerażony gdy Badi pokazuje mu wykopaną w ziemi dziurę, choć mogłoby się wydawać, że szkolony do zabijania żołnierz wykaże się większą odwagą. Dla teologa, samobójstwo jest wykluczone ze względu na poglądy, bezskutecznie próbuje wpoić Badiemu reguły Islamu. Ostatni obiecuje Badiiemu pomoc. Tylko on jest w stanie zrozumieć desperata, bowiem tak samo chciał kiedyś skończyć ze swoim życiem.

Bagheri, starszy mężczyzna, trudniący się taksydermią, zabija i wypycha zwierzęta, po to, by studenci mogli się na nich uczyć. Śmierć jest więc dla niego pewnym koniecznym sposobem poznawania świata. Sam próbował kiedyś popełnić samobójstwo. Baghredi opowiada Badiemu co skłoniło go do zmiany zdania, nawiązując w swym monologu do tytułowego smaku wiśni.

Długie, monotonne ujęcia filmu, odzwierciedlają stan emocjonalny głównego bohatera. Zachód słońca zdaje się nigdy nie nastąpić. Badi kilkukrotnie pokonuje tę samą trasę, w dół i w górę, w kierunku wykopanego grobu. Tak, jakby cały czas się wahał, czy podjął słuszną decyzję. Stosując minimalistyczne środki Kiarostami uderza w ton zwątpienia i refleksji. Reżyser wytworzył w „Smaku wiśni” przestrzeń do oddechu i przemyśleń na temat egzystencji człowieka. Dramat życia znajduje swoje odbicie w pustynnym krajobrazie, pełnym krętych dróg zmierzających w nieznanych kierunkach.

Dialogi, choć składają się na filozoficzną przypowieść, nie trącą pretensjonalnością. W niczym nie przypominają motywacyjnych przemówień ani podpowiedzi z poradnika popularnopsychologicznego. Wyłania się z nich obraz tego, co w życiu najważniejsze, a co zawiera się w zwykłych, codziennych przyjemnościach. Szczęście to stan, który trzeba umieć w sobie odnaleźć, a który może zaistnieć u każdego człowieka. W perskim wydaniu, nieobudowanym w sztucznie białe uśmiechy i plastikowo zabawne anegdoty przełanie filmu przemawia swoją prostotą i szczerością. W „Smaku wiśni” nie znajdziemy jednoznacznych odpowiedzi, ani jasnego zakończenia. Kiarostami nie lekceważy inteligencji widza, każde wciąż myśleć, zastanawiać się, konstruować film we własnej wyobraźni.

Iga Skowrońska

Fot.: Tofifest