MAŁECKI / Dżozef
-
Dodano: 08:00 24 stycznia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Katarzyna Woźniak, Książki, Literatura, Recenzje
- Na pierwszy rzut oka Małecki podejmuje się zadania karkołomnego: cytaty z Josepha Conrada kontruje absurdalną, brudną i chorą rzeczywistością Pragi. Rezultat jednak zaskakuje i „Dżozefa” pochłania się szybko i z pewnym niedowierzaniem, bo kilkakrotnie uda nam się szczerze roześmiać – dla Kulturalnego Torunia pisze Kasia Woźniak.
Jakub Małecki, Dżozef, W.A.B., Warszawa 2011.
Dwudziestotrzyletni absolwent zawodówki na warszawskiej Pradze, Grzesio Bednar, na przystanku traci telefon, ciągłość tkanki chrzestnej w obrębie nosa, a następnego dnia pracę. Dziewczyna zostawia go, robiąc wcześniej awanturę, że zaraz po wypadku do niej nie zadzwonił. Do sali szpitalnej trafia razem z warszawskim biznesmenem z zaawansowanym problemem małżeńskim, z wiecznie utyskującym malkontentem i wreszcie małomównym odludkiem, którego uwielbienie dla powieści Conrada może się wydawać więcej niż chorobliwe. Telewizja zaczyna nużyć, poradniki o odżywkach dla sportowców w końcu również przestają fascynować, odwiedziny na pokaz nadopiekuńczej matki i zahukanego ojca nadwerężają zszargane praską beznadzieją nerwy Grzesia. Okazuje się, że czterem bohaterom przyjdzie się zmierzyć z jeszcze poważniejszymi problemami niż znane dotąd z szarej warszawskiej codzienności. Czwarty, wielbiciel Conrada, dyktuje Grzesiowi opowieść o zmorach z przeszłości. A to tylko początek zmian w życiu, jak to określił Jacek Dukaj, „najpoczciwszego dresiarza Rzeczypospolitej”.
Na pierwszy rzut oka Małecki podejmuje się zadania karkołomnego: cytaty z pomnikowego autora kontruje absurdalną, brudną i chorą rzeczywistością Pragi. To jeszcze odważniejsze niż nowa konwencja powieściowa w twórczości Małeckiego. Rezultat jednak zaskakuje i „Dżozefa” pochłania się szybko i z pewnym niedowierzaniem, bo kilkakrotnie uda nam się szczerze roześmiać.
Osobiście zdecydowanie wolę Małeckiego z jego opowiadań, o zwartej strukturze, narracji wyjątkowo sugestywnej, zanurzonej w prawdziwych ludzkich emocjach, nie stroniącej od opisów stanów chorobliwych, wynikłych z doświadczenia nadludzkiego cierpienia i rozpaczy (świetne opowiadanie „Za godzinę powinna tu być”). Małecki znów zwraca uwagę niecodzienną, ale pozbawioną przesady zdolnością empatii („Czy gdyby wszyscy na świecie byli szczęśliwi, nie byłoby już żadnych ciekawych opowieści?”). Niemniej jednak powieść „Dżozef” jest udaną próbą podjęcia dyskusji przede wszystkim ze swoją poprzednią twórczością. Małecki ma odwagę próbować nowych, dużych form, nowego języka, nie przeraża go konwencja szkatułkowa, cały czas trzyma jednak do siebie dystans i to bez wątpienia atut tej powieści.
„Dżozefa” nie sposób sklasyfikować, ani zaszufladkować. Nosi znamiona powieści dresiarskiej, ale na pewno nie jest to ani męski, ani kulturowy odpowiednik Masłowskiej. Zbyt pełne tu zdania i logiczna myśl. Realizm magiczny na pewno odbija się w opowieści Czwartego, ale nie jest tak spójny jak u Borgesa, ani tak krwisty, jak u Marqueza. Pamiętajmy jednak, że Małecki to młody autor. Młody, ale odważny i widzący ostro. Niektóre fragmenty, szczególnie cytaty z Conrada, uwierają i wydają się nie pasować, mało prawdopodobne jest również to, żeby absolwent szkoły zawodowej miał takie wyczucie języka i taką wiedzę o kulturze. Ale to po prostu kolejne oko puszczone do czytelnika. „Dżozefa” można również odczytać jako studium narastającej paranoi, próbę mentalnej ucieczki od rzeczywistości, albo po prostu Gombrowiczowską gębę pod adresem młodej polskiej prozy. W zasadzie wszystko się sprawdza. Zakończenie powieści jest jeszcze bardziej surrealistyczne niż opowieść Czwartego, ale, żeby ta recenzja zabrzmiała wiarygodnie, z „Dżozefem” trzeba się spotkać oko w oko. I to bez znieczulenia.
Kasia Woźniak










[...] http://kulturalnytorun.pl/recenzje/malecki-dzozef Mimo szorstkiego języka (wszak przemawia tutaj dresiarz po zawodówce i prosty pan Stanisław) rzecz jest sentymentalna, czułostkowa i naiwna. Ale taka zapewne miała być, bo też chodzi tutaj o wypowiedzenie prostodusznych myśli w rodzaju: “Bycie uczciwym jest w porządku”, “Istnieją rzeczy piękne”. Nie znaczy to jednak, że “Dżozef” pozbawiony jest zagadek. Raz – dlaczego pisma Conrada? Rzecz Małeckiego nie łączy się przecież z moralistyką autora “Lorda Jima”. Dwa – czy rzeczywiście można w jednej ręce dzierżyć “Murzyna z załogi Narcyza”, a w drugiej kij bejsbolowy? W końcu bohater – już po mentalnej metamorfozie – łamie owym kijem kości złodziejowi, który go okradł. Czy na pewno Conrad podsunął mu to honorowe rozwiązanie? [...]
Niedawno przeczytałam „Dżozefa”. Bardzo pozytywnie mnie zaskoczył, przede wszystkim pomysłem na przebieg akcji i konstrukcją bohaterów. A co najważniejsze książka ta nie jest płytka – będąc obrazem, odzwierciedleniem obecnej rzeczywistości pięknie wpisuje się w tradycje literacką. Polecam bardzo:)
Prosta historia, no cóż nie do końća, jest parę zagmatwanych spraw w niej. Jednak ogólny wydźwięk powieści jest bardzo pozytywny i warto zwrócić uwag ę na „Dżozefa” jak się wybieracie do księgarni :)
Jeśli tak długo zagłębiam się w takie rozwiązania ktróre wszyscy wypisują przez Internet na temat komputerów już klasycznie aż się uśmiecham. Ale na Twoje szczęście po przeczytaniu Twojego bloga stwierdzam że jednak niektórzy się znają na wszystkim co piszą. Dziękuję za to!