KONCERT / ET Tumason + Neurasja
-
Dodano: 14:17 30 listopada 2011
Kategorie: Recenzje
Tagi: Baltazar Gąbka, Recenzje
ET TUMASON I NEURASJA – 07.11. LIZARD KING
Na początku, jako suport, wystąpił zespół Neurasja, w składzie: Asja, wokalistka , Karol Czajkowski gitarzysta, Wojtek Traczyk basista, Hubert Zemler perkusista i wibrafonista Marcin Ciupidro. Surowe brzmienie, często oparte na sekcji rytmicznej wypełniającej salę granym przez nią pulsem, idealnie pasowało do gwiazdy głównej wieczoru – islandzkiego gitarzysty o wdzięcznym imieniu i nazwisku – Et Tumason.
Wokalistka posługująca się wysoko ustawionym głosem śpiewała, jednocześnie opowiadając, bajkowe i przesycone kobiecym spojrzeniem na świat historie. Całość kojarzyła się trochę z klimatem stworzonym przez Julee Cruise w ścieżce dźwiękowej do serialu Miasteczko Twin Peaks Davida Lyncha. Ten sam, smutny momentami, liryzm. To samo brzmienie niewinnego, wręcz dziewczęcego głosu.
Brzmieniowo zespół osadzony jest w stylistyce lat 60-tych. Rock, big beat, psychodela, elementy folku i muzyki ludowej - to tylko niektóre określenia, którymi można próbować scharakteryzować muzykę kwintetu. Po dłuższym przysłuchiwaniu się temu, co gra Neurasja nie można było nie zauważyć, że ich utwory są mało zróżnicowane. Pomimo, że przeplatały się tutaj formy dłuższe, płynące niemal w nieskończoność kolejnymi kaskadami dźwięków, z formami typowymi dla piosenek popowych, to jednak brakowało czegoś, co ożywiałoby repertuar. Była to kolejna cecha wspólna muzyki wykonywanej przez Neurasję z muzyką skandynawskiego barda.
Ten, gdy tylko pojawił się na scenie, wzbudził aplauz toruńskiej publiczności. Ed Tumason znany jest w naszym kraju. Odwiedzał go już kilkakrotnie, zdobywając serca słuchaczy swoją autentycznością i naturalnością. Jego próba nagłośnieniowa trwała 5 minut. Menager, z którym podróżuje po kraju wszedł na scenę, uderzył kilka razy w struny gitary, do których przystawiony był mikrofon, powiedział kilka słów do drugiego mikrofonu – i tyle.
Trudno rozróżnić piosenki wykonywane przez Tumasona. Wszystkie oparte są na rytmicznie granej gitarze. Artysta uderza w nią za pomocą kostki. Dodatkowy efekt metalicznego ślizgu po strunach daje pierścień założony na palec serdeczny lewej ręki. Teksty dotyczą spraw codziennych, jak to w bluesie. Szkoła, kłopoty z wejściem w dorosłe życie. Część z nich śpiewana jest po islandzku i te, nie wiedzieć czemu, najbardziej kojarzą się z szantami.
Muzykowi zdarza się fałszować i przyspieszać. Podobnie jak niewielkie zróżnicowanie utworów, nie przeszkadza to jednak w odbiorze jego muzyki. Wręcz przeciwnie – stanowi o uroku i niepowtarzalności jego twórczości. Trzeba mieć wiele odwagi, żeby z premedytacją pozwolić sobie na taki luz sceniczny i wykonawczy. Na pewno Tumasonowi pomaga w tym herbata zaprawiona whiskey, którą popijał podczas występu oraz przaśne żarty wypowiadane w języku polskim, jak np. wznoszenie toastu „Zdrowie” i dopowiadane po odpowiedzi publiczności – „Na budowie”.
Ci którym było mało skandynawskiego barda, mogli po koncercie nabyć EPkę z 3 utworami. Sprzedały się chyba wszystkie. Nic dziwnego, skoro okładkę każdej z nich projektował sam Et. Rysując długopisem wzory, które właśnie przyszły mu do głowy. Niektórym naszym rodzimym artystom-muzykom także przydałby się taki długopis i kartka papieru. Może zajęliby się twórczym wyżywaniem w innej dziedzinie i przestali męczyć nasze uszy wykalkulowaną co do sekundy muzyką.
Baltazar Gąbka









