FILM: Super 8

  • super 8 (foto)

    Dodano: 21:35 30 czerwca 2011

    Kategorie: Filmy, Recenzje

    Tagi: , ,

    Niewinny urok science-fiction

    „Super 8”, reż. J. J. Abrams

    Przedzierając się przez gąszcz współczesnego science-fiction trudno dokopać się do obrazu filmowego, który mógłby zasłużyć na podobnie kultową pozycję, jak „E.T.”, „Gwiezdne Wojny” czy „Powrót do przyszłości”. Obsesja gry z konwencjami, cytowania i parafrazowania klasyków gatunku z jednej strony albo epatowania spektakularnymi eksplozjami i brutalnością bez głębszego sensu z drugiej – takie strategie sugerują, że widownia dzisiejszego kina SF to dorośli, wytrawni fani „Obcego” bądź bezmózgie masy jamochłonów. A gdzie się podziały epickie, familijne opowieści w sceneriach baśniowej fantazji i szalonych wizji przyszłości? „Super 8” w reżyserii J. J. Abramsa i pod czujnym producenckim okiem Stevena Spielberga stanowi odpowiedź na to pytanie.

    Twórcy filmu sytuują akcję w późnych latach 70, nadając tym samym historii subtelnego odcienia patyny i nostalgicznego nastroju. Dodatkowo, obdarzając narrację perspektywą dwunastoletnich bohaterów, sprawiają, że opowieść zyskuje sporo niewinnego humoru i emocjonalnej intensywności. Ciemne sprawki US Army, odwiedziny przybysza z kosmosu i jego zemsta na ludziach za brak gościnności, społeczny chaos, jaki sieje monstrualne zagrożenie są w gruncie rzeczy widowiskową i emocjonującą oprawą pięknej historii o tym, co najważniejsze u progu dzieciństwa i wieku młodzieńczego. Niezniszczalna przyjaźń, pierwsza miłość, potrzeba bliskości i porozumienia, międzypokoleniowe różnice i rodzicielskie wyzwania, wielka odwaga i przekraczanie własnych ograniczeń to tematy uniwersalne i serio w lekkostrawnej, dość sensacyjnej otoczce.

    Dodatkowym smaczkiem oprócz retro-klimatu, wciągającej akcji pełnej ekscytujących zwrotów i nieważkiej familijnej opowieści stanowią metajęzykowe konteksty, wprowadzone za pomocą tytułowego rekwizytu. Amatorska kamera Super 8, dziś kultowy, wręcz kolekcjonerski gadżet, to zarazem symbol dziecięcych marzeń i narzędzie w służbie wyobraźni, jak i strzelba Czechowa, wybuchająca w przełomowych momentach. Ponadto, film w filmie, czyli horror o zombie, jaki kręcą „ósemką” młodzi bohaterowie, można potraktować jako ciekawy komentarz do powszechnej dziś hybrydyzacji gatunków oraz ukłon w stronę klasyki kina offowego, nierzadko sytuującego się na poziomie klasy B, a nawet D.

    Skoro science-fiction, to oczywiście nie obyłoby się bez widowiskowych efektów specjalnych, które swą skalą i techniczną precyzją potrafią momentami wbić w fotel. Co prawda siejący postrach kosmita w dosyć kiczowatym kostiumie z garderoby fantasy nie dorasta do pięt gatunkowego celebryty według wizji H. R. Gigera. Na szczęście twórcy oszczędzili publiczności tego widoku przez znaczną część filmu, podbijając suspens wizualnym niedopowiedzeniem. Skrajna naiwność perypetii ufoludka razi w oczy, ale ostatecznie można potraktować ją jako dopełnienie  bajkowego schematu, że „wszystko dobre, co się dobrze kończy”. Na ten film spokojnie można wybrać się całą rodziną bez obaw o sen najmłodszych kinomanów.

    „Super 8” z pewnością daleko do miana filmu wybitnego, a nawet arcydzieła w swojej klasie. Niemniej jednak, to kawał porządnie zrobionego kina, które potrafi oczarować na dwie godziny i świetnie się ogląda. Dzięki temu w ciemnej sali kinowej można znów poczuć się jak dziecko i z wypiekami na twarzy oddać się na chwilę niewinnym emocjom i szalonej fantazji. Z takiej też perspektywy wypada oceniać ten film.

    Joanna Tercjak


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz