KONCERT / Martyna Jakubowicz
-
Dodano: 20:27 12 kwietnia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Baltazar Gąbka, blues, Koncerty, Lizard King, rock
27.01.2011 KONCERT MARTYNY JAKUBOWICZ I ŻONY LOTA, LIZARD KING
„W domach z betonu nie ma wolnej miłości”. Największy hit Martyny Jakubowicz zabrzmiał na deskach sceny w toruńskim klubie Lizard King. Pomimo, iż scena drewniana, nie betonowa, emocji nie brakowało.
Artystka promowała swoją najnowszą płytę „Okruchy życia”. Znalazło się na niej 12 premierowych kompozycji. Muzykę napisała wokalistka, a teksty stworzył Andrzej Jakubowicz. Powyższy duet wsparł zespół Żona Lota, bynajmniej nie zachowujący się na scenie jak słupy soli. W skład kapeli wchodzą: Darek Bafeltowski – gitary, mandolina, banjo; Łukasz Matuszyk – akordeon, instrumenty klawiszowe; Paweł „MuZzy” Mikosz – gitara basowa; Przemek Pacan – perkusja, instrumenty perkusyjne.
Koncert był „siedziany” (swoje miejsca mieli wszyscy członkowie zespołu, wyłączając długowłosego, jakby wyjętego z lat siedemdziesiątych, basistę szalejącego na gitarze marki Gibson), co nie oznacza, że nudny lub mało dynamiczny. Co prawda Martyna Jakubowicz akompaniowała sobie przez cały czas na gitarze akustycznej, ale po plecach deptała jej reszta muzyków, nie dopuszczając do tego, żeby widowisko zamieniło się w spektakl rodem z programu MTV Unplugged. Trochę szkoda, ponieważ momentami występ prosił się o tego typu smaczki.
Wielkim plusem był na pewno kontakt, który artyści potrafili „złapać” z publicznością. W sposób naturalny, bez wysiłku stworzyli atmosferę dobrej zabawy, która przenosiła się na toruńską widownię. Wokalistka, przy minimalnym udziale słów, zapowiadała kolejne utwory i lapidarnie je charakteryzowała. Jedynym zgrzytem był niepasujący do konwencji koncertu, społeczny apel artystki w sprawie bezdomnych psów i znęcania się nad nimi. Co jak co, ale tego typu wtręty pozostać powinny domeną zespołów zaangażowanych. Niech więc Bono zajmuje się zwracaniem uwagi i pouczaniem ze sceny, a Martyna Jakubowicz graniem i śpiewaniem.
Instrumentalne aranżacje zaczęły dominować w drugiej części koncertu oraz podczas bisów, które zespół zakończył równo o godzinie 22, wraz z nastaniem ciszy nocnej. Znać speców w swoim fachu. Rozszalał się zwłaszcza basista, który serwował jedno solo za drugim, używając przy tym efektu gitarowego zwanego kaczką. Dominację brzmień vintage przełamał na chwilę wspomniany na początku hit, pochodzący z wydanej w 1984 roku płyty „Maquillage”. Wykonany w zgodzie z oryginałem, był punktem kulminacyjnym całego wieczoru.
I choć Casanova, bohater słynnego hitu, nie zagościł na początku roku pańskiego 2011 pod dachem toruńskiego lokalu – pewnie dlatego, że już od dawna jest martwy – to kolejne pokolenia fanów Martyny Jakubowicz mogły zaśpiewać razem z artystką. Ludzie byli wpatrzeni w nią jak w obrazek, ale atencja nie przeszkodziła w dobrej zabawie.
Baltazar Gąbka
fot. www.martynajakubowicz.com / Jacek Marczewski









