RECENZJA: Kwiat pustyni
-
Dodano: 06:20 21 kwietnia 2010
Gdzie: Cinema City
Kategorie: Filmy, Recenzje, Wiadomości
Tagi: Cinema City, Filmy, Joanna Tercjak, Recenzje
- ?Kwiat pustyni? stanowi dowód na to, że sam scenariusz z życia wzięty, nie wystarczy, by stworzyć poruszającą, pełną znaczenia opowieść na miarę ambitnego kina – o filmie Sherry Hormann pisze Joanna Tercjak z Kulturalnego Torunia.
Piękno skrywające pustkę
Rzadko się zdarza, że życie pisze gotowe scenariusze, tak pełne dramatyzmu, niespodziewanych zwrotów akcji i skomplikowanych perypetii, że można by przenieść je wprost na ekran bez koloryzowania i innych sztucznych zabiegów w tej materii. Zdaje się, że jednym z takich wyjątkowych przypadków jest życiorys Waris Dirie, somalijskiej dziewczyny z rodziny nomadów, która uciekłszy z domu i przemierzywszy pustynię, trafiła na światowe wybiegi mody, by w końcu stać się rzeczniczką ONZ. Ta biografia, oprócz szczególnego dramatyzmu, ma w sobie coś jeszcze ? niebagatelny ładunek przesłania, poruszającego problemy stosunku zachodniej cywilizacji do trzeciego świata, tożsamości sytuującej się na skraju tych światów, a także społecznego i politycznego miejsca kobiet w tak odmiennych rzeczywistościach. Niestety, ?Kwiat pustyni? stanowi dowód na to, że sam scenariusz z życia wzięty, nie wystarczy, by stworzyć poruszającą, pełną znaczenia opowieść na miarę ambitnego kina.
Już od pierwszych scen, przedstawiających małą Waris na tle nieskończonych, afrykańskich pastwisk, pełne rozmachu zdjęcia, nachalny motyw muzyczny i pompatyczne dialogi bombardują epickością tej historii. Decydując się na tego rodzaju patos, twórcy filmu rezygnują z tego, co mogłoby stanowić o jego jakości ? siły uderzenia kameralnego dramatu, który w dyskretny i przemyślany sposób prowokowałby do głębszego namysłu. Tymczasem w blichtrze filmowej kreacji i grze na emocjonalnie płytkim poziomie, gubią się nie tylko głębsze znaczenia, ale nawet dramaturgicznie istotne wątki.
Co dzieje się z nabliższymi krewnymi Waris po tym, gdy ta ściąga na nich hańbę, potajemnie opuszczając rodzinny obóz w noc przed swym weselem? I jak przyjmują ją, gdy po wielu latach, w blasku sławy wraca do Somalii z ekipą telewizyjną? Czy decyzji dorosłej już kobiety, odważnie mówiącej o problemie obrzezania dziewcząt w krajach mułzumańskich, towarzyszy poklask, czy raczej dezaprobata ze strony najbliższych? Pozostawienie tych pytań bez odpowiedzi świadczy o stosunku twórców do kluczowego problemu tej opowieści. Krzywda wyrządzana kobietom (nie tylko) w Afryce służy w tym przypadku jedynie w funkcji narzędzia do wyciskania łez przy konsekwentynym unikaniu bardziej wnikliwych komentarzy. Na tym tle wstęp do kulminacyjnej mowy, w którym Dirie deklaruje swą miłość do matki i Afryki, wypada sztucznie i niezbyt przekonująco.
Drugi zestaw dekoracji, w które rzucono bohaterkę również nie rości pretensji do autentyzmu. Zachód, który afrykańska imigrantka chłonie wręcz w magiczny sposób, niby gąbka wodę, przedstawiono z mrożącą krew w żyłach polityczną poprawnością. Taki zabieg wydaje się wręcz niegrzecznym w stosunku do upraszczająco nakreślonych realiów Czarnego Lądu. Zdaje się, że ten ?lepszy? świat zasiedlają chyba wyłącznie dobrzy Samarytanie, od pierwszego wejrzenia pałający szczerą miłością do ciemnoskórej przybyszki, a jeśli pojawiają się jakieś przeszkody na drodze tej ostatniej, to tylko z powodu twardego, acz słusznego europejskiego prawa.
Słówko uznania należy się w tym miejscu obsadzie, która dwoi się i troi, by z szablonowych, jednowymiarowych postaci wykrzesać iskierkę życia. Jednak udaje się to z różnym skutkiem, by wspomnieć histeryczną kreację Sally Hawkins, całkiem niedawno tak wspaniałej w ?Happy-Go-Lucky? Mike’a Leigh. Liya Kebede w głównej roli jest śliczna i słodka, jednak jej postać wydaje się pozbawiona jakichkolwiek właściwości aż do epilogu, w którym dopiero ujawnia siłę charakteru, już jako dorosła kobieta odważnie podejmująca temat swego okaleczenia. Aż szkoda, że tak niewiele mieli tu do zagrania mężczyźni, czyli Craig Parkinskon jako dwuznaczny Neil oraz Timothy Spall w roli Terry’ego Donaldsona, dowodzący swego talentu nawet bez reżyserskiego wsparcia mistrza Leigh.
?Kwiat pustyni? aż iskrzy od jaskrawych kolorów, rozpływa się w pełnych rozmachu jazdach po afrykańskim bezkresie, tętni w rytm teledyskowego Londynu, to znów ocieka sentymentalnymi wizjami bohaterki o wrażliwości gimnazjalistki. Wszystko to piękne i barwne jak wielkanocna wydmuszka. I równie lekkie, bo puste w środku.
Joanna Tercjak
fot. Kino Świat









