KSIĄŻKA / Brak wiadomości od Gurba
-
Dodano: 18:31 4 stycznia 2012
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: dominika krawańska, Książki, Mendoza, Recenzje
„Brak wiadomości od Gurba” , Eduardo Mendoza
„Brak wiadomości od Gurba” vs. Ministerstwo Dziwnych Kroków
W szare dni, po nerwowych ośmiu godzinach w pracy lub też gdy System Eliminacji Studentów Jest Aktywny aktywuje się, nietrudno o kiepski humor. Jest jednak remedium na to. Dzięki niebanalnemu dowcipowi odgoni wszelkie zmartwienia. Dzięki lekkiej i przystępnej formie – wpisze się gładko w napięty plan dnia. I nie chodzi o zmyślny trunek!
Sytuacja jednak wymaga ostrzeżenia: Nie należy przyjmować go w miejscach publicznych! Grozi to nagłymi wybuchami śmiechu (własnego) i niezrozumieniem (ze strony osób postronnych).
Bez wątpliwości można bowiem stwierdzić, że nikt nie oprze się absurdalnemu, rozbrajającemu i zaskakującemu humorowi przesympatycznej powiastki „Brak wiadomości od Gurba”. Nie może umknąć uwadze, że pomysły Eduardo Mendozy śmiało mogą konkurować z dowcipami rodem z Monty Pythona. Dla miłośników tego rodzaju humoru ksiązka Mendozy to gratka.
Główny bohater – kosmita – podróżujący w formie czystej inteligencji przybiera postać człowieka. Gdyby nie jego zdolności do materializowania się w różnych ciałach, eksplorowanie przezeń Katalonii skończyłoby się szybciej niż zaczęło. Dlaczego? A to ze względu na bardzo częste, acz… niezamierzone dekapitacje oraz potrącenia przez pojazdy mechaniczne.
Misja jaką pełni na Ziemi pozostaje zagadką. Wszelkie szczegóły dotyczące jego kłopotów związanych z ludzką fizjonomią jednakże jest nam dane poznać wcześnie…
Niepotrzebne jest mu oddychanie. W zasadzie uważa je za przejaw barbarzyństwa. Uznaje też, że najbardziej popularnym płynem na Ziemi jest… mocz (choć w związku z jego umiłowaniem alkoholu pokusiłabym się zaproponować coś innego…). Jedyną zaś występującą w menu Kosmity potrawą – słodkie churros, które pochłania w dziesiątkach kilogramów za jednym zamachem. Ogranicza swe zdolności lewitacji i spacerowania po suficie jedynie ze względów kurtuazyjnych, a w razie bezsenności przybiera postać Mahatmy Gandhiego.
Przemierzając z głównym bohaterem upalne ulice Barcelony (rzecz jasna w nartach!) i zaglądając do barów i pubów (nie raz narażając się policji), Eduardo Mendoza obnaża ludzkie słabości i ośmiesza na pozór normalne zachowania. Z punktu widzenia kosmity – spisującego swe spostrzeżenia w formie dziennika – zwyczaje ludzi stają się wręcz irracjonalne. Choć prawdę napisawszy jego własne są dla czytelnika równie abstrakcyjne.
Najtrudniejszym zadaniem badacza nowych kultur jest wyjście poza ramy jego własnej. Przyjrzenie się jej, jakoby była obcą. Nie chodzi jednak o problemy antropologii (mimo, że człowiek jako istota obserwowana z zewnątrz, z pewnością ma wiele problemów). Pragnę podkreślić jedynie, jak doskonałej rzeczy dokonał Mendoza. Ta niewyobrażalnie zabawna i błyskotliwa historia pewnych kosmicznych odwiedzin jest równocześnie efektem wyobrażenia sobie czegoś zupełnie niezwyczajnego. Jest efektem przyjęcia punktu widzenia przybysza z kosmosu.
Kompilacja wszystkich tych elementów gwarantuje gromki śmiech. Dzięki niej niemożliwe jest także nieodprężenie się. Polecam ją więc szczególnie, kiedy ogarniają nas smutek i przygnębienie, przytłaczają obowiązki… lub grawitacja.
Dominika Krawańska
fot. Wydawnictwo Znak









