Recenzja filmu "Ugotowany" w ramach cyklu Ladies Night

W czwartkowy wieczór kinem Cinema City znów zawładnęły kobiety – październikowa edycja wydarzenia Ladies Night. Tym razem oprócz atrakcyjnych nagród czekał na nas jeden z najgorętszych aktorów ostatnich lat – Bradley Cooper w głównej roli w filmie Johna Wellsa „Ugotowany”.

Tym razem nagród może nie było zbyt wiele, ale znów były idealne dopasowane do potrzeb kobiet – oferty SPA i salonów kosmetycznych. Jednak to co się nam najbardziej spodobało to oferta salonu firmy Mercedes – możliwość przejażdżki jednym z najnowszych modeli. Szczęśliwa pani, która dostąpiła takiego zaszczytu.

Adam Jones (Bradley Cooper) to charyzmatyczny szef kuchni, który w młodym wieku zyskał rozgłos jako guru paryskich restauratorów. Podążał własną ścieżką i tworzył intrygujące połączenia smaków. Nie udźwignął jednak ciężaru sławy, zniknął z pierwszych stron gazet i rozpłynął się w powietrzu. Teraz, wolny od wszelkich uzależnień, próbuje swoich sił w sercu kulinarnego Londynu. Gromadzi doborową załogę, by stworzyć najlepszą restaurację na świecie. Budzące się uczucie do pięknej Helene (Sienna Miller) może przeszkodzić mu w zdobyciu upragnionej, trzeciej gwiazdki Michelin.

Bohater przedstawiany jako „nieznośny geniusz” robi wszystko, żeby zniechęcić do siebie widza – jest arogancki, pedantyczny i okropny wobec swojego zespołu. Mimo to można nabrać do niego sympatii – przez trudne dzieciństwo i ciężką całodobową pracę spełnia swoje ambicje. Jego zachowanie to poza, która potrzebna jest do osiągnięcia sukcesu. Film porusza klasyczny temat pasji i realizacji marzeń – droga do ich spełnienia jest wyboista, wymaga poświęcenia (pokuta bohatera). Oprócz tego jednak możemy w filmie zaobserwować tzw. dążenie do celu po trupach – zero taryfy ulgowej dla pracowników, uczucia tj. współczucie i zrozumienie to słabość. Fabuła jest dobrze zbudowana, ale ani nie zaskakuje, ani nie wzbudza skrajnych emocji. Ciężko przyporządkować jej jednoznaczny gatunek – nie jest to całkiem komedia ani też dramat. Dialogi nieprzesadne ale dość bystre. Widz zwraca również uwagę na montaż – piękne, dynamiczne zbliżenia na dzieła kucharzy pobudzają apetyt i wyobraźnię – prawie czujemy smak potraw. Sławni i zdolni aktorzy oraz wpadający w ucho soundtrack umilają odbiór.

Na film do kin zapraszam wielbicieli dobrego aktorstwa i dla spędzenia przyjemnie popołudnia, natomiast panie już 12 listopada zapraszamy na przedpremierowy pokaz filmu „Listy do M. 2”.
Magdalena Ziomek