FOTOPLASTYKON / T-shirt
-
Dodano: 10:11 3 lutego 2012
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: fotoplastykon, Karolina Bednarek
FOTOPLASTYKON*
Pokaż mi swój T-shirt, a powiem ci, kim jesteś
Każdy z nas ma w szafie przynajmniej jeden T-shirt. Ja w swojej kolekcji mam ich dwadzieścia dwa… a i tak plasuję się na szarym końcu listy posiadaczy. Co stanowi ten fenomen? Niektórzy twierdzą, że popularność koszulek to efekt wszechobecnej mody na młodość. Znana nowojorska projektantka, Donna Karan, powiedziała, że „ulica należy do dżinsów, trampek i T-shirtów”. Są one ponadczasowe i uniwersalne. Wyrażają naszą indywidualność, są oznaką buntu, protagonizmów i antagonizmów wszelakich.
Socjolożka, prof. Diana Crane również stwierdziła, że T-shirt doskonale nadaje się do manifestowania odrębności, ale także przynależności do wspólnoty. Jest twarzą tego, kto go nosi. Czasem – maską. Badaczka zaproponowała nawet NASA, żeby wysłać T-shirt w kosmos – jako najbardziej charakterystyczny strój współczesnych Ziemian.
Jest coraz więcej miejsc, gdzie możemy T-shirt kupić. Nie tylko w „sieciówkiach”, ale i w sklepach z pamiątkami, w Internecie, a także… w najdroższych butikach przy 5 Alei. Z nonszalancją prezentują się w nich: Mick Jagger, Sting, Bono czy Steven Tylera z Aerosmith. Aktorzy – Clint Eastwood, Nicolas Cage czy Kevin Costner. A także Paris Hilton i Rihanna. Idealne na wiele okazji i z wielu okazji produkowane. Niektórzy wrośli w nie prawie na stałe. Paul McCartney zdjął T-shirt tylko na czas ceremonii ślubu z Heather Mills. Także polskie gwiazdy jak: Bogusław Linda czy Paweł Deląg, pisarz Janusz Głowacki, reżyser Mariusz Treliński, piosenkarka Natalia Kukulska, a także muzycy Kazik Staszewski i Muniek Staszczyk lubują się w koszulkach.
Szał w T-shircie ciał
Może trudno w to uwierzyć, ale niektórzy kolekcjonują koszulki, jak dzieła sztuki. Na jednej aukcji zorganizowanej w Los Angeles za biały T-shirt Martina Marigieli zapłacono 350 dolarów.
Właściwie nie ma się co dziwić, przecież istnieją tysiące wzorów. Tank Top, Muscle Shirt, Scoop Neck czy V-Neck. Noszą je nie tylko członkowie różnych subkultur, lecz także eleganccy biznesmeni, ludzie sztuki, gwiazdy telewizji i studenci.
Kawał historii
Pierwsze T-shirty pojawiły się w szafach w roku 1901. Amerykańska firma Hanes Knitting Company wypuściła wtedy – odrzucone w USA – podkoszulki na rynek europejski. Spółka ta obecnie funkcjonuje pod nazwą Hanes, a wartość jej sprzedaży przekracza 2 mld dolarów rocznie. Największą popularnością cieszyła się seria bielizny L’eggs, która pojawiła się w sklepach w 1974 r. Dwuczęściowa bielizna zastąpiła tzw. śpiochy, czyli „koszulomajtki” z guzikami z przodu.
Swój obecny wygląd T-shirt zawdzięcza lotnictwu Stanów Zjednoczonych. Podczas I wojny światowej piloci wyruszyli na front w tradycyjnych śpiochach. Jednak bielizna używana przez Europejczyków wydawała się o wiele wygodniejsza. Amerykańscy dowódcy zdecydowali, że koszulki powinny przypominać kształtem literę „T”. Pierwsze T-shirty dla wojska kosztowały 24 centy.
W latach 30. XX wieku w Karolinie Południowej firma Jockey International wyprodukowała koszulki dla drużyny futbolowej miejscowego uniwersytetu…
Podekscytowani fani robili wszystko, żeby je zdobyć! By ograniczyć straty władze uczelni poprosili firmę, żeby oznakowała T-shirt. Takie działanie przyniosło jednak odwrotny skutek. Dla kibiców te podkoszulki stanowiły prawdziwe trofeum. Niedługo potem inne szkoły zaczęły wydawać własne koszulki.
Dwadzieścia lat później na Florydzie biznes koszulkowy kwitł. W roku 1951 w USA sprzedano 180 milionów T-shirtów. W rozpropagowaniu mody na tę część garderoby pomogło kino, hipisi i… polityka.
T-shirt zwany pożądaniem
W latach 50. Marlon Brando pojawił się w nieprzyzwoicie obcisłym T-shircie w „Tramwaju zwanym pożądaniem” E. Kazana. Scena, w której Stanley Kowalski stoi z rozerwaną koszulką wywołała szok, który jednak doprowadził do pewnego przełomu.
Dało to początek filmowej nobilitacji dla takiego kostiumu oraz rewolucji obyczajowej. Cztery lata później na ekranach pojawił się James Dean, a lata 60. przyniosły pierwsze T-shirty z nadrukami, rysunkami i napisami. Przyczyniła się do tego społeczność hippisów. Potem był „Easy Rider”, Don Johnson, Tom Cruise… wymieniać można by bez końca. Niedługo potem na swój warsztat artystyczny koszulki wzięli wielcy kreatorzy mody. Giorgio Armani po dziś dzień nosi do wykwintnych marynarek wyłącznie T-shirty.
Welcome to the jungleT-shirty świetnie sprawdzają się w świecie reklamy. Tymi minibillboardami można promować produkty, prowadzić kampanie, a także… manifestować poglądy polityczne. W latach 80. T-shirt zaczęto traktować tak, jak sztandar, który mówi o poglądach właściciela. Podkoszulek stał się emblematem. Postanowili to wykorzystać spece od PRu.
W 1948 r. Smithsonian Institution w ramach kampanii Thomasa Deweya przygotowała specjalną edycję koszulek z nadrukiem: „ Dew it with Dewey”. Ta zabawa słowna spodobała się wyborcom. W latach 60. podobne zabiegi reklamowe weszły do gry politycznej na stałe. Nie zawsze jednak przestrzegano zasad fair play. Dla przykładu wystarczy wspomnieć obraźliwe napisy w stylu: „Nixon – facet, który spieprzy wszystko, do czego się zabierze”. W 1996 r. również Bill Clinton rozmiłował się w tej części garderoby. Z dumą nosił podkoszulek ze swoją karykaturą oraz podpisem: „Clinnochio”, natomiast jego małżonka, Hillary z cynicznym: „Tak, Bill Clinton to facet, który jest mężem tej sławnej Hillary”.
Także i Polsce zagościł podobny zwyczaj. W latach 80. najgłośniejsze hasła Solidarności oraz kultowe teksty Lecha Wałęsy stały się inspiracją dla rysownika Andrzeja Mleczki. Na T-shirtach cytowano słynne: „Nie chcem, ale muszem” czy „Jestem za, a nawet przeciw”. Podczas kampanii prezydenckiej w 1995 r. na podkoszulkach pojawiły się cyniczne napisy: „Uwaga! Kwas jest żrący” czy „Magister Kwaśniewski”. Tę tradycję kontynuuje choćby Janusz Palikot.
Żyjemy w erze T-shirtów. Niektórzy ten wygodny, podkreślający osobowość, dający ujść emocjom produkt nazywają McT-shirtem naszych czasów. Pełni funkcję reklamową, sprawdza się w polityce. Manifestuje poglądy, rozbawia, stanowi wyznanie. Może być barometrem humoru. Każdy ma go w szafie. A Ty? Jaki T-shirt nosisz?
Karolina Natalia Bednarek
* Fotoplastykon – (z greckiego: plastikós – rzeźbiarski) to automat do prezentacji pojedynczych fotografii stereoskopowych na jednym stanowisku wizualnym. Mechanizm przesuwczy co kilka sekund podawał nowe fotografie przed wizjer.
W dziale FOTOPLASTYKON co tydzień przeczytacie o innym „przeźroczu” społeczno-kulturalnym. Tym co jest TRENDY, i tym, co jest ART.









