RECENZJA: Kick-Ass
-
Dodano: 10:31 30 kwietnia 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Joanna Tercjak, Recenzje
- Czego potrzeba współczesnemu superbohaterowi? Niezwykłych mocy, wyjątkowej historii, zabawek futurystycznej technologii, powodów do zemsty? Niekoniecznie. Wystarczy niezgoda na istniejący stan rzeczy, odwaga, barwny kostium i… milion widzów na Youtube’ie – o filmie „Kick-Ass” pisze Joanna Tercjak.
Prowokacyjny kopniak
Nowy film Matthew Vaughna zdaje się iść krok dalej niż równie przewrotny ?Watchmen? Zacka Snydera w analizie fenomenu, stanowiącego jeden z czołowych produktów dwudziestowiecznej popkultury. Chodzi tu nie tylko o łamanie stereotypów komiksowego bohaterstwa, grę z utartymi konwencjami rządzącymi tego rodzaju opowieściami, zabawę z przyzwyczajeniami widza. Twórcy ?Kick-Ass? biorą na warsztat kontekst funkcjonowania tego współczesnego mitu, zarówno w wymiarze komercyjnym, jak i ? chciałoby się powiedzieć ? psychoanalitycznym, zręcznie przeplatając tętniący wartką akcją i jaskrawymi kolorami świat komiksu z tym, co przeciętne, codzienne, nasze.
Okazuje się, że Dave Lizewski (Aaron Johnson) ? normalny nastolatek, wyróżniający się co najwyżej naiwnością ? pomimo talentu do ponoszenia porażek, niezmiennie słabej kondycji fizycznej i ślamazarności, może stać się bohaterem. Warunek stanowi zaistnienie jego alternawynego wcielenia, czyli tytułowego Kick-Assa w popkulturowej machinie, począwszy od internetu, poprzez komiks, a skończywszy na ?firmowych? gadżetach. Jednak nawet jeśli skromny obrońca ludzkości wielkodusznie zrzeka się tantiemów z tego tytułu, to jego kreacja nie jest niczym więcej niż tylko fetyszem. W świecie, w którym każdy szanujący się obywatel, będąc świadkiem realnej przemocy, woli podążyć za zdrowym rozsądkiem i schować się za zasłoną bierności, niezaspokojona potrzeba społecznej sprawiedliwości i niezachwianej odwagi przenosi się właśnie w sferę zbiorowych marzeń, jakże obrazowo malowanych przez popkulturę.
Niemniej jednak, przy jednej z okazji tyłek Kick-Assa ratują ?prawdziwi? superbohaterowie. Tacy, którzy mają motyw (zemsta), nieprzeciętne umiejętności władania narzędziami przemocy i poruszania się po miejskim labiryncie w niekonwencjonalny sposób, nie mówiąc już o środkach w postaci drogich zabawek. Jednocześnie, Hit Girl (obiecująca, zadziorna Chloe Moretz) oraz Big Daddy (powracający w świetnej, złożonej kreacji Nicholas Cage) nie są przybyszami z innej planety, lecz śmiertelnikami z całym inwentarzem emocji i przywar, którym też zdarza się popełniać błędy. Bez nich tej historii zabrakłoby pazura. To dzięki temu duetowi, zabawa odniesieniami do takich klasyków gatunku, jak Sin City czy Kill Bill, otwiera się na śmiałą prowokację. Epatując brutalnością, film bezlitośnie odsłania sedno medialnej orgii, w której mechanizmy estetyzacji przemocy zajmują jakże poczytne miejsce.
Ponadto ?Kick-Assowi? z pewnością nie brakuje rozrywkowego kopniaka w bardzo atrakcyjnym przebraniu, złożonym z konsekwentnej formy wizualnej, mocnego scenariusza, dynamicznej akcji, czarnego humoru i teledyskowego tempa. Dwutorowe, otwarte zakończenie nie pozostawia wątpliwości: taka eskalacja przemocy zagarniętej przez popkulturę nie może po prostu skończyć się po dwóch godzinach seansu. Sequel murowany, oby tylko superbohaterowie nie obniżyli lotów.
Joanna Tercjak









