FILM / Melancholia

  • lars-von-trier-melancholia (foto)

    Dodano: 10:06 30 maja 2011

    Kategorie: Filmy, Recenzje

    Tagi: , ,

    PIĘKNY KONIEC PEWNEGO ŚWIATA

    „Melancholia”, reż. Lars von Trier

    W miarę rozwoju fabuły, początkowo tłumiona i skrzętnie maskowana depresja głównej bohaterki urasta do rozmiarów destrukcyjnej rozpaczy. Mogłoby się zdawać, że przyczyną tego stanu jest duchowe ubóstwo świata, otaczającego Justine. Posunięte do granic egoizm, oziębłość i materializm weselników stanowią łatwe wytłumaczenie dla społecznego i mentalnego wyobcowania kobiety- pisze Joanna Tercjak z Kulturalnego Torunia.

    Chyba od zarania cywilizacji ludzkość raz po raz elektryzują nowe (chociaż stare) przepowiednie ostatecznej zagłady. Takich końców świata nasz krąg kulturowy „przeżył” już co niemiara, a ostatni 21 maja tego roku. Jednak ich wyjątkowe natężenie można było zaobserwować w ciągu ostatniego wieku czy dwóch stuleci. Skąd bierze się to pełne trwogi wyczekiwanie samospełniającej się obietnicy końca? Być może ma ono coś wspólnego z kryzysem wartości, jaki toczy nasz świat. Im trudniej w nim o głębokie, trwałe znaczenie, tym bardziej drżymy na myśl o kresie, bo zdaje się coraz bliższy i nieuchronny. A co z końcami pewnych światów, które już nastąpiły? Z zagładami gatunków czy cywilizacji, których kształtu możemy się tylko domyślać, badając ich cmentarzyska i ruiny?

    Co z kresami pewnych światów, jakich  tysiące istnień doświadczają każdego dnia indywidualnie, na osobności? Czy darzymy je wystarczającą uwagą?

    Do tych refleksji skłonił mnie nie tyle zbliżający się wielkimi krokami rok 2012, co najnowszy film człowieka, okrzykniętego w ostatnich dniach Wielkim Skandalistą. (Czyżby etykietki Bezlitosnego Manipulatora i Demonicznego Prowokatora już nieco przyblakły?) Mimo, delikatnie mówiąc, „niefortunnych” wypowiedzi Larsa von Triera, nadal chcę widzieć w nim wybitnego autora, posługującego się niezwykłym bogactwem refleksji, emocjonalnym rozmachem i piękną wyobraźnią. Dlatego „Melancholię” ocenię w oderwaniu od niedawnej afery w Cannes.

    Początkowa sekwencja w onirycznej tonacji prezentuje rozproszone obrazy, uderzające zarazem klasycznym pięknem i dziwacznością. Z rozproszonych w próżni fragmentów raz po raz przezierają strzępki sensów z kulturowego kanonu zachodniej cywilizacji, ale znaczenie całości jest zupełnie nieprzejrzyste. To jakby nieczytelna wiadomość zapisana w zgliszczach naszego świata, z których wyłania się tajemnicza postać Ofelii / Kasandry – medium i przewodniczki przez ostateczny kres. Gęstej atmosfery pięknego koszmaru dopełnia „taniec śmierci” dwóch planet, przy dźwiękach muzyki Wagnera nieuchronnie zbliżających się do widowiskowego finału. I choć po kilku minutach film przechodzi w surową stylistykę właściwą wcześniejszej twórczości von Triera i współczesnemu kinu duńskiemu, to wysmakowana, senna fanaberia pierwszych ujęć pobrzmiewa w emocjonalnej tkance całego seansu.

    Pierwsza część filmu rozgrywa się w noc wesela Justine (przekonująca Kirsten Dunst), czyli wspomnianej Ofelii i Kasandry w jednej osobie. W miarę rozwoju fabuły, początkowo tłumiona i skrzętnie maskowana depresja głównej bohaterki urasta do rozmiarów destrukcyjnej rozpaczy. Mogłoby się zdawać, że przyczyną tego stanu jest duchowe ubóstwo świata, otaczającego Justine. Posunięte do granic egoizm, oziębłość i materializm weselników stanowią łatwe wytłumaczenie dla społecznego i mentalnego wyobcowania kobiety. Jednak w pozornie mało treściwych dialogach, w dziwnych gestach i zachowaniach, Justine wyraża bezmiar przerażenia, wykraczającego daleko poza śmieszny, ludzki świat. Jakby przeczuwała, że rozpad jej własnego życia to tylko preludium do uniwersalnego kresu, który pochłonie całość istnienia. Przeżywszy koniec swojego świata, Justine okaże się siłą, zdolną przeprowadzić innych w niebyt.

    Ostateczna zagłada, choć nadal prezentowana z jednostkowej, kameralnej perspektywy, wybija się na główny temat dopiero w drugiej części filmu, opatrzonej imieniem siostry Justine. Claire (jak zwykle pełna subtelnej ekspresji Charlotte Gainsbourg) stanowi jej absolutne przeciwieństwo. W swoim małym świecie wszystko ma uporządkowane, jak francuski symetryczny ogród, otaczający jej dom. Usiłując za wszelką cenę utrzymać kontrolę, przywiązuje groteskowo wielkie znaczenie do śmiesznych drobiazgów, powtarzalnych rytuałów i absurdalnych konwenansów. Dlatego jej prywatny świat jest dla niej zbyt ważny, by pogodzić się z jego końcem. Poprzez taki kontrast kluczowych postaci objawia się konflikt dwóch porządków: zatroskanej codzienności ludzkiego świata i miażdżącego bezkresu wszechświata.

    Ich płynne przeplatanie, harmonijne jak taniec śmierci dwóch planet w sekwencji początkowej, bardzo przekonująco uchwycił w swą kamerą Manuel Alberto Claro. „Dogmatyczny realizm” głównej części filmu (chwiejne kadry „z ręki”, niby chaotyczny montaż, uwydatniający –  wydawałoby się – mało istotne detale) jest stopniowo przełamywany bardziej malarskimi kompozycjami. Chropowaty styl chroni wyobrażenia zbliżającego się armagedonu od tandetnego widowiska w stylu kina katastroficznego, ale też przed kiczowatym wydźwiękiem estetyki New Age w finałowej scenie, bliskiej pierwszym minutom filmu. Takie połączenie kreuje duszną atmosferę lęku i wyczekiwania, od których uwolnić może tylko ostateczna zagłada. W ten sposób koniec świata staje się obietnicą bezwzględnej ulgi.  Po drugiej stronie pustej rozpaczy znajduje się krzepiąca pewność niebytu.

    Podsumowując, najnowszy film diabolicznego Duńczyka to pełna rozmachu, poetycka wizja, w której kameralny dramat niesie emocjonalne rozedrganie i myślową gonitwę. Ściśle estetyczna ocena tego obrazu, to jak w każdym przypadku, kwestia gustu, zaś interpretacja sensów, od których tu gęsto, zależy nie tyle od kompetencji, co też duchowości odbiorcy. O te kwestie pewnie można by się spierać, jednak chyba nikt nie podważy twierdzenia, że tę autorską wypowiedź należy czytać zupełnie serio. I choć „Melancholia” nie odebrała mi mowy, jak niektóre obrazy jej reżysera, to cenię ten film za bezpretensjonalność w poruszaniu doniosłych treści i konsekwencję formy.

    Joanna Tercjak

     


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz