NOWY HORYZONTY / Dzień drugi

  • enh (foto)

    Dodano: 01:45 14 stycznia 2012

    wydarzenie pod patronatem kulturalnytorun.pl



    Kategorie: Recenzje

    Tagi: , ,

    PATRONAT KT: NOWE HORYZONTY TOURNEE 2012
    13.01-19.01.2012

    X muza na tropie zła

    Sobota należała do reżyserów nie bez powodu nagradzanych w Cannes. W „Pewnego razu w Anatolii” Nuri Bilge Ceylan balansuje na granicy antykryminału i obrazu społecznego. Bruno Dumont zabiera nas zaś w malownicze i niepokojące okolice kanału La Manche, do miejsca „Poza szatanem”.

    Po „Code Blue” i „Nagrodzie”, które w sobotę drugi raz szły na ekranie (więcej w relacji z pierwszego dnia), obejrzeliśmy obrazy „Pewnego razu w Anatolii” oraz „Poza szatanem”. Jakże inne i jakże podobne.

    Nie da się uciec od porównań, zwłaszcza podczas filmowych przeglądów i festiwali. To znamienne dla partycypowania w następujących po sobie seansach.

    W obu filmach stykamy się ze śmiercią, a styczna ta pozostawia odmienne wrażenia estetyczne. W przypadku filmu Nuri Bilge Ceylan’a odbywamy podróż na granicę Wschodu i Zachodu, Europy i Azji, czyli do Turcji. Wprowadzeni zostajemy początkowo w kryminalną wyliczankę, którą indukcyjną metodą bada lekarz, Cemal. Kryminał jest to jednak inny niż wszystkie. Zestawione w nim są typowe dla prowincji tajemnice skrywane za okiennicami i przepiękna sceneria nocnych poszukiwań. Myli się ten, kto sądzi, iż w Anatolii podążymy tropem policyjnego śledztwa, ku gwałtownemu odkryciu prawdy. W Anatolii otóż życie toczy się swoim rytmem, które wyznacza szum drzew  i nokturny ciągnących znad Morza Czarnego chmur. Coś dla siebie uszczkną chyba bardziej fani Antonioniego, niż Chandlera. Nie bez powodu w jednej z recenzji film ten nazwano anty-kryminałem. Godny polecenia.

    „Poza szatanem” z kolei zabiera nas ku innej linii demarkacyjnej. To nabrzeże kanału La Manche, miejsce gdzie kończy się i zaczyna jednocześnie świat wyzuty z Boga i Szatana zarazem. Niemożliwe? A jednak. Znany z filmu „Hadewijch” Bruno Dumont prezentuje nam kino minimalistyczne, w którym – podobnie jak u Ceylana – tajemnica opowiadana jest wysublimowanym kodem. Główny bohater filmu jest pustelnikiem, którego widzimy albo z bardzo bliska, albo w zderzeniu z nieprzejednanymi horyzontami i symbolicznym bezkresem. Mówi przez swoje działania. Z taką samą konsekwencją modli się, jak i morduje. Mimo, iż działa instynktownie, to działania te naznaczone są obecnością nierozpoznanej siły wyższej. To ona jest mocą sprawczą poczynań człowieka, który broni dziewczyny z wioski. Reżyser nie rozpieszcza nas przy tym ani dialogami, ani środkami innego rodzaju. Nie licząc cudów.

    Zabiera nas do miejsca bez czasu i bez znanego nam rytmu: rytmu miasta, rytmu działań, rytmu moralnych postaw. Zdaje się zadawać nam pytanie o miejsce i celowość odwiecznej walki człowieka z duchem świata. I pozostawia nas bez odpowiedzi.

    Niedziela z Nowymi Horyzontami, to ponownie „Code Blue” i „Nagroda” oraz „Z daleka widok jest piękny” i nagrodzony w Berlinie „Koń Turyński” (SPRAWDŹ PROGRAM).

    Jurorzy wrocławskiego festiwalu przyzwyczaili widownię do wyborów odważnych i kontrowersyjnych. Mimo to – zdaje się – kreślonych zdecydowanym i zamaszystym ruchem. Wystarczy wspomnieć „Głód” debiutującego Steve’a McQueen’a (zwycięska marszruta przez Cannes, Wenecja, Toronto czy Wrocław) i niewymazywalną z pamięci scenę rozmowy Bobby’ego z księdzem. Kwadrans bez cięcia.

    Produkcje puszczone w podróż pod hasłem Nowe Horyzonty Tournee w roku 2012 także dają widzom mocną lekcję. Lekcję kina prawdy, kina drogi i kina bez kompromisów. Absolutnie, bezapelacyjnie i do samego końca.

    MW

    CZYTAJ RELACJĘ Z PIERWSZEGO DNIA


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz