RECENZJA: „Incepcja”

  • incepcja (foto)

    Dodano: 20:00 7 sierpnia 2010

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , ,

    Na świeczniku „Incepcja” Christophera Nolana. Mam nadzieję, że nikt nie pójdzie w ślady tego brytyjskiego reżysera, że nikt więcej nie zrobi takiego filmu… bo to dzieło samo w sobie, nie do podrobienia, nie do ulepszenia, istny majstersztyk!

    Czegoś takiego dotąd w kinie nie było – i nie chodzi tu tylko o skrzętnie skonstruowaną fabułę, jej nośność i przekaz, lecz także o formę. Nolan w swoim obrazie wykreował autonomiczne światy – na poły iluzyjne, na poły werystyczne i sensualne, a wszystko to w onirycznym zawieszeniu, przez które nie do końca wiemy, gdzie się znajdujemy, w co wierzyć, czemu ufać, a z czego się wybudzić.

    Główny bohater, Dom Cobb (Leonardo Di Caprio), to ekstraktor – czyli mistrz wkradania się w ludzkie umysły podczas snu i wyciągania z nich cennych, dla zleceniodawców, informacji. Jego nowym zadaniem jest wsiąknięcie w głąb podświadomości syna właściciela korporacji, ale tym razem celem zaszczepienia w nim myśli, która diametralnie zmieni tor działania. Zadanie wydaje się Cobbowi atrakcyjne, ale nie ze względu na materialne profity. Nagroda wydaje się o wiele bardziej cenna. Na dodatek, gdzieś w zakamarku psychiki naszego bohatera czai się tajemnicza kobieta, która miesza mu szyki.

    To tylko szczątkowy zarys fabuły, w rzeczywistości znacznie bardziej przypomina ona szkatułkę, przepełnioną dodatkowymi wątkami – jak to we śnie. W końcu twórca myślał nad scenariuszem około dziesięciu lat – i tę pieczołowitość konstrukcji sjużetu widać w każdym calu.

    Od zaczątków psychoanalizy, od Freuda, poprzez Jacquesa Lacana  i Carla Gustawa Junga sen był atrakcyjną formą odkrywania tego, co niepowiedziane wprost. Sianie idei w ludzkim umyśle, przekierowanie sposobu postrzegania świata, myślenia i dążenie poprzez wnikanie w czyjąś podświadomość – to szokujące, a zarazem niezwykle frapujące zjawisko, jakiego w kinie – zdaje się – jeszcze nie było. Pajęcza struktura fabuły pozwala widzowi wtapiać się w kolejne piętra snu we śnie, kolejne kondygnacje immamentnych światów iluzji. I może czasami trochę się gubimy, i może mimowolnie zostajemy wciągnięci w tę oniryczność, ale za to, jak nam w tym wygodnie.

    Na szczególną uwagę zasługuje kreacja aktorska Leonardo Di Caprio – wybitnego aktora, który mimo upływu lat nadal zachwyca swą chłopięcą urodą. Nie dajmy się jednak zwieść, to doświadczony, zaprawiony w boju odtwórca głównych ról najwybitniejszych reżyserów Hollywoodu. Skazą na jego port folio zawsze będzie ciągnący go ze sobą na dno „Titanic”, ale po znakomitych, trudnych kreacjach jak choćby w „Przetrwać w Nowym Jorku”, „Całkowitym zaćmieniu”, „Wyspie tajemnic” czy „Infiltracji” możemy mu wybaczyć tę chwilę słabości.

    Film Nolana to danie główne, jakiego nie powinno zabraknąć w naszym jadłospisie. Głosy zadowolenia tych, którzy już widzieli „Incepcję” zwiastują, że obraz ten dokona fermentu na rynku światowej kinematografii. Już bije rekordy oglądalności. Mimo nagromadzeń efektów, nie przytłacza, nic nie jest w nim przesadzone, choć zmultiplifikowane i nadmierne – zarazem. Nie wadzą  nawet dłużyzny. Przez weekend produkcja zarobiła 27,5 miliona dolarów. „Incepcja” to świątynia paradoksów, szczyt postmodernistycznej gry, cudowna podróż, która – chcielibyśmy – by nigdy się nie kończyła.

    Karolina Bednarek


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz