MUSLI MAGAZINE / Zjawisko: Pitbull

  • 245 (foto)

    Dodano: 09:49 20 czerwca 2011

    Kategorie: Inne, Recenzje

    Tagi: ,

    Kiedy świat przypomina rynsztok – słówko o serialu „Pitbull”, Patryka Vegi

    Nie jestem fanką seriali – zwłaszcza tych skierowanych do kobiet. Dlatego jeśli już mam ochotę obejrzeć taką krótką formę, wybieram pozycje stargetowane na mężczyzn.  To kino o wiele bardziej brutalne, ale w swym barbaryzmie – prawdziwe. Polskie seriale nie kuszą. To fakt.  Ale kiedy w ramach rewanżu miałam zaproponować swojemu chłopakowi wspólne oglądanie „tasiemca”, który nie znudzi go po sekundzie, bez namysłu wybrałam „Pitbulla” – rasowego i szczerego do bólu. Bez ubarwień, bez sztuczności i retuszu.

    Domek dla lalek czy rynsztok?
    O polskich serialach od lat krążą niepochlebne opinie. I słusznie, bo jeśli zrobić krótki przegląd tego, co ciągnie się od lat w ramówkach krajowych stacji, to nic, tylko wyrwać gwiazdko od telewizora lub poszperać w kasetach video za „Dynastią” czy „Wow”. A to głównie ze względu na mało wiarygodną nić fabularną, która nijak ma się do naszych realiów, a także przez fakt, że to nic innego, jak kalki zagranicznych produkcji. Tymczasem historia pokazuje, że nie wszystko co „zza granicy” jest lepsze. Niestety, wielu tkwi w tym przekonaniu. W nich nadzieja telewizyjnych rekinów.
    Nie lubię być oszukiwana. Cukierkowy świat pięknych i bogatych? Takie przedstawienie nie pozwala się mi utożsamić z bohaterami, którzy – tak jak ja – dopiero co skończyli studia i stawiają pierwsze kroki w dorosłość. Dylematy tamtych są o wiele bardziej abstrakcyjne, w czym wielu się ze mną zgodzi. Paleta opowieści o prawniczkach, prawiczkach, lekarkach, peregrynacjach malarek szukających miłości i ambitnych sekretarek walczących z przeciwnościami losu – wszystko to zaczyna nudzić. I, zaprawdę, wszystko to staje się niesmaczne, jak kebab z piwnic Dworca Centralnego, po którym pozostaje tylko uczucie ciężkości lub… nekrolog. Jeśli więc mam wybrać, to wolę zjeść porcję szprotek z puszki, łyknąć kieliszek wódki i zagryźć ogórka… Dobre – bo polskie.
    Oczywiście, ktoś może się sprzeciwić. Na przykład, jeśli nie jeździ BMW, nadal dzieli pokój z koleżanką ze studiów, a w szafie skrywa znoszone dżinsy sprzed dwóch lat. Owszem, dobrze jest mu pomarzyć. Dobrze? Zależy kto czego szuka. W każdym razie mnie nie stać ani na Apart, ani na penthouse.
    „Pitbull” – bajka nie do snu

    W 2005 roku pojawił się serial, który różnił się znacznie od tych wyżej opisanych. „Pitbull” jest  kontynuacją kinowego filmu, pod tym samym tytułem. Opowiada o pracy warszawskich policjantów z wydziału do walki z terrorem kryminalnym. Sławek Desperski (Marcin Dorociński) – ksywa „Despero”, Gebels (Andrzej Grabowski), Metyl (Krzysztof Stroiński)  i Benek (Janusz Gajos) – to główni bohaterowie. Postaci absolutnie nie papierowe, wygniecione, przybrudzone, przepalone i przepite – doskonałe w swej niedoskonałości. Mimo, iż w „Pitbullu” mamy wątek główny – próbę ujęcia ormiańskiego gangstera, Saida – to zdarzenia poboczne wydają się najatrakcyjniejsze. Zwłaszcza historia tych postaci, w których wcieliła się gwardia doskonałych aktorów. Hanna Konarowksa, grająca Renatę, tak opowiada o kształtowaniu postaci:
    - Zanim rozpoczęły się zdjęcia, mieliśmy konsultacje z prawdziwymi gliniarzami. Przez parę dni przychodziłam na szkolenie do antyterrorystów, którzy uczyli mnie, jak się zakuwa w kajdanki, jak się powala człowieka „na glebę” i jak obsługiwać broń. Spotkałam się również z policjantami z Komendy Stołecznej, którzy opowiedzieli mi o tym, jak wygląda ich praca. Zabrali mnie nawet na „akcję” – pojechaliśmy nad Wisłę, gdzie rzekomo znaleziono ciało, ale okazało się, że był to tylko (dla  mnie – „aż”) pies.
    Mamy więc thriller sensacyjny. Trup ściele się gęsto. Strzelaniny, szybki seks i slang. Na wokandzie – już w kolejnych dwóch seriach – akta spraw, które rzeczywiście miały miejsce. Tych poważniejszych i tych rubasznych. Ci, którzy śledzą Fakty, bez trudy rozpoznają ukazane w serialu przypadki. To precedens dla wszystkich drugorzędnych mini-produkcji, gorszej jakości podróbek na TVN czy Polsacie. W „Pitbullu” także pojawia się parodia – programu detektywistycznego, gdzie głównym prowadzącym jest karykaturalny oszust Ostrowski – „nie mylić z Rutkowskim”. Granice moralne ulegają zatarciu. Bohaterowie  nie budzą zaufania. Każdy odcinek to odzwierciedlenie realnych wydarzeń.
    - Nie przypominam sobie, żeby były jakiekolwiek problemy z dostępem do źródeł. To właśnie w tym serialu jest takie świetne, że jest realistyczny. Wiele spraw znałam z prasy, z telewizji, ale dostępu do akt nie mieliśmy – mówi Hanna Konarowska.
    Ale czy to wszystko? Jak wspomniałam – grupa policjantów, ich losy – stanowią trzon serii, bo „Pitbull” to nie tylko rozrywka dla kipiących testosteronem. Każda postać to oddzielna historia. Despero to samotnik, który pomieszkuje na komendzie, nawet nie myśli o własnym mieszkaniu – nie stać go. O sobie mówi: „Wychodzę z roboty, bo kiedyś muszę, nie? Wsiadam w tramwaj to się ode mnie odsuwają, bo śmierdzę trupem… nawet nie wiem, jaka to linia. I samotność to jest wtedy, jak każdy tramwaj jest dobry, bo gdzie nie pojedziesz to samo cię czeka”. Gebels – twardziel, którego orężem jest wyjątkowa uczciwość, a jedyną słabością – syn. Metyl nie stroni od alkoholu i kobiet. Benek, choruje na serce, do emerytury zostały mu dwa miesiące. Losy ich wszystkich przeplatają się. Losy jednych są zapowiedzią losu drugich. Czy życie policjanta z terroru może wyglądać inaczej? Czy jest on jak bohater antycznej tragedii – z góry skazany na przegraną?
    Konszachty z mafią, wódka w komendzie, dziwka po pracy – to rzeczywistość. Egzekwowanie prawa jest fikcją. Na linii policja – przestępczy panuje chaos. Nie ma jasnych reguł. Jest cinkciarstwo. Policjanci z wydziału kryminalnego wraki – fizyczne i psychiczne kaleki, którym ledwo starcza do dziesiątego. Jeden po drugim traci kontrolę nad własnym życiem. Patryk Vega bardzo dobrze poznał temat alkoholizmu, neuroz i zobojętnienia na śmierć wśród policji, kręcąc dla telewizji dokumenty – „Prawdziwe psy” i „Taśmy grozy”.

    Główną zaletą „Pitbulla” jest naturalizm – z jednej strony przerażający, z drugiej zaś niesamowicie wciągający. Kiedy zapytałam Hannę Konarowską – serialową Renatę, jak, jako kobieta radziła sobie z nadmiarem brutalności i makabry, aktorka odpowiedziała:
    - Bywało różnie. Najcięższy był dla mnie odcinek o zamordowany noworodkach, schowanych w beczkach. Po którymś dublu otwierania zamrażalnika, w którym również leżał zabity noworodek (oczywiście lalka) ledwo powstrzymałam się od płaczu. Wiele scen było tak rewelacyjnie przygotowanych, że aż zapierało dech. Myślę, że ciężko sobie wyobrazić takie okrucieństwo czy jest się kobietą czy nie.
    Obraz filmu jest nieostry, niedoświetlony, brudny i wymięty, jak marynarka Metyla. Kamera prowadzona niedbale, z ręki – to dodaje autentyzmu. Jedynym mankamentem jest nie dość dobry dźwięk. Ale może to zabieg celowy.
    - Pracę na planie cechuje dynamika i duże zaangażowanie wszystkich twórców, praca kamery też była dość specyficzna – wspomina Konarowska. – Często musieliśmy uważać, żeby na siebie nie wpaść, bo operator był bardzo żywiołowy i często kręcił z ręki. Na pewno też szczególne było to, że zdecydowana część ekipy to mężczyźni, wybitni aktorzy, dla których to była któraś seria z kolei, a ja musiałam się odnaleźć w tym męskim świecie z bronią w ręku. Bywały ciężkie warunki, zwłaszcza zimą, sporo biegania, trudnych scen dla charakteryzatorek oraz dla scenografów – ogromny  szacunek należy im się za tę robotę. Pracę na planie tego serialu uważam za jedną z najcięższych. Z pewnością różni się ona od tej w hali na planie serialu obyczajowego.

    Ogromny wpływ na serial Vegi miał też Władysław Pasikowski z cyklem filmów sensacyjnych, zapoczątkowanym przez „Psy” (1992). Świat „Pitbulla” przypomina rynsztok. Bez lukru, lakieru i nowobogackich osiedli, za to z poobijanymi żebrami, starym polonezem i wódką w szufladzie. Nie jest to też pamflet ku chwale dzielnych policjantów, a jedynie obrazy z życia na Pradze, Grochowie czy Ursusie. Ot, warszawska sprawa.
    Karolina Natalia Bednarek


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz