RECENZJA: Disparates

  • disparates-fafaberie (foto)

    Dodano: 09:42 30 kwietnia 2010

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , ,

    -  Zespół sprawia wrażenie, jakby nie chciał sobie ułatwiać zadania: mało medialna nazwa (po polsku ?bzdury?, ?absurdy?, ?idiotyzmy?) zaczerpnięta z grafik Goi, teksty złożone ze słów, względem których przeciętny student musi stoczyć bój z kilkoma słownikami, do tego kabaretowy sznyt i stylizacja retro. To nad Wisłą nigdy specjalnie się nie podobało – o debiutanckiej płycie toruńskiego zespołu Disparates pisze Zbyszek Filipiak z Kulturalnego Torunia.

    Z pamiętnika wagabundy

    Kokoty, bachantki, Sokrates, Burroughs, Brando, kokainka, Wertyński, kuglarze, błaźni, karaluchy, alfonsi, Komeda i Gołota to pierwsi z brzegu bohaterowie piosenek tego zespołu. Dodajmy jeszcze rzewne tony waltorni i akordeonu, rozpasane trąbki, kąśliwe gitary oraz skoczne bębny i basy. Za mikrofonem wagabunda ? włóczęga, w szczególności bywalec miejsc podejrzanych całego świata ? klubów tango, palarni haszyszu, mordowni, teatrzyków; przyjaciel pijaków i ladacznic. Taki co przez cały koncert zanosi się szyderczym śmiechem, by na kilka sekund obdarzyć najpiękniejszą na widowni wzrokiem smutnym i tęsknym. Długo oczekiwany debiut płytowy toruńskiego Disparates jest już na rynku.

    Zespół sprawia wrażenie, jakby nie chciał sobie ułatwiać zadania: mało medialna nazwa (po polsku ?bzdury?, ?absurdy?, ?idiotyzmy?) zaczerpnięta z grafik Goi, teksty złożone ze słów, względem których przeciętny student musi stoczyć bój z kilkoma słownikami, do tego kabaretowy sznyt i stylizacja retro. To nad Wisłą nigdy specjalnie się nie podobało. Zatem celujemy w niszę? Promocja krążka ?Fafaberie? budzi respekt użyciem myspace?a i fal publicznego radia. Jak to się udało? Odpowiedź przynosi wprawnie skrojona, przejrzyście zaaranżowana, dziarska muzyka. Disparatesi, pomimo całego bagażu ?duchowej schizofrenii?, stosunkowo łatwo „wchodzą”. To bynajmniej nie zarzut, ale komplement. Garść mało zwykłych anegdot, wyśpiewywanych z pasją przez lidera grupy Bartłomieja Kulika skłania do tańca ale i do zajrzenia w książeczkę z tekstami dołączoną do płyty (okazuje się, że każdą historię opatrzono datą i miejscem powstania). Album ma dramaturgię, zwinnie żonglując nastrojami i wżynając się w pamięć finałem (pompatyczny, siedmiominutowy ?Ingmar?). Rzadka sprawa przy debiucie.

    Niegdyś snułem na łamach Kulturalnego Torunia rozważania nad zjawiskiem w rodzimej muzyce, które przezwałem mniej lub bardziej głupio ?artystowski pop?. W czasach, kiedy łojenie na gitarach jest albo domeną fałszowanych Brytoli albo satanistów obnoszących się po ?eventach? silikonowymi sex bombami, autentyczni stają się eksperymentalni ewangeliści wrzeszczący o wychodzącym z alkoholizmu Noem (Lao Che), Duńczyk bajający o królewiczu i żabie (Czesław Śpiewa) albo pyszałkowata aktorka walcząca w swych utworach z kołtunerią narosłą wokół seksu (Maria Peszek). Wystylizowana poza zaciekawia, wzrusza, bo jest kompletna i oferuje coś innego niż świat tabloidów i MTV zredukowane do serii programów o zjadaniu dżdżownic i wypinaniu gołych torsów. Kawałki wydają się uteatralnione, pretensjonalne, ale mają wyraz i są o czymś. Chojnie mieszana muzyka z folkowymi naleciałościami od Władywostoku po Kair ożywia skostniałą formę piosenki. Podobnie jest z Disparates.

    Czy toruńska ekipa dołączy do grona sławnych poprzedników zależy już tylko od dalszych postępów promocji, bo ?Fafaberie? są efektowne i ujmujące. Jest tu miejsce na międzywojenny Berlin, paryskie wędrówki spod znaku Brassensa, a może i Bajora, wpływy klezmerskie, czasem nawet reggae’owe. Są jazzowe uśmieszki, są Bałkany, no i oczywiście promile rodem z Hiszpanii. Zwolennicy indie rocka również nie będą czuli się obco. Żyje  pewien artysta, który równie bystrze miesza gatunki, jest Anglikiem i nazywa się Marc Almond. Podobnie  oldskulowy, hedonistyczny, ironiczny i melancholijny. Myślę, że zainteresowałby go poetycko – muzyczny pamiętnik Bartłomieja Kulika. Teraz jednak ważniejsze, by zainteresował Polaków.

    Disparates, Fafaberie, Lou & Rocked Boys, 2010

    Zbyszek Filipiak


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz