KSIĄŻKA / Balladyny i romanse

  • balladyny (foto)

    Dodano: 20:03 6 stycznia 2012

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , ,

    „Balladyny i romanse”, autor: Ignacy Karpowicz

    Chińskie ciasteczko

    Napisałem wcześniej inną wersję zakończenia i… okazało się, że ta książka nie może mieć takiego finału! Nie może kończyć się spektakularnie. Jedyne możliwe zakończenie jest gorzkie. Jak kakao – mówi Karpowicz. Recenzja Magdaleny Bońkowskiej.

    Nie byłam fanką współczesnej polskiej literatury. Wciąż czekałam na objawienie na rynku wydawniczym. Na kogoś oryginalnego, nieszablonowego, a przede wszystkim odważnego. I? Przeglądając biblioteczkę koleżanki natknęłam się na „Balladyny i romanse” nie znanego mi wcześniej Ignacego Karpowicza.

    – Intrygujący tytuł i ciekawe nazwisko – pomyślałam. I czym prędzej porwałam ze sobą tę dość pokaźnych rozmiarów „knigę”. Jeszcze tego samego wieczoru zaczęłam czytać i…

    I zatraciłam się zupełnie

    Ignacy Karpowicz rocznik 1976 roku. Studiował na UW. Napisał „Niehalo”, „Cud”, „Gesty”, a jego ostatnią powieścią są wydane w 2010 r. „Balladyny i romanse” właśnie, za które otrzymał Paszport Polityki 2010. Przyciągającym wzrok punktem jego biografii jest fakt, że poza pisarstwem zajmuje się również tłumaczeniami z języka angielskiego, hiszpańskiego i amharskiego. Jest także podróżnikiem.

    Na kartach prezentuje kawałek siebie. Swoje doświadczenia, skutki ciągłego poszukiwania, łaknienia znalezienia sensu (którego – według autora – często brak). Wyświetla także swoje rozczarowanie otaczającym go światem i ludźmi:

    Chodzi o to, by być kochanym i kochać zwrotnie. Ale ja mogę kogoś kochać przez dwa tygodnie. Potem szlag mnie trafia – pisze.

    To co mówi wydaje się proste, a jednak trafia jak pocisk i pozostawia po sobie wewnętrzny niepokój. Karpowicz to filozof, poszukiwacz, ale nie samorodny demagog, czy orator. Choć z pozoru wycofany i ostrożnie nastawiony do innych, tak naprawdę wciąż łaknie odpowiedzi i „wyłania się” ze swojego wiejskiego domu w ich poszukiwaniu. Nawet jeżeli zakłada, że ich nie znajdzie.

    „Balladyny i romanse” Karpowicza są swoistą odpowiedzią na problemy człowieka w tzw. postmodernistycznym świecie, gdzie wszytki punkty odniesienia ulegają zatarciu, a wszystko staje się wręcz czarno-białe. Z tego miksu i zatarcia barw należy wybrać to, co dla nas najlepsze. Człowiek projektuje swoje życie z wielu elementów, staje się konstruktem, natura jest wypierana przez kulturę. To świat dla ciągłych travellerów, ludzi silnych psychicznie, wierzących we własne siły i wartość ziemskiego życia. Być może te jedyne, które mamy – zdaje się twierdzić Karpowicz.

    Fabuła powieści opiera się na absurdalnym pomyśle. Oto zlikwidowano Piekło i Niebo, a bogowie szukają nowego miejsca zamieszkania. Zstępują do Polski – kraju, gdzie obowiązuje „promocja” i „dobrze” się żyje. W „laickim” kraju spotykają się ludźmi i wchodzą z nimi w przedziwne interakcje. Razem z nimi poszukują nadziei na lepsze jutro, utraconego świata miłości, pragną poznać czym jest szczęście albo chociażby jego namiastka. Z tego konglomeratu tworzą się fascynujące zdarzenia, rodzi nowa, dla niektórych być może „domorosła” filozofia na życie. Autor odziera ludzi i bogów ze stereotypów, niepotrzebnej pruderii i przekłamania. Pragnie, aby wszyscy byli nadzy w swojej prawdziwości – są nadzy psychicznie (wypowiadając swoje przemyślenia), ale także w dosłownym tego słowa znaczeniu (książka ociera się o pornografię, zdecydowanie przełamuje seksualne tabu, ciało jest w niej traktowane w sposób naturalny i swobodny). Intrygującym elementem powieści Karpowicza jest wprowadzenie komentatorów, którzy rozładowują napięcie w relacjach miedzy poszczególnymi bohaterami, pozwalają na refleksję i zatrzymanie się czytelnika.

    Czy pisarz pracuje nad nową książką? Czy zaskoczy czytelników? Sam Karpowicz mówi: Będę pisać kolejną? Już zaczynając pisać, wiedziałem, że ten tekst nie zmieni niczyjego życia, zresztą żadna książka nie zmieni czyjegoś życia.  Napisałem wcześniej inną wersję zakończenia – fajerwerkową, potem ją przeczytałem i ręce mi opadły. Okazało się, że ta książka nie może tak się kończyć. Kończyć spektakularnie. Jedyne możliwe zakończenie jest gorzkie. Jak kakao. Nic dodać, nic ująć.

    Magdalena Bońkowska


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Komentarze zostały wyłączone.