Buratyński: Polska to kraj konfidentów medialnych

  • konfident (foto)

    Dodano: 13:59 30 czerwca 2011

    Kategorie: Festiwale, Filmy, Recenzje

    Tagi: , , ,

    Nie ma co ukrywać. Najciekawszą i zarazem najodważniejszą sekcją festiwalu Tofifest jest sekcja LOKALIZACJE. To blok poświęcony twórcom lokalnym, autorom z województwa kujawsko-pomorskiego. Decyzja by w program festiwalu wcisnąć filmy z Torunia czy Bydgoszczy, pomiędzy dzieła Petera Weira czy Jima Sheridana jest szalona i ryzykowna. Dlaczego?

    Bo to filmy nie zawsze dobre, pełne niedoskonałości. To dzieła amatorskie robione przez nieprofesjonalistów, często przywołujące rumieniec zawstydzenia na wymęczoną buźkę widza. Mimo to Festiwal Tofi co roku, konsekwentnie prezentuje obrazki z naszego okręgu i szaleńczo je promuje. Bo pokazy w ramach tej sekcji to również apel o infrastrukturę filmową w regionie. Niemniej taka promocja czasem się opłaca, a twórców z regionu czeka swego rodzaju „awans”, chociażby w ramach festiwalu.

    Na przykład taki Rafał Kapeliński. Laureat nagrody Flisaka dla najlepszego twórcy z regionu w roku 2006, za film Emilka płacze. Choć z Torunia pochodzi, mieszka za granicą. Jest absolwentem Londyńskiej Szkoły Filmowej oraz stypendystą Cinefondation Residence sponsorowanego przez festiwal filmowy w Cannes. Kapeliński jeszcze kilka lat temu pokazywany w paśmie LOKALIZACJE, oto w roku 2011 doczekał się prezentacji swojego najnowszego filmu w bloku FROM POLAND, czyli konkursie filmów polskich. Tak oto znalazł się film Kapelińskiego pomiędzy nowymi filmami Zanussiego, Majewskiego, Wojcieszka czy Krauzego.Reżyser przyjechał na Tofifest ze swoim nowym trzydziestominutowym Konfidentem.  Historia ta przypomina nieco poprzednie jego filmy, w których zaprezentował małe historie małych ludzi na tle wielkich wydarzeń historycznych.

    Oto w Konfidencie tata, głowa rodziny w pewnym podciechocińskim domku, nie cierpiący swojego sąsiada ormowca który potrafi w stanie wskazującym na spożycie odśpiewać na balkonie międzynarodówkę, dowiaduje się iż jego nazwisko znajduje się na tzw. liście Wildsteina. Dla niego to tragedia i wstyd, paradoksalnie zbliżająca go do rodziny oraz – do sąsiada. „Pan też? Musimy trzymać się razem!” powie Pan Zdzich do zaindeksowanego przez IPN bohatera. Bo tak naprawdę polityka w tym filmie nie bardzo jest istotna. Mieszkający za granicą autor patrzy na działalność naszych samorządowców ze zdrowym dystansem, czego mu szczerze zazdroszczę, a co pozwala mu rozegrać wątki polityczne z gracją niespotykaną w polskim kinie. To dziełko trochę w klasycznym czeskim stylu, jest i śmiesznie, i gorzko, trochę żałośnie, ale po prostu ludzko, jak w naszej codzienności. Słusznie zauważył reżyser na spotkaniu po filmie, że stosunek do polityki i historii w naszych filmach się zmienia.

    Konfident stoi gdzieś obok Rewersu Borysa Lankosza. Jeśli chodzi o stosunek do martyrologii to Rewers był odważniejszy w potraktowaniu jej z rezerwą, ale Konfident plasuje się gdzieś niedaleko. Najlepszymi filmami o polskiej historii będą filmy które przed tą historią nie padną na kolana, ale pobawią się nią jak dziecko testujące możliwości nowej zabawki. Do tego również mamy prawo po 1989. Czy może się mylę? To film o naszych sąsiadach, albo raczej o naszym widzeniu tych sąsiadów. O tych wrogich nam, wiecznie podciętych, starych komuchach. Ale to również obrazek o nas samych. Bo o nas też z czystej polskiej zawiści sąsiad mówi: „wiecznie podpity, stary ubek”. Polska to nie kraj konfidentów politycznych, i o tym wydaje mi się mówi ten film, ale to kraj konfidentów mentalnych.

    Piotr Buratyński

    http://www.tofifest.pl/
    http://www.facebook.com/tofifest
    http://festiwaltofifest.blogspot.com/


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz