RECENZJA: „Czwarty stopień”
-
Dodano: 19:28 12 sierpnia 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Karolina Bednarek, Recenzje
W co jeszcze nam każą wierzyć?
Czym różni się od innych filmów science – fiction w stylu „Z archiwum X” obraz Olatunde Osunsanmi? Przecież, jak mawiają klasycy, wszystko już było. Czy jest coś, co może nas jeszcze zaskoczyć, przestraszyć? Jak odeprzeć zarzuty, że prezentowana fabuła to opowiastka wyssana z palca? I w końcu, jak uniknąć śmieszności?
Twórcy „Czwartego stopnia” wpadli na zmyślny pomysł – postanowili ułudzić widza, że ich historia, to prawdziwa historia. Wykorzystali do tego celu paradokumentalne chwyty. I tak – w początkowej partii filmu pojawia się aktorka, Milla Jovovich, która przedstawia się jako ona sama – wprowadza tym element autotematyzmu i realności przedstawianego świata. Tłumaczy widzom, że wcieli się w postać dr Abbey Tyler – kobiety, która zetknęła się z inną, obcą formą życia. Żeby dopełnić weryzmu, oczom odbiorców ukazuje się także sam reżyser. To on przeprowadza wywiad z wycieńczoną i wychudzoną panią psycholog. Oboje dwoją się i troją, żebyśmy tylko uwierzyli, że (brzydko mówiąc) nie wciskają nam kitu. Ciekawe zestawienia planów – połączenia tych inscenizowanych z rzekomo autentycznymi rejestracjami z kamer przemysłowych, wykorzystanie rzekomo realnych nagrań niezrozumiałych dla zwykłych śmiertelników głosów przybyszów z obcej planety są zabiegami dość interesującymi, ale czy my rzeczywiście mamy dać temu wiarę?
Podobne zabiegi zaciekawiały i szokowały jeszcze przy „Blair Witch Project” czy „Egzorcyzmach Emily Rose”. „Czwarty stopień” – mimo iż reklamowany jako film grozy, wcale nie straszy. Fabuła przypomina powieści Johnatana Carolla, które dawno winny być zekranizowane, ale mimo pięknej otoczki, w środku okazywała się owocem nadpsutym. Ergo – „Czwarty stopień” – wcale nieźle nakręcony, ale ani wiarygodny, ani nawet straszny.
Karolina Bednarek









