KSIĄŻKA / Czarna, bezgwiezdna noc
-
Dodano: 13:30 30 sierpnia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Artur Jabłoński, Książki, Literatura, Recenzje
Strach przed drugim człowiekiem
Stephen King, Czarna, bezgwiezdna noc, Albatros
Roger Caillois, francuski intelektualista, w swoim słynnym eseju „Od baśni do science fiction” zajął się swego czasu fenomenem literackiej fantastyki, główny nacisk kładąc na horror – fantastykę grozy. Stwierdził, że wywiera on na czytelniku tym większe wrażenie, im bardziej uderza w jego zastaną wizję świata. Horror musi więc rozpocząć się odwrotnie niż w słynnym powiedzeniu Hitchcocka. Należy konsekwentnie pokazać odbiorcy poukładaną rzeczywistość, w którą nagle, gdy najmniej się będziemy tego spodziewać, wtargnie zło.
Zło przybrać może różnoraką postać – od materialnej w postaci duchów i upiorów po tę chyba najstraszniejszą – ludzką. Stephen King eksplorował w swojej twórczości oba te odległe od siebie obszary z powodzeniem. Wszyscy doskonale znają tytuły jego sztandarowych utworów, jak i sylwetkę pisarza, nie ma więc sensu o tym pisać.
Warto za to wspomnieć o formule „Czarnej, bezgwiezdnej nocy”. Na ten tom składają się cztery długie opowiadania (tudzież – jak kto woli – mikropowieści, szkice powieściowe). To już trzeci tego typu zbiór autora. Poprzednie dwa to odpowiednio „Cztery pory roku” z 1982 i „Czwarta po północy” z 1990. Minęło więc wiele lat od ostatniej inicjatywy tego typu w jego wykonaniu.
W przypadku Kinga nie ma jednak mowy o odcinaniu kuponów czy karmieniu czytelników ochłapami z racji goniącej umowy wydawniczej. Wszystkie cztery teksty stoją na bardzo wysokim poziomie, począwszy od stylu, a na fabule skończywszy. Nie uświadczymy tu wprawdzie wielopiętrowej narracji, język jest raczej prosty, ale w żadnym wypadku nie jest to wadą, a wręcz przeciwnie. Tradycyjnie King pozwala sobie na wiele socjologicznych obserwacji, drobiazgowo opisuje swoich bohaterów i ich otoczenie. To wszystko bardzo korzystnie wpływa na budowanie klimatu, wciągając nas coraz bardziej aż do momentu, gdy nadejdzie punkt kulminacyjny. Nie znaczy to, że akcja rozwija się powoli – autor wprowadza również mocne otwarcia, które od razu przykuwają uwagę, na przykład już w pierwszym zdaniu każąc bohaterowi przyznać się do zbrodni. To ograny chwyt, prawda, ale King po mistrzowsku z niego korzysta a w przypadku tego typu konwencji chodzi wszak o udane żonglowanie schematami, których publiczność oczekuje.
Tym razem King skupił się na drugim z rodzajów zła – tym które tkwi wewnątrz człowieka. Opowieści, które nam prezentuje nie są przesadnie skomplikowane, lecz wręcz proste: wracająca z wieczoru autorskiego autorka kryminałów zostaje zgwałcona przez kierowcę ciężarówki i chce się na nim zemścić („Wielki kierowca”), żona odkrywa, że jej mąż jest zbrodniarzem („Dobrane małżeństwo”), ktoś zawiera nie do końca faustowski pakt z diabłem („Dobry interes”).
Mocnym, jeżeli nie najmocniejszym punktem narracji Kinga jest jego talent do tworzenia skomplikowanych psychicznie, wiarygodnych postaci. Zresztą wielokrotnie zauważano swoisty paradoks: mistrzowi horroru chyba nawet lepiej od elementów strasznych wychodzą opisy ludzi i zjawisk zwyczajnych. Być może, zgodnie z myślą przywołanego przeze mnie na początku Cailloisa, w tym tkwi jego sekret – nie powątpiewamy w grozę, którą w pewnym momencie wprowadza, skoro wcześniej przekonał nas o swojej prawdomówności doskonałą iluzją świata.
King to King i nikogo nie trzeba do niego przekonywać. Wystarczy potwierdzić, że mistrz jest nadal w formie i zapewne niedługo zaprezentuje nam kolejne, równie wciągające historie. Pozostaje czytać i czekać!
Artur Jabłoński









