RECENZJA: Oświadczyny po irlandzku
-
Dodano: 10:27 1 marca 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Cinema City, Filmy, Karolina Bednarek, Recenzje
- To kolejna, przewidywalna do bólu, komedia romantyczna. Pomimo tego, iż nie niesie ze sobą żadnej wielkiej mądrości, uniwersalnej prawdy czy przesłania, to i tak najciekawsza propozycja z tegoż gatunku, jaka pojawiła się w kinie w tym miesiącu – o filmie „Oświadczyny po irlandzku” pisze Karolina Bednarek z Kulturalnego Torunia.
Kobieta zaradna czy zdesperowana?
Drogie Panie, czy nie jest Wam znana taka oto sytuacja? Ona i on ? razem od kilku lat w związku prawie idealnym, gdzie wszystko doskonale się układa i jest niemalże sielankowo, poza jednym, drobnym szczegółem ? ona marzy o pierścionku od Cartiera, a on o oświadczynach ani myśli. Czyż nie brzmi to znajomo?
Co począć w takich okolicznościach? Nasze babki nie miały podobnego problemu. Potencjalny kandydat przychodził do ich domu z naręczem kwiatów i dygał przed rodzicami, pokornie prosząc ojca dziewczyny o jej rękę. Dziś sytuacja wygląda zgoła inaczej. Mam nawet wrażenie, że ?usidlenie faceta? można by przyrównać do jakiegoś wielkiego osiągnięcia na miarę zdobycia Mount Everest. A kiedy już jedna z kobiet pokolenia Bridget Jones osiągnie swój cel, to tak jakby pana Boga za pięty złapała ? dumnie wymachuje przyjaciółkom przed nosem palcem z zaręczynową błyskotką i czuje, że nie należy już do grupy tych gorszych, bo samotnych kobiet. Toż to istny absurd!
No, ale co w sytuacji, kiedy kobieta czeka i czeka, i czeka, i? nic? Cóż, wtedy pozostaje tylko albo wziąć nogi za pas, albo przełknąć ślinę i samej się oświadczyć. Właśnie to drugie rozwiązanie wybrała Anna (Amy Adams) ? ona również marzyła o chwili, w której wybranek jej serca, kardiochirurg Jeremy (Adam Scott), wreszcie zada jej to najbardziej z wyczekiwanych pytań. Tak się jednak nie stało i dziewczyna postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce. Zdesperowana wyrusza za ukochanym do Irlandii, wierząc, że dzięki tamtejszej tradycji, która głosi, że 29 lutego to panie mogą prosić panów o rękę, wkrótce stanie się szczęśliwą żoną. Na swojej drodze spotkała jednak przystojnego, ale i krnąbrnego, i zamkniętego w sobie złośliwca, Declana (Matthew Goode) ? to on będzie eskortował ją do Dublina. Co wyniknie ze spotkania dążącej do perfekcji dziewczyny z Brooklynu z kucharzem, który nie wie nawet kim jest Louis Vuitton? Czy stare porzekadło: ?kto się czubi, ten się lubi? odnajdzie w ?Oświadczynach po irlandzku? rację bytu? Rzecz jest do przewidzenia.
W filmie Tuckera pełno przezabawnych sytuacji. Niezdarność Anny, jej ciągła walka nie tylko z losem, lecz także i z materią potęguje komizm i sprawia, że kojarzymy obraz angielskiego reżysera z burleską i slapstickiem; autor wykorzystał też chwyty kina drogi. Mocnym elementem ?Oświadczyn?? są zapierające dech w piersiach irlandzkie krajobrazy, zdjęcia w ruinach zamku czy na klifie mistrzowsko obrazują urokliwość tego miejsca. Całości dopełniają rytmy skocznego irish folk.
?Oświadczyny po irlandzku? to kolejna, przewidywalna do bólu, komedia romantyczna. Pomimo tego, iż nie niesie ze sobą żadnej wielkiej mądrości, uniwersalnej prawdy czy przesłania, myślę, że to i tak najciekawsza propozycja z tegoż gatunku, jaka pojawiła się w kinie w tym miesiącu.
Karolina Bednarek









