FILM / Jane Eyre

  • eyre (foto)

    Dodano: 12:00 21 listopada 2011

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , ,

    Ostatni raz widzieliśmy Mię Wasikowską, kiedy jako Alicja z Krainy Czarów wypływała do Hongkongu robić interesy w imieniu Korony Brytyjskiej. Teraz powraca w kolejnej ekranizacji klasycznej angielskiej powieści – „Dziwnych losów Jane Eyre” Charlotte Brontë. Choć oba filmy osadzone są w tej samej epoce, nie mogłyby być bardziej odległe stylistycznie od siebie – u Burtona swobodna kreacja rzeczywistości równie swobodnie traktująca literacki pierwowzór, a u Cary’ego Fukunagi maksymalna wierność epoce i powieści. Mia Wasikowska jednak gra w obu filmach bardzo podobne do siebie postacie dziewczyn o niezależnym duchu, ale stłamszonych przez konwenanse i społeczeństwo klasowe, które wyznacza im ściśle określone, podrzędne miejsce w hierarchii społecznej. Oba filmy pokazują też, każdy na swój sposób, jej drogę do emancypacji.

    Powieść Brontë łączy konwencje gotyckiego horroru, romansu i powieści społeczno-obyczajowej. Film  Fukunagi stara się odtworzyć te zmienne style i niestety w efekcie sprawia wrażenie, jakby nie mógł się zdecydować, czym chce być. Bez solidnej osnowy niedociągnięte wątki prują się i nie tworzą spójnej kompozycji. Początkowo na plan pierwszy wysuwają się środki budujące atmosferę grozy: ekspresyjny kontrast światła i cienia, mroczne korytarze rozjaśnione tylko niepewnym płomieniem świecy, zamglone wrzosowiska itp. Tajemnica zamku Thornhill zostaje jednak ujawniona zbyt szybko, bez należytego zbudowania napięcia. Romans, który następuje potem, jest mało wiarygodny, jako że uczucia bohaterów słychać tylko w ich rozwlekłych deklaracjach, a nie widać w zachowaniu, na dokładkę został on ozdobiony takimi zgranymi scenkami jak pocałunek pod drzewem o zachodzie słońca.

    Gdyby jednak wybrać dominujący w całym filmie wątek, musiałoby to być dojrzewanie osobowości Jane. Zostało ono potraktowane w wyraźnie feminizujący sposób, ale zaakcentowany tylko na tyle, na ile pozwalała ówczesna obyczajowość i ramy melodramatu, dzięki czemu nie brzmi fałszywym tonem na tle epoki wiktoriańskiej. Ścisłe oddzielenie od siebie w procesie wychowania światów kobiet i mężczyzn sprawia, że różnią się od siebie jak istoty dwóch różnych gatunków. Uboga guwernantka Jane, świadoma braku szans na zmianę położenia, zazdrości mężczyznom możliwości decydowania o swoim życiu. Przy całej swojej wewnętrznej niezależności, jest jednak osoba bierną i uległą, marzycielką, która wielu rzeczy pragnie, ale do niczego nie dąży. Doprawdy trudno dopatrzeć się w niej tej wyjątkowości, którą według jej pracodawcy wyróżnia się z tłumu innych guwernantek. Świat Jane ogranicza się do zamku i ogrodowych ścieżek, a kiedy tylko zapuszcza się nieco dalej w las, jak Czerwony Kapturek spotyka wilka – czyli mężczyznę. Film dobrze pokazuje początkowy lęk i fascynację bohaterki istotą innej płci. Niestety dalszy rozwój wydarzeń przemienia to wymowne napięcie w schematyczny romans.

    Tak zaczyna się jednak proces Kiedy pewne okoliczności sprawiają, że Jane decyduje się opuścić zamek, zaczyna się proces jej odkrywania siebie samej i odrzucania ograniczających ją norm obyczajowych. W wyniku różnych perypetii zdobywa także środki finansowe, które pozwalają jej pokierować życiem według własnego uznania. Finał, którego szczegółów nie zdradzę, choć z pewnością są dobrze znane większości osób zainteresowanych premierą „Jane Eyre”, w ciekawy sposób odwraca dotychczasowe role. Dość powiedzieć, że w międzyczasie pan Rochester zostaje skazany na bierność i zależność od innych, czyli jego położenie staje się podobne do położenia kobiet.

    To badanie granic między męskim a żeńskim i ewolucji charakterów mogłoby być interesujące, cóż, kiedy wyglądają mało wiarygodnie. Kolejne przemiany osobowości Jane zachodzą w sposób skokowy i pod wpływem bodźców zewnętrznych. Trudno w nie uwierzyć też przez aktorstwo Mii Wasikowskiej, które polega głównie na robieniu w zależności od sytuacji min pod tytułem „rozpacz”, „radość”, „rezygnacja”. Partneruje jej Michael Fassbender, który z kolei odgrywa schemat, który można by nazwać: „wrażliwy gbur”. Odtwórcom głównych ról nie służy obecność na drugim planie Judi Dench, która minimalnymi środkami potrafi wydobyć ze swojej postaci wszystkie niuanse i naprawdę ożywia ekran za każdym razem, kiedy się pojawia. Film opowiada o spotkaniu pierwiastka męskiego i żeńskiego, ale efekt połączenia tych żywiołów jest nijaki.

    Żaneta Dolatowska / fot. ITI Cinema


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz