RECENZJA: California Stories Uncovered

  • confabulations (foto)

    Dodano: 10:53 12 marca 2010

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: ,

    - ?Confabulations?, choć niepozbawione irytujących już indie-rytmów, stoją w opozycji do ponurackich standardów jakie się u nas wytworzyły. Więcej tutaj światła i oddechu, niż wschodnioeuropejskiej grozy, która jest raczej sugerowana, niż podawana na tacy – o albumie tczewskiej grupy California Stories Uncovered pisze Rafał Skonieczny z Kulturalnego Torunia.

    Californication

    Od premiery ?Confabulations? minie wkrótce pół roku. Lecz im dłużej słucham tej płyty, tym mocniej przekonuję się, że muszę o niej napisać choćby nawet po czasie. Zwłaszcza, że admiratorem twórczości California Stories Uncovered specjalnie nie byłem. Zdarzyło mi się słyszeć ich w radiu i widzieć „na żywo” jeszcze w czasach, gdy rozpoznawani byli jako ?spadkobiercy? Mogwai i Explosions In The Sky. Mocno rozwleczone utwory wygrywane na gitarach (nieznośnie wszędobylskie tremolo na strunie E1) z jednej strony przyciągały młodocianych nadwrażliwców, z drugiej wystawiały zespół na ataki o zbyt nachalne inspiracje, kopiowanie itd. I chociaż nie zaliczyłbym siebie do żadnej z tych grup, nie przekonywały mnie wczesne pejzaże tczewian. Stąd tym większe zaskoczenie po przesłuchaniu ich debiutanckiej płyty,  ?Confabulations? bowiem to niby ciągle post-rockowa bajka, ale bardziej zwracająca się w kierunku klasycznej rockowej piosenkowości i przebojowości. Zwrot wyszedł na zdrowie, bo okazało się, że California Stories Uncovered po prostu piszą fajne piosenki. Zespół przemówił (dosłownie!) może nie do końca własnym, ale za to bardzo silnym głosem, wykraczającym poza dokonania protoplastów gatunku.

    Pierwszą, wzbudzającą najwięcej kontrowersji, niespodzianką jest uruchomienie wokalu w pełnym wymiarze, a nie jako dodatku do muzycznych impresji. Wokalu, dodajmy, śmiałego i charakternego. Daruję sobie przyrównywanie barwy głosu Pawła Plotty do Roberta Smitha, ponieważ byłoby to mocno chybione porównanie (a już zdążyło się pojawić w recenzjach), nie oddające sprawiedliwości młodemu wokaliście. Owszem, również Plotta operuje mocno ekspresyjną, nieco histeryczną skalą, ale bliżej mu zdecydowanie do amerykańskich zaśpiewów w duchu Eddiego Veddera (co przepięknie słychać w kapitalnym ?Small Bodies ? Big Impact?), niż brytyjskiej neurozy The Cure. Przeróżne ?dzikie? zawodzenia i okrzyki brzmią jak deklaracja artystycznej wolności, która przejawia się również w akcentowaniu angielskich słów. W większości nie da się ich zrozumieć, ale teksty zostały wspaniałomyślnie wydrukowane w książeczce. Zresztą nie jestem do końca przekonany, czy akurat o słowa w tej twórczości chodzi. Chyba raczej o głos Plotty, który jest głosem całej płyty i to on przydał tej muzyce niepowtarzalnego, świeżego klimatu. Bo w zasadzie ?Confabulations?, choć niepozbawione irytujących już indie-rytmów, stoją w opozycji do ponurackich standardów jakie się u nas wytworzyły. Więcej tutaj światła i oddechu, niż wschodnioeuropejskiej grozy, która jest raczej sugerowana, niż podawana na tacy. Doskonałym tego przykładem ?Xna? ? najlepszy numer na płycie ? gdzie potężne gitarowe intro przemyca jakiś podskórny niepokój. Ta muzyka, mimo wszystko, jest trochę dzika, bardziej odwołująca się do instynktów, niż ? jak zapewne chcieliby tego najstarsi fani zespołu ? uczuć, choć oczywiście pierwiastek shoegazeowej melancholii nie uleciał.

    California Stories Uncovered nie uciekają od nastrojów podniosłych (momentami wręcz podnoszących na duchu, jak np. ?Meadow?, gdzie nawet w obliczu apokalipsy panowie proponują wylegiwać się na łące), niekiedy patetycznych (szczególnie ?Red? i ?Performance Review?), w końcu na albumie znalazły się również klasyczne już numery zespołu. Lecz na szczęście dramaturgia tych 9 piosenek skutecznie przykuwa uwagę, o którą w przypadku post-rocka wcale nie tak łatwo. Co jest warte odnotowania ? nie jest to post-rock jaki kilka, kilkanaście lat temu na naszym podwórku wypracowały zespoły pokroju Ewy Braun, Something Like Elvis czy Ludzi. Być może pierwszy raz mamy do czynienia w kraju nad Wisłą z tego typu graniem. Jednego jestem pewien, ?Confabulations? są siódmą pozycją w katalogu wytwórni Kuka Records, a zarazem ich piątym wydanym debiutem. I właśnie spośród tych pięciu debiutanckich płyt wyróżniają się najbardziej dopracowanym, najbardziej dojrzałym brzmieniem. Dominują oczywiście gitary, głównie przesterowane i mocarne, zlewające się momentami w ściany dźwięku. Kiedy jednak trzeba potrafią wybrzmieć selektywnie i lirycznie. W końcu zespół posiada trzech gitarzystów: Plottę, Mateusza Szymańskiego i Mikołaja Motylskiego. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Niespodzianką za to jest obecność elektroniki, która pobrzmiewa raczej w tle, lecz na tyle wyraziście, że nie umyka uwadze. Automat perkusyjny gdy trzeba dodaje dynamiki, ale to żywe bębny Eugeniusza Suchowarowa (świetnie zresztą brzmiące, z lekka zimno-falowo) zapewniają soczystą motorykę. Bas Jakuba Litwińskiego pogrywa już bardziej w bajce dream-popowej zapewniając odpowiednio przejmujące, swobodne harmonie. Efektem jest spójna, frapująca muzyka, która śmiało może hulać na listach przebojów (chociaż średnia długość kawałków wynosi 6 minut), jak i odtwarzaczach płyt kompaktowych bardziej wymagających słuchaczy. Podoba mi się ten balans dwóch światów. Lubię oddychać powietrzem tej płyty i patrzeć sobie na jej fantazyjną okładkę, zastanawiając się, co będzie dalej.

    Rafał Skonieczny

    California Stories Uncovered, Confabulations, Kuka Records, 2009


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz