FILM / Tu i tam
-
Dodano: 09:48 28 czerwca 2011
Kategorie: Recenzje
Tagi: kino letnie, Patronat KT, Tofifest
„Tamo i ovde”/„Tu i tam”, reż. Darko Lungulov
Motyw przewodni – ustawiony ślub dla zdobycia wizy – jak najbardziej został już wyeksploatowany w historii kina. A mimo to, ten powielany wielokrotnie już wątek w niczym nie ujmuje realizacji serbskiego reżysera Darko Lungulova. „Tamo i ovde” to film, w którym z dowcipem przeprowadza się widza przez tą znaną-nieznaną historię.
Z pewnością nowością w ujęciu tematu jest przeniesienie akcji z upragnionego celu: przedostania się do USA – o zdawałoby się mocno już nadszarpniętym wizerunku kraju Możliwości – do Belgradu, identyfikowanego przez większość mieszkańców miasta z miejscem bez przyszłości. Co więcej, podskórnie dokonuje się demitologizacji miejsca tak licznych pielgrzymek zarobkowych, a w sentymentalnych barwach zostaje pokazany szary, noszący jeszcze ślady natowskich bombardowań Belgrad.
Nowojorczyk, Robert za kilka tysięcy dolarów podejmuje się podróży do Serbii i sprowadzenia narzeczonej poznanego Branka. Ten dość enigmatyczny, zblazowany muzyk ze stanu wyższości obcokrajowca, krytycznym okiem patrzącego na dziwactwa tego miejsca, zakochuje się w matce chłopaka, z którym zawarł układ matrymonialno-wizowy. Serbia zaś, staje się miejscem, gdzie przeżywa swoją drugą, choć nadwątloną, młodość. Dla miłości także Robert sięga po dawno nie używany saksofon i gra dla… kwiatów: w końcu rosyjscy naukowcy udowodnili wpływ muzyki na lepszy wzrost roślin. Wszystkie banały i obiegowe motywy bynajmniej nie zakłócają odbioru filmu, który mimo wszystko niesie ze sobą przynajmniej wrażenie świeżości ujęcia i, przede wszystkim, bawi.
Dowcip towarzyszy również przeplatającemu się z głównym motywem wątkowi nowojorskich potyczek Branka. Te pozornie niewinne narracyjne wtrącenia, podskórnie demaskują nieprzyjazność środowiska, jakim okazuje się Nowy Jork.
Ostatecznie, „Tamo i ovde” to sentymentalna wędrówka do dość egzotycznego kraju, jakim jest Serbia. Ambicją reżysera było przeniesienie na kinowy ekran tego, co specyficzne dla tego miejsca. Muzyka tego regionu Europy, poczucie niespiesznie przeciekającego przez palce czasu, serdeczność ludzi nawet tych spotykanych na ulicach, wszystko to plasowało się nie tylko w opozycji do realiów Nowego Jorku, ale jako wyraz osobistego uczucia twórcy dla tego miejsca i ludzi go tworzących.
Barbara Plewa









