FRèCHES / Dziesięć tysięcy uciech cesarza
-
Dodano: 00:01 30 stycznia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Katarzyna Woźniak, Książki, Literatura, Recenzje
Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie
Nie znam nikogo, kto by podważył słowa Szymborskiej. Nigdy wcześniej nie czytałam powieści erotycznej, ale muszę przyznać, że bardzo mile (jeśli nie rozkosznie) mnie zaskoczyła. Zaczyna się już od paradoksu autorskiego: Francuz zgłębia tajniki chińskiej sztuki kochania w autorytarnym państwie. W redakcyjnym rezultacie nieograniczona wolność słowa materializuje się i osiąga wysoki pułap odwagi, ale i elegancji. Mieszanka dla smakoszy.
José Frèches, Dziesięć tysięcy uciech cesarza, tłum. Marta Olszewska, W.A.B., Warszawa 2011.
W siedemnastowiecznym Pekinie z dworu cesarza Chin ginie erotyczny przedmiot pożądania – „birmański dzwoneczek”. Ów tajemniczy obiekt potrafi zaspokoić potrzeby nawet najbardziej wymagającego kochanka. Upokorzony, pozbawiony dostępu do źródła spełnienia Syn Niebios postanawia wszcząć śledztwo. Nie szczędzi nikogo, ani niczego. Figlarna zabawka wędruje tymczasem z alkowy do alkowy, oddalając się coraz bardziej od żądnego rozkoszy cesarza…
Zadziwiające jest, jak wartko i sprawnie Frèchesa prowadzi akcję, którą momentami śledzi się z zapartym tchem, jak w powieści sensacyjnej. Kto by to pomyślał, że w XXI wieku można się zarumienić jak wiktoriańska pensjonariuszka, kiedy czyta się erotyczną powieść w zaciszu domowym?
„Dla takich, którzy myślą, święte nie jest nic”, ale dla Frèchesa bez wątpienia pewne aspekty życia intymnego pozostają nietykalne, bo nietknięte obscenicznością języka. Zapewne to zasługa bardzo dobrego tłumaczenia Marty Olszewskiej. Powieść dodatkowo obfituje w zaskakująco błyskotliwe złote myśli, poparte dogłębnymi badaniami nad kulturą i historią Chin. To wielka uczta dla zmysłów i smakoszy subtelnego języka obrazowych chińskich przenośni.
Ta niepozorna, choć bardzo ładnie wydana „zbójecka” książeczka, zuchwale, ale elegancko nazywa rzeczy po imieniu. Dokonuje rozwiązłych analiz i wszetecznych syntez, ale nie pozostawia gorzkiego posmaku nietaktu. Pogoń za nagim faktem – dzika i hulaszcza u cesarza Chin, wyjęta jest jak z kart sensacyjnej amerykańskiej powieści. „Zgroza, w jakich pozycjach, z jak wyuzdaną prostotą” myślom Frèchesa udaje się zapłodnić umysł czytelnika.
Współczesna kultura z aktu miłosnego zbyt często wydobywa li i jedynie to, co kojarzy się ze zwierzęcą chucią. Zewsząd zalewa nas plastik albo gumowy szelest lateksowych powłok. I znowu Szymborska miała rację: „tylko co ludzkie potrafi być prawdziwie obce.” „Pleni się dzisiaj swawola jak wiatropylny chwast.” Frèches językiem eleganckim, subtelnym, ujmująco ciepłym, ale i ironicznym mówi o tym, co przecież tak bardzo ludzkie i rzekomo oczywiste. Przypomina, nie wygrażając przy tym pedagogicznym palcem, że miłość jest sztuką. Nieustannie odnawiającym się źródłem harmonii i energii, a nie prostą reakcją chemiczną.
Wielce pouczające i zaskakująco przyjemne. Do czytania również we dwoje.
Kasia Woźniak









