FILM / Prawdziwe męstwo

  • prawdziwe-mestwo (foto)

    Dodano: 20:30 15 kwietnia 2011

    Kategorie: Filmy, Recenzje

    Tagi: , ,

    DZIKI ZACHÓD JAKI ZNAMY

    „Prawdziwe męstwo”, reż. Ethan & Joel Coen

    Niedzielna strzelanina kowbojów w samo południe nad talerzem rosołu albo dreszczyk emocji wywołany samym pozwoleniem na podziwianie po godz. 22 spod kołdry krajobrazów wielkiego kanionu. Dziki, męski, rozgrzany słońcem świat westernów wydawał się wtedy równie egzotyczny i bajkowy, co „Piękna i bestia” czy musicale z Fredem Asterem. John Wayne w Technicolorze to jedno z najbarwniejszych wspomnień mojego dzieciństwa. Sentyment jest, nie przeczę. I pewnie dlatego trailer „Prawdziwego męstwa” AD 2010 wywołał u mnie rumieńce, zapowiadając czystą przyjemność w stylu „old school”, przyprawioną jednym z najciekawszych nazwisk współczesnego kina amerykańskiego. Jednak od czasów, gdy miałam 10 lat moje wyobrażenie o świecie uległo polaryzacji, a opowieści o „prawdziwym męstwie” dawno włożyłam między bajki. Co takim widzom oferują bracia Coen swoim westernem?

    „Prawdziwe męstwo” to zaskakująco lojalny hołd pod adresem jednego z najstarszych gatunków kina hollywoodzkiego, któremu dwie dekady temu niesłusznie wróżono rychłą śmierć. To opowieść o baśniowo klarownej walce dobra ze złem, gdzie odwaga i męstwo  nieodłącznie towarzyszą pierwszemu z nich, gdzie bez względu na mniejsze czy większe przywary bohaterów, racja zawsze leży po jedynej słusznej stronie. Wola pomszczenia honoru sprawiedliwych, determinacja nie pozwalająca na chwilę zwątpienia, niewinność rozgrzeszająca swych sprzymierzeńców z każdego kroku, który mógłby się wydać moralnie wątpliwy – najnowszy film braci Coen stanowi hymn na cześć tych fundamentalnych dla westernu wartości.

    To również głęboki ukłon w stronę klasyków gatunku z jego dziko-zachodnim inwentarzem: galerią kowbojów, bankierów, bandziorów i Indian, z rozległymi preriami, spektakularnymi scenami pojedynków, niezawoalowanym okrucieństwem, zajeżdżaniem koni, które w końcu trzeba dobić. Wszystko to niczym żywcem wyjęte z filmografii Johna Forda, dodatkowo podkoloryzowane  zdjęciami Rogera Deakinsa, w twórczy, wręcz poetycki sposób oddającymi magię palety Technicoloru przy użyciu najnowszych, cyfrowych technologii kreacji obrazu. Jedynie marginalne akcenty, jak dowcipne  komentarze wobec dziś zupełnie niepoprawnego politycznie stosunku do rdzennych Amerykanów, wylansowany wizerunek strażnika Teksasu (Matt Damon w roli LaBoeufa), z którego drwią same postacie, czy pewne przerysowanie wyaneowskiego bohatera w wydaniu Jeffa Bridges, świadczą o tym, że „Prawdziwe męstwo” to nie tylko klasyczny western, ale i współczesna wypowiedź na temat gatunku.

    Ale gdzie w tym wszystkim Coenowie z ich specyficznym, subtelnie czarnym humorem, którego najsłynniejsze popisy dali w „Burton Fink” i „Big Lebowskim”, a ostatnio choćby w „Poważnym człowieku”? Gdzie ich już przysłowiowy od czasów „Fargo”, a nawet „Śmiertelnie proste”, talent do portretowania zwykłych ludzi, uwikłanych do skrajności w przyziemne instynkty, żądze i potrzeby? Gdzie ten niezwykle przejmujący, choć zarazem groteskowy obraz małomiasteczkowej Ameryki, unurzanej w absurdalnym złu, który znamy choćby z „Człowieka, którego nie było” czy „To nie jest kraj dla starych ludzi”? Uwaga: wszyscy ci, którzy wybierają się na „Prawdziwe męstwo”, by zobaczyć prawdziwych Coenów, przygotujcie się na bajkę z zupełnie innej beczki. Współcześni giganci kina niezależnego schowali tym razem pazury i pochylili czoła wobec klasyki, by zrobić po prostu niezły film „po bożemu”.

    Joanna Tercjak


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz