RECENZJA / Listy do M.
-
Dodano: 10:00 19 grudnia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Karolina Bednarek, Recenzje
„Listy do M.”, reż. Mitja Okorn
Doskonały prezent na święta
Hasło „Najlepsza polska komedia romantyczna” na nikim nie robi większego wrażenia. Mało tego! Na samą myśl o nim robi się już nudno. Bo przewidywalna fabuła, bo słabe gagi, bo… jednym słowem – bubel! Tymczasem Mitji Okoronowi udało się to, o co polscy twórcy bezskutecznie starali się latami.
Na zwiastuny „Listów do M.” potencjalni widzowie spoglądali z pobłażaniem. Nie pierwszy raz miał na nich czekać błahy przekaz o podstawowych wartościach. Bo tak po prawdzie w rodzimym kinie dawno przestały bawić komedie. Tym bardziej te romantyczne, które pod płaszczykiem gatunku kryły zwykle pełnometrażowe reklamy salonów jubilerskich.
Mitji Okoronowi udało się to, o co polscy twórcy bezskutecznie starali się latami – nakręcił komedię romantyczną, którą da się oglądać. Ba, na którą nawet ma się ochotę.
Akcja „Listów do M.” rozgrywa się w Wigilię. Poznajemy grupę bohaterów – między innymi dziennikarza i jego syna, „Mikołajkę” i jej szefa, rodziców i hipotetyczną narzeczoną. A dalej: sierotkę na gigancie, psychologa z problemami, królową śniegu i jej męża. Spieszą z wykonaniem swoich obowiązków, by zdążyć na ten wyjątkowy, wigilijny wieczór. Każdy z nich czegoś potrzebuje, każdemu z nich czegoś brakuje… Brzmi znajomo?
A i owszem! Już sam zwiastun „Listów do M.” przywołuje skojarzenia z kultowym „To właśnie milość” w reżyserii Richarda Curtisa. Okoron przyznał, że zna ten obraz, ale nie opierał się na nim, tworząc swój film. Jednak dla wielu widzów „Listy…” to oczywista kopia brytyjskiej produkcji.
Mimo tych konotacji, budzi sympatię i nie pozwala długo się na nich skupiać.
Scenariusz Marcina Baczyńskiego i Karoliny Szablewskiej nie pozostawia wiele do życzenia. W wielowątkowej opowieści wszystkie elementy idealnie się układają, a nawet pewne stereotypowe rozwiązania nie rażą. Tych ostatnich jest z resztą nie aż tak wiele – przeważają zaskakujące i komiczne rozwiązania scen. Miękkie lądowanie na choinkach, łamiąca się w pół rura – są tyleż banalne, co uszyte „w sam raz”, wręcz właściwe temu szczególnemu gatunkowi filmowemu – komedii bożonarodzeniowej. Sukces produkcja Okorona zawdzięcza także doskonałym kreacjom aktorskim.
„Listy do M.” to film o magii świąt. To obraz, który przypomina opowieści zaczerpnięte z kart książek Dickensa. Udowadnia, że cuda się zdarzają, że każdy odnajdzie w końcu uczucie, byleby się otworzył na drugiego człowieka. To w końcu podnosząca na duchu baśń świąteczna. Wzrusza, bawi, skłania do przyjemnej zadumy, wprowadza w odpowiedni nastrój. Wypełnia tęsknotę za miłością. Przypomina, że należy zadbać o najbliższych, by poczuć radość dawania siebie.
Film Okorona nie zmieni niczyjego życia. Reżyser sam przyznał, że zależy mu na stworzeniu produkcji, którą będą pokazywać w telewizji w każde Boże Narodzenie. I mimo, iż nie jest do wielokrotnie nagradzany „Cud na 34. ulicy” z 1947 roku, to może stanowić doskonały prezent. Podarujmy go sobie na święta.
Karolina Bednarek
fot. ITI Cinema









