Paweł Małaszyński: Teatr to przestrzeń, która mnie inspiruje

[et_pb_section admin_label=”section”][et_pb_row admin_label=”Wiersz”][et_pb_column type=”4_4″][et_pb_post_title admin_label=”Tytuł posta” title=”on” meta=”off” author=”on” date=”on” categories=”on” comments=”on” featured_image=”off” featured_placement=”below” parallax_effect=”on” parallax_method=”on” text_orientation=”center” text_color=”dark” text_background=”off” text_bg_color=”rgba(255,255,255,0.9)” module_bg_color=”rgba(255,255,255,0)” title_all_caps=”off” meta_font_size=”14″ use_border_color=”off” border_color=”#ffffff” border_style=”solid” title_font=”|on|||” title_font_size=”30px”] [/et_pb_post_title][et_pb_image admin_label=”Obraz” src=”http://kulturalnytorun.pl/wp-content/uploads/2016/04/11062648_573296592811428_6213893631325863710_o.jpg” show_in_lightbox=”off” url_new_window=”off” animation=”fade_in” sticky=”off” align=”center” force_fullwidth=”off” always_center_on_mobile=”on” use_border_color=”off” border_color=”#ffffff” border_style=”solid”] [/et_pb_image][et_pb_text admin_label=”Tekst” background_layout=”light” text_orientation=”justified” text_font_size=”14″ use_border_color=”off” border_color=”#ffffff” border_style=”solid”]

Paweł Małaszyński – aktor i muzyk. Od kilkunastu lat związany z warszawskim Teatrem Kwadrat. Jak podkreśla bez teatru nie wyobraża sobie życia, daje mu on realizację i spełnienie.

Z Pawłem Małaszyńskim rozmawia Anna Karulska. Autorem zdjęcia jest Krzysztof Werema Photography.

Po ukończeniu PWST we Wrocławiu stosunkowo szybko dostałeś etat w Teatrze Kwadrat. Niedługo minie 13 lat od kiedy czynnie pracujesz w zawodzie.

Mówi się, że aktor jest w zawodzie z chwilą, gdy dostanie się do szkoły teatralnej, więc tak naprawdę w zawodzie jestem już 18 lat, w tym roku będę obchodził osiemnastkę (śmiech).

I wciąż teatr jest dla Ciebie ważny?

Zdecydowanie. Teatr to przestrzeń, która mnie inspiruje, w której się realizuję i spełniam. Nie wyobrażam sobie życia bez teatru, zawsze powtarzam, że bezapelacyjnie będę stał u jego boku do samego końca, mojego lub jego.

Po tylu latach występowania na deskach teatralnych mówisz o inspiracji. A co z rutyną, nie popadasz w nią?

Nie, bo za każdym razem spotykam się z zupełnie innymi ludźmi, zupełnie innym tekstem, zupełnie innego rodzaju pracą. Jestem coraz starszy, mam już 40 lat i nie zagram już 20-latka. Coraz częściej przychodzą mi do grania role trochę starszych mężczyzn, w średnim wieku, więc cały czas odkrywam w sobie nowe pokłady. Za chwilę będę grał już tylko ojców i dziadków… (śmiech)

Niektóre role grywasz od wielu lat po kilka, kilkanaście razy w miesiącu. W nich też można jeszcze odnaleźć coś nowego?

Można. Zawsze uważałem, że premiera spektaklu w teatrze nie jest zakończoną pracą. W filmie mamy po parę dubli i koniec – następnego dnia nic już nie poprawisz, idziesz dalej. W teatrze jest inaczej. Przychodząc do pracy i grając ciągle to samo, mogę sprawdzać i próbować nowych rzeczy. Czasami dopiero po stu spektaklach otwierają mi się oczy i mówię sobie „przecież ta postać może pójść w tę stronę”. ​

Kto decyduje, że pojawisz się w obsadzie danej sztuki? Jest to decyzja reżysera, dyrektora teatru czy Twoja?

Obsada danej sztuki najczęściej rodzi się w głowie reżysera. Jej układanie to pewnego rodzaju matematyka, niektórzy aktorzy grają po 6-7 sztuk jednocześnie, trzeba pogodzić to z graniem na miejscu i z wyjazdami. Dlatego o obsadzie decyduje reżyser wspólnie z dyrektorem teatru. Gdy jednak jakaś propozycja roli mi się nie podoba, nikt nie zmusza mnie do jej przyjęcia, nie mam z tym problemu. Są jednak i takie sztuki, na których bardzo mi zależy i w których bardzo chcę wziąć udział, wtedy walczę o to, żebym to akurat ja się w nich pojawił.

W Teatrze Kwadrat dominuje repertuar komediowy. Mówi się, że wbrew pozornej lekkości to najtrudniejszy gatunek teatralny.

Uważam że komedia jest bardzo trudnym gatunkiem, chyba rzeczywiście najtrudniejszym do zagrania. Wiele osób nie sprawdza się w komedii.

Ty się sprawdzasz?

Ocenę pozostawiam publiczności.

A recenzje? Czytasz je?

Zdarza mi się, chociaż krytycy raczej nie bywają w naszym teatrze. Najczęściej recenzje pisze publiczność, która bywa na naszych przedstawieniach i interesuje się teatrem, a także komedią. Ja staram się robić swoje najlepiej jak potrafię.

Lubisz ten gatunek?

Bardzo. Lubię za pośrednictwem naszych przedstawień dawać ludziom radość, lubię gdy przychodzą do nas na dwie godziny, by dobrze się zabawić i miło spędzić czas.

I nie tęsknisz czasem za jakimś dramatem?

Czasami wewnętrznie i ambicjonalnie tak.

Dostajesz przecież propozycje gościnnych występów od innych teatrów.

Tak, jednak ze względu na moje zobowiązania w teatrze macierzystym nie mam możliwości żeby w ogóle podnieść przyłbicę i spróbować, czasowo nie dałbym  rady. W Teatrze Kwadrat nie tylko dużo gram na miejscu, ale również jeżdżę ciągle po Polsce.

Nie chcesz się rozdrabniać?

Nie lubię tego. Staram się być fair i lojalny wobec mojej sceny matki. Zdarzyło mi się kiedyś, że wziąłem na siebie trzy projekty w jednym czasie, bo chciałem je zrobić – za dużo, niestety. Uczę się na swoich doświadczeniach i teraz nie podjąłbym się pracy w dwóch czy trzech teatrach. Może kiedyś przyjdzie taki czas, ale jeszcze nie teraz.

Póki co to pracy będziesz miał chyba więcej, Teatr Kwadrat jest świeżo po remoncie, doszła Wam nowa scena.

Tak, po remoncie mamy wszystko piękne i nowe (śmiech). Duża scena ma widownię dla czterystu osób, a dodatkowo na dole w podziemiach mamy wentylatornię, gdzie będzie sala kameralna przeznaczona dla stu widzów. Tam będą realizowane mniejsze sztuki, 2-3 osobowe.

Może zrobisz monodram?

Myślę o tym. Dzięki takim ludziom jak ś.p. Jurek Turek, czy Janek Kobuszewski, nauczyłem się pewnej odwagi, pewnego zrozumienia i pokochania sceny Teatru Kwadrat. Myślę, że jestem już na to gotowy, musiałbym jednak znaleźć odpowiedni tekst, który pokocham.

Obecnie grasz w trzech spektaklach – „Ślub doskonały”, „Berek, czyli upiór w moherze” i „Medium”, przy czym często z dnia na dzień przeskakujesz z jednej roli w drugą. Takie płynne przechodzenie jest proste, czy czasem mylą Ci się teksty?

Nie, nauczenie się tekstu na pamięć jest najprostszą rzeczą w tym zawodzie. Spektakle mi się nie mylą.

Ale tzw. białe plamy, kiedy jednak czegoś zapominasz się zdarzają?

Oczywiście, że tak, chociaż rzadko.

Co wtedy?

Ważny jest partner, na którego można liczyć i który pomoże wybrnąć z kłopotliwej sytuacji. Z reguły w razie wpadek udaje mi się z nich wywinąć, a widz i tak o tym nie wie, nie zdaje sobie z nich sprawy. To są zabawne sytuacje, trochę stresujące, ale zabawne, później często śmieję się z nich w garderobie.

Umiejętność improwizowania w takich sytuacjach się przydaje?

Oczywiście. Tylko improwizacje też trzeba ćwiczyć, sprawdzać bo niektóre nie wychodzą, są słabe. Bywa, że niektóre, te fajniejsze, wchodzą później do spektaklu na stałe.

A reakcje publiczności podczas spektaklu nie rozpraszają?

Kiedy gram nie widzę publiczności, oddziela mnie od niej tzw. czwarta ściana. Docierają do mnie  zwykle pozytywne reakcje w postaci śmiechu, a te  są częste i pożądane  w naszym teatrze. Niestety czasami słyszę też jak komuś dzwoni komórka (śmiech).

Reagujesz?

Nie, myślę, że taka osoba sama czuje pewien niesmak i stara się ją wyłączyć jak najszybciej.

Mimo, że teatr jest nie tylko Twoim miejscem pracy, ale również pasją, to jako widz rzadko zasiadasz wśród publiczności.

Rzadko, bo tak dużo pracuję w swoim teatrze, że jeżeli tylko mam wolny czas, wolny wieczór, czy wolną chwilę, to planuję wszystko co jest związane z moją rodziną, z moimi dziećmi. Dużo i ciężko pracuję na co dzień, więc kiedy już mam wolne, staram się poświęcać czas tylko i wyłącznie rodzinie. To jest dla mnie najważniejsze.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

Toruń, 05.03.2016 r.

[/et_pb_text][/et_pb_column][/et_pb_row][/et_pb_section]

0 Komentarzy

Zostaw komentarz

Chcesz dołączyć do dyskusji?
Zapraszamy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *