PJ HARVEY / Let England Shake
-
Dodano: 12:51 19 lipca 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Michał Nowicki, Muzyka, Recenzje
P.J. Harvey to bez wątpienia jedna z najważniejszych kobiet na scenie rockowej ostatnich dwóch dekad. Zadebiutowała w 1992 roku albumem „Dry” i od tego czasu dała się poznać jako wokalistka punkrockowa, mistrzyni ballad, a także muza Nicka Cave’a, z którym łączył ją burzliwy romans i dzięki któremu świat muzyczny bogatszy jest o słynny już duet wokalny w utworze „Henry Lee” (album „Murder Ballads – Nick Cave and the Bad Seeds”, 1996). Zmiany wizerunku i muzycznych stylów stał się znakiem rozpoznawczym Brytyjki. Pierwsze albumy to surowy, garażowy rock z punkowymi i nowofalowymi naleciałościami. Późniejsze albumy miały nieco lżejszy, czasem poprockowy charakter. Z kolei album „White Chalk” z 2007 roku zaskoczył liryczno-balladowym klimatem.
Pj Harvey, \”On Battleship Hill\”
Wydany w tym roku album „Let England Shake” jest w pewnym sensie wypadkową wszystkich wcześniejszych dokonań P.J. Harvey, ale jak można było się spodziewać, artystka eksploruje także rejony muzyczne, w które jeszcze nigdy się nie zapuszczała. Od razu trzeba podkreślić, że nie jest to płyta łatwa. Pierwszy „odsłuch” może zrazić, ponieważ wiele na tym albumie dziwnych harmonii i dysonansów. Chwytliwych melodii jest tu jak na lekarstwo („The Last Living Rose”, „England”, „In The Dark Places”). A mimo to jest to płyta nadzwyczaj wciągająca, jeżeli dać jej drugą (czy też trzecią lub czwartą) szansę. Przede wszystkim jest to album bardzo „angielski”, ale nie chodzi tu o nawiązania do brytyjskiej muzyki rockowej, a raczej do… muzyki dawnej. Oczywiście jest to zabieg przefiltrowany przez wszystko co bliższe dzisiejszemu kształtowi sceny muzycznej, ale niektóre harmonie, jak również dobór instrumentów kojarzą się bardziej z Shekspirem niż z nową falą. Określenie które od razu nasunęło mi się po odsłuchaniu tej płyty to – „barokowa”. P.J. Harvey nagrała ten album w starym kościele na prowincji hrabstwa Dorset, i zapewne to też nie pozostało bez wpływu na klimat utworów. Warto podkreślić, że pomimo niełatwego charakteru, płyta została świetne przyjęta przez prasę światową. W kategorii „muzyka intelektualna” pobiła ostatnie dokonania Radiohead.
P.J. Harvey ponownie udowodniła, że jest artystką nietuzinkową i niepokorną. Szkoda tylko, że trasa koncertowa promująca album ominęła Polskę…
Michał Nowicki









