RECENZJA: JAZZ Od Nowa Festival
-
Dodano: 10:03 3 marca 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Recenzje, Zbyszek Filipiak
O „młodych gniewnych” i „dinozaurach”, o funkującym basie i przeglądającym się Komedzie przeczytasz w relacji z 3. dnia Jazz Od Nowa Festival. O koncertach Laboratorium i Jana Ptaszyna Wróblewskiego pisze Zbyszek Filipiak z Kulturalnego Torunia.
Festiwalowy piątek należał do ?starszaków?. Wpierw na scenę wkroczyła grupa Laboratorium, niegdyś zaliczana do innowatorów rodzimego jazzu. Reanimowaną w 2007 roku formację tworzą trzej dawni ?laboranci? – Marek Stryszowski (saksofon altowy i wokal), Janusz Grzywacz (instrumenty klawiszowe), Krzysztof Ścierański (gitara basowa) oraz dwaj dokooptowani (znani skądinąd nie od dziś) ?nowicjusze? – Grzegorz Grzyb (perkusja) i Marek Raduli (gitara). Koncert tego składu wywoływał rozmaite opinie. Cześć słuchaczy irytowały inspirowane po części Bliskim Wschodem wokalizy Stryszowskiego, które poddawano ekscentrycznym zniekształceniom dźwiękowym; narzekano też na syntetyczne brzmienie. Z drugiej strony był to najbardziej kolorowy występ jubileuszowego ?jazz-festu?, z muzyką uciekającą od łatwych szufladek, pełną żartu i wigoru. Ciężkawa gitara Raduliego przywoływała jego rockowe korzenie (nieobce przecież i samemu Laboratorium), ale na plan pierwszy wybijała się sekcja rytmiczna, z jak zwykle bezbłędnym, funkującym basem Ścierańskiego.
Jeśli Laboratorium przywołało wspomnienia po jazz-rockowych latach 70 i 80, to kolejna ekipa cofnęła słuchaczy klubu ?Od Nowa? o jeszcze dekadę wstecz. Oto Jan Ptaszyn Wróblewski, wizytujący festiwal raz na pięć lat, tym razem zaprezentował swój kwartet, tradycyjnie ukwiecając występ skrzącą się od anegdot gawędą. Co ciekawe, to właśnie tenorowy saksofon Wróblewskiego trafił na plakat reklamujący dziesiąty Jazz Od Nowa Festival. Obok mistrza zagrali bracia Niedziela ? Wojciech (fortepian) i Jacek (kontrabas) oraz Marcin Jahr (perkusja). Akustyczna gra zespołu spełniła oczekiwania tradycjonalistów, zwolenników bardziej ?mainstreamowego? jazzu. W balladach przeglądał się chwilami Komeda, pojawiały się nawiązania do bossa novy i bluesa, saksofon Ptaszyna rozgrzewał i przyprawiał o uśmiech, a fortepian Niedzieli ? po prostu zachwycał. W efekcie toruńska widownia zdecydowała się pożegnać grupę owacją na stojąco. Reasumując trzeci dzień imprezy udowodnił po raz kolejny, że w tej muzyce wiek jest kwestią wybitnie umowną, a ?młodzi gniewni? jazzu mogą jedynie pozazdrościć ?dinozaurom? nie tylko umiejętności i doświadczenia, ale również energii, dystansu i humoru.
Zbyszek Filipiak
Na zdjęciu: Jan Ptaszyn Wróblewski w Sao Paolo/ www.ptaszyn.com









