RECENZJA: „Koszmar z ulicy Wiązów”
-
Dodano: 00:05 3 sierpnia 2010
Kategorie: Filmy, Recenzje, Wiadomości
Już nie taki straszny
Z braku pomysłów hollywoodzcy twórcy coraz częściej sięgają do kultowych lat 80. W lipcu wszedł do kin „Koszmar z ulicy Wiązów” – remake horroru ze słynną postacią Freddiego Kruegera. Czy po raz kolejny serwuje się widzom odsmażane kotlety, czy być może wnosi pewne innowacje? Przed premierą to pytanie zadał sobie zapewne każdy wielbiciel oryginału.
Jednak nie da się na nie odpowiedzieć jednoznacznie . Nie powinniśmy także porównywać nowego „Koszmaru…” ze świetnym pierwowzorem Wesa Cravena z 1984 roku. Dlaczego? Te dwa obrazy filmowe zostały stworzone w zupełnie odmiennym klimacie. To co je niewątpliwie łączy to główny bohater i fabuła. Dla tych, którzy jej nie znają bądź nie pamiętają, krótkie przypomnienie: Freddie Krueger – demoniczny bohater o poparzonej twarzy, zaopatrzony w ostrza (które przy zetknięciu z powierzchnią wydają niemiłosiernie irytujący dźwięk) i nieodłączny sweter w paski, prześladuje w snach grupę nastolatków; jeśli uda mu się kogoś zabić w śnie, ta osoba ginie w „realu”. Lecz na tym podobieństwa się kończą.
Oryginał był mrocznym, niepokojącym horrorem, wręcz dziełem artystycznym, który wprowadził Kruegera w kanon horrorowych postaci w sposób innowacyjny. Po raz pierwszy widzieliśmy na ekranie bohatera, który operuje gorzkim poczuciem humoru i ironią, a wypowiadane przez niego slogany stały się kultowe. W remakeu nie ma już takiej błyskotliwości. Brak w nim tajemnicy, specyficznej aury, które miały horrory z lat 80. Zamiast wysublimowanej atmosfery grozy reżyser serwuje nam wartką akcję i krwawą jatkę, która nie straszy i (ku mojemu zaskoczeniu) jest „przyjemna” dla oka. Widz od początku do końca powinien traktować nowy koszmar jako parodię klimatycznego pierwowzoru. Reżyser Samuel Bayer (debiutant, twórca spotów reklamowych) puszcza do widza oko. Sceny mordu (w których Freddie unicestwia swoje ofiary) nie przerażają, lecz śmieszą. Paradoksalnie, zabawa z widzem, którą prowadzi jest widoczna w podążaniu za schematami i utartymi stereotypami (np. kontrast „typowej” blondynki z dużym biustem – Kris, z enigmatyczną brunetką – Nancy). Wprawny obserwator może doszukać się w nowym „Koszmarze…” wielu popkulturowych inspiracji. Nie bez powodu jednym z aktorów grających w filmie jest Kellan Lutz (wciela się w rolę wampira w sadze „Zmierzch”).
Mocnym punktem filmu jest niewątpliwie Jackie Earle Haley (znany z takich filmów jak „Watchmen: Strażnicy”, czy „Wyspa tajemnic”) – gra postać Freddiego. To, że do współpracy udało się zaangażować tak dobrego i charakterystycznego aktora nobilituje remake. To dla jego kreacji warto zobaczyć ten film.
Tym, co tak naprawdę razi w nowym „Koszmarze…” jest brak niedopowiedzeń i aury tajemnicy. W końcu dowiadujemy się jaka jest motywacja Kruegera – seryjnego mordercy z zaświatów. Został ubrany w płaszczyk pedofila, który mści się na niedoszłych ofiarach. Ten pomysł jest wręcz niesmaczny, odbiera postaci jej charakter, nie zostaje również rozwinięty w taki sposób, aby naddać filmowi współczesny wydźwięk i stać się próbą zderzenia z poważnym problemem społecznym.
„Koszmar z ulicy Wiązów” Bayera jest skierowany przede wszystkim do nastoletniej publiczności, która uwielbia rozrywkę podaną w prosty sposób. Jako slasher, gra z konwencją można uznać go za udany. Jednak w walce z mrocznym oryginałem przegrywa z kretesem.
Magdalena Bońkowska









