RECENZJA: „Iluzjonista”
-
Dodano: 20:41 13 kwietnia 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Książki, Marcel Woźniak, Recenzje
- Cóż, jeśli jednak przebrniemy przez… nie, przez tuzin, a kilka tuzinów niepotrzebnych informacji, czeka nas kolejne rozczarowanie. Wiedza autora o życiu Houdiniego jest mocno zdawkowa, o co i sam prestidigitator się postarał, nie zostawiając po sobie wielu zapisków – o książce „Iluzjonista. Historia Harry’ego Houdiniego” Paula Shermana pisze Marcel Woźniak z Kulturalnego Torunia.
Cylinder bez magika
Do lektury tej elektryzująco zapowiadającej się książki zabrałem się z niekłamanym zapałem. Mając świeżo w pamięci takie filmy, jak „Prestiż” czy „Iluzjonista” właśnie, niezwłocznie postanowiłem zgłębić tajniki nie tyle scenicznej magii, ile, historię niezwykłego człowieka, jakim Houdini niewątpliwie był.
Postać ta obrosła mitem, którego do dziś nie zdołali obalić ani Copperfield, ani Jan Nowak… Czy zdołał to uczynić Paul Sherman? Houdini, a właściwie Ehrich Weiss, tak brzmią jego prawdziwe personalia, wciąż wzbudza wielki podziw – pomimo perspektywy czasu, a być może jednak właśnie dzięki niej.
Książka Shermana, jako część serii „Literatura Faktu”, miała zdemistyfikować bądź unieśmiertelnić – do wyboru – postać charyzmatycznego iluzjonisty. Spodziewałem się więc czy to pełnej tajemnic, barwnej opowieści o urodzonym w Budapeszczcie Żydzie, czy to historii niełatwego żywota człowieka o ponadprzeciętnych zdolnościach, a na pewno – historii tego nietuzinkowego magika, cyrkowca, akrobaty i siłacza.
Ani autor, ani wydawca – co z przykrością trzeba jednak stwierdzić – wyzwaniu temu nie podołali. Daremnie trudzono się w niektórych partiach tekstu wciągnąć do gry polskiego czytelnika, wplatając odniesienia do polskiej rzeczywistości. Oczywistym jest bowiem, że nie zrobił tego Sherman a ktoś inny, przytaczając na przykład polskie obyczaje czy kulinaria.
Książka ta od samego początku zadziwia ilością faktów. Niestety – faktów z Houdinim nie mających nic wspólnego. Chyba że za wspólny mianownik wziąć jego wyznanie (to tłumaczyłoby wielostronicowe opisy kultury judaistycznej), tak zwane czasy oraz miejsca, w których żył, sytuację polityczną na przełomie XIX i XX wieku, odkrycia naukowe. Informacje te bowiem, o ile z historycznego punktu widzenia mogą być interesujące, o tyle w związku z biografią iluzjonisty pozostają co najmniej luźnym. Proporcje, mówiąc eufemistycznie, są źle wyważone, a po każdym kilkuzdaniowym biograficznym opisie, czeka nas żmudna i mozolna przeprawa przez dżunglę opisów, encyklopedycznych definicji, topograficznych legend, słowotwórczych etymologii i tak dalej.
Cóż, jeśli jednak przebrniemy przez… nie, przez tuzin, a kilka tuzinów niepotrzebnych (powtarzam – z tego punktu widzenia) informacji, czeka nas kolejne rozczarowanie. Wiedza autora o życiu Houdiniego jest mocno zdawkowa, o co i sam prestidigitator się postarał, nie zostawiając po sobie wielu zapisków. Niemniej – obowiązkiem biografisty, ale i każdego pisarza i historyka (które to funkcje biografista łączy) jest skrupulatność i dociekliwość. Do diabła z talentem, nie tacy już pisali książki. Niech za przykład posłuży postać z ostatniego filmu Romana Polańskiego „Autor Widmo”, czy wydana niedawno biografia Jimiego Hendrixa, która zaczyna się od opisu, jak Charles R. Cross wspólnie z grabarzem przekopywali cmentarz w poszukiwaniu grobu matki Jimmiego…
Ale nie oczekujmy zbyt wiele. Nikt nie wymagał od Shermana ani to zakupu łopaty, ani choćby zakuwania się w kajdanki, czy wyprawy do cyrku, co skądinąd pomogłoby w zrozumieniu postaci Harry’ego. Książka jest toporna, a fragmenty fabularyzowane – najniższego lotu. Autor sili się na zabiegi epistolograficzne czy diarystyczne, ale w niczym to nie pozwala czytelnikowi zbliżyć się do aury magika – choćby na odległość pokaźnych rozmiarów cylindra. Mało autentyczne dialogi nieumiejętnie poprzetykane wiedzą encyklopedyczną drażnią – ich sztuczność potęgują wstawiane z subtelnością drwala przypowieści i banały, a także konstrukcja czasu. Sherman jest w stanie wyliczać wagony na stacji kolejowej w Kansas przez niemal pięć stron, by po chwili bez najmniejszych wyrzutów sumienia przeskoczyć w historii dziesięć lat.
Podsumowując – pod względem kompozycyjnym i językowym książka nie jest warta swojej ceny. Zawartość merytoryczna z zakresu magii też pozostawia wiele do życzenia. Bo nie ukrywajmy – każdy chciałby dowiedzieć się, jak sprawić, by człowiek wyszedł z akwarium nie otwierając go, jak przepiłować kobietę nie uszkadzając jej przy tym, czy może banalniej – jak otwierać kłódki i zapadki, jak oszukiwać w remika i wyciągać jajka z uszu. Houdini potrafił to wszystko oraz znacznie więcej. Sherman ograniczył się jednak ledwie do wyliczenia tych sztuczek, względnie – do zaserwowania czytelnikowi informacji nie wykraczających poza pierwszy rozdział podręcznika magii dla kotów. To niewybaczalne nawet, jeśli sam Houdini zabrał swoje tajemnice do grobu w dniu swojej śmierci – w Halloween.
Ale nawet jeśli nie jest to ani do końca literatura, ani faktu, to i tak jestem przekonany, że znajdzie się wielu śmiałków chcących zajrzeć do cylindra, do którego im bardziej się zagląda, tym bardziej w nim Houdiniego nie ma.
Marcel WoźniakPaul Sherman, Iluzjonista. Historia Harry’ego Houdiniego, Wydawcnictwo VIDEOGRAF II









