Postapokaliptyczna wizja Libery – recenzja filmu „Walser”

 

Technicznie dobrze zrobiony film, serwowany na sali projekcyjnej, łudzi widza znaną kinowością. Dzieło to jednak nie do końca fabuła, artysta czerpie z video artu, medium, dobrze sobie znanego. Gdy zorientowałam się, jaką oglądam hybrydę, było za późno by przestawić myślenie i nadążyć za „Walserem”. Nieracjonalność elementów, z których składał się film narastała szybciej niż byłam w stanie sobie je przetłumaczyć na język własnych wyobrażeń.

Walser – urzędnik kolejowy po nieznanym wypadku trafia do tradycyjnego plemienia Contehli, mieszkającego w środku dziczy. Kultura zderza się z naturą, schemat znany z kina od lat, także widzowi wydaje się, że oto ujrzy zaraz kontynuację popularnej historii. Ale w filmie nie ma żadnej historii. To tylko Walser usilnie stara się ją stworzyć. Bohater wymyśla opowieść, która ma nakłonić plemię do oddania mu dzieci, bo te w cywilizowanym świecie przestały się rodzić.
Postapokaliptyczna wizja Libery pozbawiona jest zombie i pszczół wielkości człowieka. Detale wskazują na przyszłość nieodległą, niemal nieróżniącą się od naszych czasów. Czy taka wizja zmierzchu cywilizacji nie jest bardziej przerażająca?

Libera pokazał społeczność odmienną od naszej. Równowaga pomiędzy zmysłami została zachwiana, dla nas najważniejszym jest wzrok, dzięki któremu mamy zdolność natychmiastowego percypowania tysięcy obrazów. Nie słuchamy, nie wąchamy, nie dotykamy, chcąc zrozumieć i zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Contehli natomiast, to ludzie lasu. Rozmawiają z przyrodą poprzez muzykę, kontemplują czas poprzez „nicnierobienie”.

Jednym z głównych i nielicznych zajęć, jakiemu oddają się członkowie plemienia Contehli jest tworzenie muzyki, mające służyć celom duchowym. Głębokie, chropowate, wibrujące dźwięki pierwotnych instrumentów, użytych w „Waslerze”, w połączeniu z surowym obrazem natury wywołują przyjemnie niepokojące uczucie. Uwrażliwieni Contehli słyszą muzykę nawet w prozaicznych dźwiękach. Główny bohater, jako kolejarz zagubiony w dziczy śpiewa autochtonom pieśń – mantrę o przesyłkach konduktorskich.

Specjalnie na potrzeby filmu językoznawca Robert Stiller (znany między innymi z przetłumaczenia na język polski „Mechanicznej Pomarańczy”) stworzył język Contehli, gramatycznie nie mający cech wspólnych z językami indoeuropejskimi. W Contehi nie ma czasu przeszłego, a ludziom nie nadaje się imion. Tworzenie tożsamości i historii jest więc praktycznie niemożliwe. Walser na próżno uczy się języka Contehli, bowiem znajomość poszczególnych słów nie ułatwia mu komunikacji z plemieniem o diametralnie odmiennej kulturze.

Pierwowzorem głównego bohatera stał się szwajcarski pisarz Robert Walser, żyjący na przełomie XIX i XX wieku. Obarczony chorobą psychiczną, spędził ostatnie lata życia w ośrodku zamkniętym, gdzie miał rzekomo spisywać wenę na mankietach uniformu. Być może i bohater filmu jest obłąkany, a wszystko co widzimy w filmie, jest projekcją wizji szalonego kolejarza.

Trudno zrozumieć o co Liberze chodzi. W filmie pełno jest niewiadomych. Wciąż zastanawia w jaki sposób umundurowany kolejarz znalazł się w dzikim lesie, skąd w naszej szerokości geograficznej tak egzotyczny język, czemu w przyszłości żyje nieznające techniki plemię? Każde kolejne zdarzenie, jakie ma miejsce w „Walserze” niesie ze sobą kolejne pytania bez odpowiedzi, niektóre są na tyle pozbawione sensu, że odbiorcy nawet nie chce się nad nimi zastanawiać. Może się wydawać, że twórca afirmuje życie zgodne z naturą, a za jedyne słuszne zajęcie uważa oddawanie się tworzeniu. Jednak w starciu Walser vs. Contehi nikt nie wygrywa, trudno też postawić się z którąkolwiek ze stron, czy z kimkolwiek sympatyzować. „Walser” momentami jest niemal patetyczny, można w nim dostrzec kalki z filmów katastroficznych, horrorów i „Pocahontas”, co z domieszką odrobiny humorystycznych wstawek daje całkiem zgrabny groteskowy efekt.

Iga Skowrońska

fot.: Tofifest

Postapokaliptyczna wizja Libery – recenzja filmu "Walser"

 

Technicznie dobrze zrobiony film, serwowany na sali projekcyjnej, łudzi widza znaną kinowością. Dzieło to jednak nie do końca fabuła, artysta czerpie z video artu, medium, dobrze sobie znanego. Gdy zorientowałam się, jaką oglądam hybrydę, było za późno by przestawić myślenie i nadążyć za „Walserem”. Nieracjonalność elementów, z których składał się film narastała szybciej niż byłam w stanie sobie je przetłumaczyć na język własnych wyobrażeń.

Walser – urzędnik kolejowy po nieznanym wypadku trafia do tradycyjnego plemienia Contehli, mieszkającego w środku dziczy. Kultura zderza się z naturą, schemat znany z kina od lat, także widzowi wydaje się, że oto ujrzy zaraz kontynuację popularnej historii. Ale w filmie nie ma żadnej historii. To tylko Walser usilnie stara się ją stworzyć. Bohater wymyśla opowieść, która ma nakłonić plemię do oddania mu dzieci, bo te w cywilizowanym świecie przestały się rodzić.
Postapokaliptyczna wizja Libery pozbawiona jest zombie i pszczół wielkości człowieka. Detale wskazują na przyszłość nieodległą, niemal nieróżniącą się od naszych czasów. Czy taka wizja zmierzchu cywilizacji nie jest bardziej przerażająca?

Libera pokazał społeczność odmienną od naszej. Równowaga pomiędzy zmysłami została zachwiana, dla nas najważniejszym jest wzrok, dzięki któremu mamy zdolność natychmiastowego percypowania tysięcy obrazów. Nie słuchamy, nie wąchamy, nie dotykamy, chcąc zrozumieć i zrobić jak najwięcej w jak najkrótszym czasie. Contehli natomiast, to ludzie lasu. Rozmawiają z przyrodą poprzez muzykę, kontemplują czas poprzez „nicnierobienie”.

Jednym z głównych i nielicznych zajęć, jakiemu oddają się członkowie plemienia Contehli jest tworzenie muzyki, mające służyć celom duchowym. Głębokie, chropowate, wibrujące dźwięki pierwotnych instrumentów, użytych w „Waslerze”, w połączeniu z surowym obrazem natury wywołują przyjemnie niepokojące uczucie. Uwrażliwieni Contehli słyszą muzykę nawet w prozaicznych dźwiękach. Główny bohater, jako kolejarz zagubiony w dziczy śpiewa autochtonom pieśń – mantrę o przesyłkach konduktorskich.

Specjalnie na potrzeby filmu językoznawca Robert Stiller (znany między innymi z przetłumaczenia na język polski „Mechanicznej Pomarańczy”) stworzył język Contehli, gramatycznie nie mający cech wspólnych z językami indoeuropejskimi. W Contehi nie ma czasu przeszłego, a ludziom nie nadaje się imion. Tworzenie tożsamości i historii jest więc praktycznie niemożliwe. Walser na próżno uczy się języka Contehli, bowiem znajomość poszczególnych słów nie ułatwia mu komunikacji z plemieniem o diametralnie odmiennej kulturze.

Pierwowzorem głównego bohatera stał się szwajcarski pisarz Robert Walser, żyjący na przełomie XIX i XX wieku. Obarczony chorobą psychiczną, spędził ostatnie lata życia w ośrodku zamkniętym, gdzie miał rzekomo spisywać wenę na mankietach uniformu. Być może i bohater filmu jest obłąkany, a wszystko co widzimy w filmie, jest projekcją wizji szalonego kolejarza.

Trudno zrozumieć o co Liberze chodzi. W filmie pełno jest niewiadomych. Wciąż zastanawia w jaki sposób umundurowany kolejarz znalazł się w dzikim lesie, skąd w naszej szerokości geograficznej tak egzotyczny język, czemu w przyszłości żyje nieznające techniki plemię? Każde kolejne zdarzenie, jakie ma miejsce w „Walserze” niesie ze sobą kolejne pytania bez odpowiedzi, niektóre są na tyle pozbawione sensu, że odbiorcy nawet nie chce się nad nimi zastanawiać. Może się wydawać, że twórca afirmuje życie zgodne z naturą, a za jedyne słuszne zajęcie uważa oddawanie się tworzeniu. Jednak w starciu Walser vs. Contehi nikt nie wygrywa, trudno też postawić się z którąkolwiek ze stron, czy z kimkolwiek sympatyzować. „Walser” momentami jest niemal patetyczny, można w nim dostrzec kalki z filmów katastroficznych, horrorów i „Pocahontas”, co z domieszką odrobiny humorystycznych wstawek daje całkiem zgrabny groteskowy efekt.

Iga Skowrońska

fot.: Tofifest

Kapela ze Wsi Warszawa || Lizard King Toruń

Kapela ze Wsi Warszawa to najlepiej rozpoznawalny polski zespół na świecie. Na repertuar grupy, założonej w 1997 roku, składają się awangardowe interpretacje muzyki tradycyjnej szeroko pojętego terenu Mazowsza, ukochanej krainy Chopina.

Choć w instrumentarium kapeli słyszymy tradycyjne instrumenty – skrzypce, cymbały, baraban, bęben obręczowy – brzmią one nowocześnie, a muzycy nie boją się zestawiać ich choćby z DJ’ami.
FOLK OFF! Tour powraca i zawita równieżdo Torunia!
Stowarzyszenie Sztuki Etnicznej „Transetnika” zaprasza na specjalne koncerty w ramach jedynej tego typu trasy w Polsce! Wyjątkowi artyści, bezprecedensowe wydarzenie! Niezwykła podróż przez różne style i oblicza polskiej sceny etno-folkowej. Przekaz, zaangażowanie i pasja, które gwarantuje dziennikarz 4. Programu Polskiego Radia prowadzący audycję „FOLK OFF!”, laureat Paszportu Polityki, dyrektor artystyczny trasy: Maciej Szajkowski.
Tegorocznym zespołem-gospodarzem FOLK OFF! Tour jest wydająca nową płytę „Święto Słońca” Kapela ze Wsi Warszawa. Obok niej, na scenach Warszawy, Gdyni, Torunia i Wrocławia zaprezentuje się Kapela Maliszów, tegoroczne odkrycie sceny folkowej. Oprócz koncertów, muzycy Kapeli Maliszów przeprowadzą także warsztaty muzyczne w szkołach, a gościem specjalnym inauguracyjnego koncertu trasy będzie zespół Trad.Attack! z Estonii.
Stowarzyszenie Sztuki Etnicznej „Transetnika” i Karrot Kommando oraz Narodowe Centrum Kultury zapraszają w trasę!

 

 

fot. Materiały Organizatora

Kapela ze Wsi Warszawa || Lizard King Toruń

Kapela ze Wsi Warszawa to najlepiej rozpoznawalny polski zespół na świecie. Na repertuar grupy, założonej w 1997 roku, składają się awangardowe interpretacje muzyki tradycyjnej szeroko pojętego terenu Mazowsza, ukochanej krainy Chopina.

Choć w instrumentarium kapeli słyszymy tradycyjne instrumenty – skrzypce, cymbały, baraban, bęben obręczowy – brzmią one nowocześnie, a muzycy nie boją się zestawiać ich choćby z DJ’ami.
FOLK OFF! Tour powraca i zawita równieżdo Torunia!
Stowarzyszenie Sztuki Etnicznej „Transetnika” zaprasza na specjalne koncerty w ramach jedynej tego typu trasy w Polsce! Wyjątkowi artyści, bezprecedensowe wydarzenie! Niezwykła podróż przez różne style i oblicza polskiej sceny etno-folkowej. Przekaz, zaangażowanie i pasja, które gwarantuje dziennikarz 4. Programu Polskiego Radia prowadzący audycję „FOLK OFF!”, laureat Paszportu Polityki, dyrektor artystyczny trasy: Maciej Szajkowski.
Tegorocznym zespołem-gospodarzem FOLK OFF! Tour jest wydająca nową płytę „Święto Słońca” Kapela ze Wsi Warszawa. Obok niej, na scenach Warszawy, Gdyni, Torunia i Wrocławia zaprezentuje się Kapela Maliszów, tegoroczne odkrycie sceny folkowej. Oprócz koncertów, muzycy Kapeli Maliszów przeprowadzą także warsztaty muzyczne w szkołach, a gościem specjalnym inauguracyjnego koncertu trasy będzie zespół Trad.Attack! z Estonii.
Stowarzyszenie Sztuki Etnicznej „Transetnika” i Karrot Kommando oraz Narodowe Centrum Kultury zapraszają w trasę!

 

 

fot. Materiały Organizatora

POPOVACULA, LESZEK CICHOŃSKI – KONCERT ORAZ WARSZTATY GITAROWE w HRP PAMELA

W poniedziałek, 26 października 2015 roku, w Hard Rock Pubie Pamela wystąpi charyzmatyczny polski gitarzysta, wokalista i kompozytor Leszek Cichoński. Artysta jest również autorem podręczników i telewizyjnych kursów dla gitarzystów. Występował na największych festiwalach bluesowych na świecie, m.in. Monterey Bay Blues Festival w Kalifornii i Narooma Blues Festival w Australii. Najbardziej spektakularnym przedsięwzięciem realizowanym przez niego jest coroczny „Thanks Jimi Festival”, w ramach którego odbywa się Gitarowy Rekord Guinnessa.  Od kilku lat regularnie pojawia się w toruńskim klubie, zarówno koncertując, jak i prowadząc zajęcia gitarowe. Jest jedną z głównych twarzy realizowanego w Hard Rock Pubie Pamela programu warsztatów muzycznych Campus Hrp Pamela.  To zaprzyjaźniony z klubem twórca, który  w czasie swoich koncertów chętnie współpracuje z toruńskimi muzykami. Fani Leszka Cichońskiego nadal wspominają koncert z 2013 roku, w trakcie którego wystąpił w kilku utworach wspólnie z supportującą go toruńską grupą ERGO. Tym razem rolę zespołu otwierającego wieczór organizator powierzył grupie POPOVACULA. Powstały w 2010 roku zespół dał się poznać z dobrej strony w programach telewizyjnych, takich jak SZANSA NA SUKCES czy MUST BE THE MUSIC. Od początku istnienia POPOVACULA ( wcześniej funkcjonująca pod nazwą BURN) sprawia wrażenie zespołu będącego o krok od odniesienia sukcesu komercyjnego. Czy im się to uda? Czas pokaże. Do tej pory grupa zdobyła tytuł NADZIEI ROKU (2011) oraz ZESPOŁU ROKU (2012) w plebiscycie TORUŃSKIE GWIAZDY.  Z myślą o mainstreamowych rozgłośniach radiowych zespół wyprodukował trzy single w stylistyce poprockowej, które można było usłyszeć na antenie RADIA RMF MAXX, RADIA ESKA oraz 1PR. W poniedziałkowy wieczór będzie można skonfrontować radiowe produkcje zespołu z bardziej rockowym obliczem grupy, szczególnie że w jednym z utworów z zespołem wystąpi Leszek Cichoński. Warto podkreślić, że muzycy przygotowali standard polskiego rocka, w którym Leszek zarówno zagra na gitarze, jak i zaśpiewa. Drugą niespodzianką przygotowaną dla publiczności w Hard Rock Pubie Pamela będzie utwór we wspólnym wykonaniu Przemka Łososia i i grupy POPOVACULA. Wartym przypomnienia jest fakt, że Przemek Łosoś odegrał ważną rolę w historii zespołu. Jaką ? Ci, którzy nie wiedzą,  będą mogli o tym porozmawiać z muzykami tuż po ich secie koncertowym. Wracając do występu Leszka Cichońskiego – artysta akustyczny set koncertowy oprze na swojej autorskiej płycie SOBĄ GRAM. Koncert rozpocznie się o godzinie 19.00. Przed koncertem od godziny 17.00 Leszek Cichoński poprowadzi warsztaty gitarowe. Wstęp na oba wydarzenia jest wolny.

Ladies Night w Cinema City

Już w najbliższy czwartek w kinie Cinema City odbędzie się kolejna impreza z cyklu Ladies Night, dedykowana dla kobiet chcących spędzić wyjątkowy wieczór w damskim gronie. Oprócz możliwości wzięcia udziału w licznych konkursach, uczestniczki jako pierwsze w Polsce będą miały okazję obejrzeć komedię o niesfornym restauratorze.

Ladies Night to jedyna tego rodzaju impreza cykliczna w Polsce, przeznaczona dla kobiet w każdym wieku. Przedpremierowy seans filmu poprzedzają liczne niespodzianki, porady kosmetyczne i konkursy ze wspaniałymi nagrodami. Każda kobieta otrzymuje także drobne upominki ufundowane przez sponsorów imprezy.

Podczas najbliższej imprezy Ladies Night obejrzeć będzie można komedię „Ugotowany” z Bradleyem Cooperem w roli charyzmatycznego szefa kuchni, który wraca po kilku latach nieobecności w branży gastronomicznej i postanawia stworzyć najlepszą restaurację na świecie. Czy kierując grupą utalentowanych ekscentryków, zdoła wspiąć się na kulinarny Olimp? Czy uczucie do pięknej Helene (Sienna Miller) nie przeszkodzi mu w zdobyciu upragnionej gwiazdki Michelin?

Ladies Night
Cinema City Czerwona Droga
czwartek 22 października, godz. 19:30
cena: 23 zł

MDK / Koncert z cyklu Nowa Scena Muzyczna MDK

W sobotę w Młodzieżowym Domu Kultury w Toruniu odbędzie się niepowtarzalny koncert muzyczny połączony z nutką tanecznego kroku. Na scenie wystąpi duet akordeonowy Wołodymyr  i Ivan Gaidychuk z Ukrainy, a  towarzyszyć im będzie Korporacja Taneczna Baby Jagi.

Mistrzowie akordeonu są absolwentami  Akademii Muzycznej im. Piotra Czajkowskiego w Kijowie, od lat koncertują w wielu miastach Europy a na swoim koncie mają liczne nagrody zdobyte na międzynarodowych konkursach. Młodszy z braci – Iwan jest muzykiem w państwowej Orkiestrze „Kreszczendo” i prowadzi Państwowy Ludowy Zespół  Pieśni i Tańca «Kalyna» w Kijowie. Starszy – Wołodymyr  w 2012 roku  zdobył stypendium «Gaude Polonia»  Polskiego Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które zrealizował w Bydgoszczy. Do Torunia  przyciągnęły go obchody Święta Muzyki odbywające się co roku. Współpraca między ukraińskimi muzykami a Korporacją Taneczną Baby Jagi nawiązała się dwa lata temu dzięki muzyce Astora Piazzolli – słynne „Libertango” stało się artystycznym łącznikiem dla obu dziedzin sztuki: muzyki  i tańca. Korporacja Taneczna Baby Jagi z Młodzieżowego Domu Kultury w Toruniu działa i koncertuje w Polsce i zagranicą prawie 30 lat. Nie będzie to pierwszy raz kiedy młodzi tancerze wystąpią na scenie ze znanymi muzykami. Zespół uświetniał już koncerty gwiazd m.in. Stana Borysa i Justyny Steczkowskiej. Twórczość braci Gaidychuk udowadnia, że akordeon to znacznie więcej niż zwykły instrument ludowy. Różnorodność barw, porywająca dynamika i ekspresja wykonawcza wprowadzają słuchacza w niesamowity świat muzycznych wrażeń. Podczas październikowego koncertu usłyszymy bogaty repertuar zaczynając od muzyki poważnej (A.Vivaldi, F.Schubert, G.Rossini, J.Staruss, J.S.Bach, F. Chopin), poprzez jazz i awangardę  (W.Własow, A.Piazzolla) oraz muzykę ludową (ukraińską i polską).

24 października 2015 (sobota), godzina 18.00

Młodzieżowy Dom Kultury w Toruniu

ul. Przedzamcze 11/15

Sala 100

Bilety 10 zł
dostępne w MDK i przed koncertem

Dwór Artusa / Forte Artus Festival – Aga Zaryan vs Nina Simone

Kolejny koncert w ramach Forte Artus Festival. Charakterystyczną lekkością frazowania oraz ciepłym matowym tonem głosu czarować nas będzie jedna z najbardziej cenionych i  rozpoznawalnych polskich wokalistek jazzowych – Aga Zaryan!

Koncertem Piosenki Niny Simone Aga Zaryan składa hołd tej wybitnej wokalistce. Usłyszymy największe przeboje z repertuaru Niny Simone, m.in. My Baby Just Cares For Me, Don’t Let Me Be Misunderstood, I Want a Little Sugar in My Bowl czy Lilac Wi-ne.

Nina Simone to ikona muzyki XX wieku, postać tragiczna. Legendarna ze względu na charyzmatyczny głos i swój sceniczny temperament.  Druga z bohaterek projektu to równie interesująca, ale mniej znana Abbey Lincoln, kobieta nietuzinkowa o silnej osobowości, mówi się o niej ostatnia wielka dama złotej ery jazzu.

Aga Zaryan jest rozpoznawalną w świecie wokalistką jazzową. Jej płyty ukazują się w legendarnej wytwórni jazzowej Blue Note Records. Występuje z powodzeniem na niezliczonych scenach, m.in. w renomowanych klubach europejskich i amerykańskich, w Japonii, Chinach, Turcji, Rosji, Izraelu oraz Islandii.

Swój sukces zawdzięcza znakomitym umiejętnościom wokalnym, charyzmie scenicznej oraz możliwości współpracy z najznamienitszymi muzykami na świecie. Koncerty Agi Zaryan słyną z niezwykłej atmosfery oraz mistrzowskiego poziomu wykonywanej muzyki.

Aga Zaryan: Simone i Lincoln to kobiety, których artystyczna postawa od wielu lat mnie inspiruje, tym projektem chciałabym je upamiętnić.

 

Aga Zaryan – śpiew

Michał Tokaj – fortepian

Michał Barański – kontrabas

Łukasz Żyta – perkusja

MFF Tofifest 2015

Jimi Hendrix nieprzypadkowo widnieje na plakacie 13. edycji Międzynarodowego Festiwalu Filmowego Tofifest w Toruniu. Jest on jednym z artystów umieszczanych w mitycznym „Klubie 27”, który będzie tematem głównego pasma Tofifest — Zjawisk. W jego ramach zobaczymy filmy zainspirowane życiem artystów z „Klubu 27”, wyreżyserowane przez Oliviera Stone, Gusa van Santa i Asifa Kapadię.

Pasmo Zjawiska co roku jest główną osią tematyczną Tofifest. Festiwal wielokrotnie pochylał się nad przywracaniem do łask zapomnianych, niechcianych czy wyklętych zjawisk filmowych. Tym razem wychodzi poza przyzwyczajenia widza, potwierdzając miano „festiwalu niepokornego”, który nie boi się zaskakiwać i tworzyć przestrzeni do szeroko pojętej dyskusji.

Termin „Klub 27” pojawił się w roku 1994 po nagłej śmierci lidera Nirwany Curta Cobaina, ale korzeni tej teorii spiskowej należy szukać w latach 60. i 70. XX wieku. Wśród muzyków zmarłych w wieku 27 lat znalazły się bowiem takie gwiazdy tamtych lat, jak Janis Joplin, Jimi Hendrix, Jim Morrison z The Doors, Brian Jones z Rolling Stones, Alan Wilson z Canned Heat czy Ron „Pigpen” McKernan, założyciel Grateful Dead. Jako 27-latek zmarł też znakomity malarz Jean-Michel Basquiat i aktor Jonathan Brandis. Niektórzy włączają do tego grona Heatha Ledgera i Amy Winehouse, stwarzając w ten sposób wrażenie, że klub wciąż funkcjonuje, a nie był jednorazowym zjawiskiem.

„Klub 27” stał się źródłem inspiracji dla wielu twórców filmowych. W programie festiwalu zaprezentowane zostaną wybrane filmy, które przypomną nam postaci-legendy: „Janis: Little Girl Blue” („Janis, mała smutna dziewczyna”, 2015) reż. Amy Berg — drugi pokaz w Polsce, „Jimi Hendrix: the guitar hero” reż. Jon Brewer, „Kurt Cobain: Montage of heck” reż. Brett Morgen (2015, 6 nominacji do Emmy Award), „The Doors” reż. Oliver Stone, „Amy” reż. Asif Kapada, „Ostatnie dni” reż. Gus van Sant czy „The 27 Club” reż. Eric Dunton. Odbędzie się też debata, której celem będzie poszukiwanie przyczyn i skutków powstawania współczesnych legend, które później ulegają mass medialnej komercjalizacji.

„Klub 27” to zjawisko łatwe do podważenia i pozbawione realnych podstaw, co nie przeszkodziło mu obrosnąć błyskawicznym kultem, typowym dla innych wytworów popkultury. Czy „Klub 27” w ogóle istnieje? Wątpliwe, stwierdzi lwia cześć społeczeństwa, ale są i tacy wśród nas, którzy wsłuchując się w „Alabama Song” The Doors spontanicznie przytakną.

MFF Tofifest 2015 odbędzie się w dniach 18–25 października w Toruniu. Głównymi mecenasami festiwalu są Miasto Toruń i marka Bella. Wydarzenie jest finansowane ze środków samorządu Województwa Kujawsko-Pomorskiego, Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej, Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz programu Kreatywna Europa. Więcej informacji na www.tofifest.pl.

Marsjański Robinson – recenzja filmu „Marsjanin”

Media w Ameryce rozpisują się na temat najnowszego filmu Ridley’a Scotta z Mattem Damonem w roli głównej. „Marsjanin” zbiera zarówno pochwały, jak i cięgi. Czy to rzeczywiście „najlepszy science-fiction od lat”?

Tworząc swój najnowszy film, Ridley Scott sięgnął po książkę Andy’ego Weira, której niewątpliwym walorem są bogato opisane ciekawostki i naukowe wytłumaczenia związane z życiem w kosmosie i radzeniem sobie w nim. W filmie zostaje to oddane dosyć wiernie, choć z upływem fabuły horyzont wydarzeń zaczyna się rozmywać, a nawet nużyć.

W wyniku burzy piaskowej marsjańska ekspedycja, w której skład wchodzi Mark Watney, musi ratować się ucieczką z Czerwonej Planety. Niestety Watney ulega wypadkowi i pozostali członkowie załogi sądzą, że nie żyje. Opuszczają więc Marsa, zostawiając kolegę zasypanego piaskiem. Kiedy ciężko ranny Mark odzyskuje przytomność, stwierdza, że został sam. Odtąd zaczyna się jego walka o przeżycie. I choć sytuacja wygląda dość poważnie, Mark nie traci dobrego humoru oraz woli walki.

„Marsjanin” to film sprawnie wyreżyserowany oraz ciekawie zrealizowany technicznie. Najmocniejszym komponentem jest z pewnością scenariusz (Drew Goddard), choć od połowy fabuła traci prędkość. Niemniej jednak film zbiera dobre oceny także i wśród polskich recenzentów. Warto zobaczyć i ocenić samemu.

Fot. Filmweb                                                                                                                             Karolina Bednarek