Buratyński: Pamiętajcie o Litwinach!

  • lit (foto)

    Dodano: 11:15 26 czerwca 2011

    wydarzenie pod patronatem kulturalnytorun.pl



    Kategorie: Recenzje

    Tagi: ,

    Wielką zasługą festiwalu Tofifestu jest to, że rok w rok stawia sobie za cel odkrycie jakiejś filmowej terra incognita. Dzięki temu na kolejnych edycjach możemy zapoznać się z pewnym świeżym wycinkiem ciekawych kinematografii narodowych. Nie chodzi jednak o jakieś pretensjonalne egzotyzmy i kulturowe dziwactwa. Tofifest zwraca nam uwagę, iż owa „ziemia nieznana” to jedynie nasza nieświadomość czy ignorancja. Rok temu mieliśmy okazję zapoznać się ze świeżym kinem gruzińskim. Wojny kaukaskiego kotła oraz ludowe tańce prezentowane na ekranie sprawiły, że opadła w pewien magiczny sposób kurtyna ignorancji i uprzedzeń. Gruzja – kraj który był w ostatnich latach na pierwszych stronach gazet. Co tak naprawdę o nim wiemy? Co wiemy o jego kinie? Czy inaczej: co kino tego kraju wie o Gruzji? Podczas 8. edycji festiwalu mogliśmy zastanowić się nad odpowiedziami na powyższe pytania.

    W tym roku organizatorzy idą o krok dalej. Udowadniają nam, iż w świadomości Polaka nie istnieje również kolejny kraj. Nie, nie chodzi mi o Serbię. Festiwalowe pasmo „Nowe Kino Serbii” wydaje się również inspirujące dla widza, lecz dzięki popularności niektórych reżyserów jugosłowiańskich mogliśmy zapoznać się przecież kilka lat temu z dorobkiem min. Tanovica, Markovica czy Paskaljevica. Nie, proszę Państwa. Tofifest prowokacyjnie udowodni nam, że tak naprawdę niewiele wiemy nawet o naszych najbliższych sąsiadach: o Litwinach.

    Nie czas i miejsce by rozpisywać się nad Unią polsko-litewską czy nad historią z Kownem. Zamiast sięgać daleko w przeszłość, cofnę się jedynie do grudnia zeszłego roku. Otóż najciekawszą panoramą podczas ostatniej edycji Toruń Short Film Festiwal, była właśnie seria filmów krótkometrażowych z Litwy. Zaskoczyła mnie wówczas ich świeżość. Były tak samo błyskotliwe, dowcipne i ironiczne co – jak to się mówi – dotykające istoty rzeczy. Reżyserzy tych krótkometrażówek stworzyli również swoje filmy z wirtuozerią i powagą. W kwietniu tego roku MFF Tofifest nawiązał współpracę z wileńskimi ośrodkami filmowymi (min. Vilnius Kino Pavasaris Film Festival). Efekty tej współpracy możemy podziwiać w najbliższych dniach.

    Nie bez wzruszenia wspominał będę wspaniałe filmy litewskie z grudnia. Dlatego też po pierwszym dniu festiwalu nie chciałbym pisać o mechanicznych pomarańczach i wodzireju Jerzym Stuhrze, o galach otwarcia i konkursach. Chciałbym serdecznie zaprosić na kameralną podróż do małej salki Baja Pomorskiego, tzw. sali B. Niewielka, lecz z wielkim kinem małego państwa na ekranie. Wspomnę więc tylko o jednym, równie skromnym dokumencie. Ot, na zachętę.

    Keturi žingsniai czyli Cztery kroki Audriusa Stonysa. Film z pogranicza dokumentu etnograficznego, ludowej ballady, zapisu socjologicznego oraz filmu eksperymentującego. Tytułowymi czterema krokami są cztery filmowe relacje z tradycyjnych litewskich uroczystości weselnych, kolejno z 1961, 1972, 1983 i 2007 roku. Rytuał to radosny, zawierający w sobie tyle samo wzniosłości co śmieszności. Tak takie też są te kroki. Lecz to nie tylko zapisana na chropowatej taśmie orkiestra, taniec czy wąsaty wuj który niedomaga. To zapis ewolucji kultury. Najciekawsze jest że Stonys nie pokazuje iż ta ewoluuje z złym kierunku. Bowiem kultura się nie kundli. Ta – mimo wszystko – służy człowiekowi. Nawet gdy panna młoda nie ma zbyt radosnego wyrazu twarzy, chodzi o to że rodzimy się na nowo, że coś się kończy aby coś zacząć się mogło. Pod tym względem, to film bardzo tradycyjny. Audrius Stonys to były student nowojorskiej szkoły słynnego litewskiego reżysera pracującego w USA – Jonasa Mekasa. Tak samo jak jego nauczyciel robi swój film w sposób bardzo intymny, stylizując obraz na „home video”, ograniczając montaż i stosując taśmy 8 i 16 mm. To subtelny kawałek filmu. A jednocześnie z nutką awangardyzmu.

    Tajemnicze i eksperymentalne — takie jest kino Litwy” pisze się na stronie internetowej festiwalu. W tym wypadku: Eksperymentalnie, ale z pewnymi tradycjami. Tajemniczo, ale metafizycznie i godnie. Trochę niepokojąco… ale takie jest życie.

    Trzymam przed sobą rozkładany program festiwalu. Proponuję abyście Państwo w tym momencie również rzucili na niego okiem, oraz zwrócili uwagę na jasno pomarańczowy kolor. To kolor sekcji FORWARD: Przegląd Nowego Kina Litewskiego. Dla mnie osobiście, to atrakcja festiwalu nie mniejsza, niż masterclass Sheridana, filmy konkursowe czy nagroda dla Menzela. Dlatego apeluję: planując kinofilską marszrutę po festiwalowych filmach pamiętajcie Państwo o Litwinach.

    Piotr Buratyński


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz