RECENZJA / Moneyball

  • a-omalley-moneyball (foto)

    Dodano: 12:45 13 grudnia 2011

    Kategorie: Recenzje

    Tagi:

    Moneyball, reż. Bennett Miller

    5:0 dla reżysera

    „Moneyball” to filmowa biografia z baseballem w tle. Nie wydaje się to zachęcającym opisem, szczególnie dla widza płci żeńskiej. Okazuje się jednak, że panie nie będę się na tym filmie nudzić. Reżyser wygrał swoją rozgrywkę na 5 z plusem. Za co tak wysoka ocena?

    1. Historia
    Reżyser filmu przedstawił historię opartą na faktach. Film opowiada o menedżerze jednego z amerykańskich klubów baseballowych Oakland Athletics – Billy’m Beane’ie, który po sromotnej porażce drużyny nie poddał się i zaprowadził innowacyjne zmiany. Do stworzenia nowego składu wykorzystał elementy matematyki, ekonomii i logiki. Na podstawie analiz komputerowych opracowanych przez absolwenta ekonomii na Yale (Petera Branda) skompletował drużynę, która nie posiadała żadnej gwiazdy, lecz składała się z przeciętnych zawodników, z których każdy był znakomity w jednym, konkretnym elemencie gry. Ta nieszablonowop stworzona drużyna wygrała 20 meczy z rzędu w fazie eliminacji World Series i pobiła rekord świata.
    Ta historia wydaje się wręcz idealnym potencjałem na świetny scenariusz filmu o duchu sportowej walki, rywalizacji, podążaniu typowym amerykańskim schematem – „from zero to hero”. Ów potencjał został przez reżysera znakomicie wykorzystany. Jednak co ciekawe, nie stworzył on typowej sportowej opowieści. Tu baseball jest tylko tłem do opowiedzenia historii uniwersalnej.

    2. Uniwersalizm
    Nie jest to typowy film z hollywoodzkim, spektakularnym happy-endem. Drużyna Beane’a wygrywa eliminacje, ale odpada w czasie rozgrywek. Billy czuje się zawiedziony – Oakland Athletics nie przejdą do historii. Musi zrozumieć, że nie liczy się ostateczne zwycięstwo, honory, wpisanie się na karty historii. To co najważniejsze to: droga do sukcesu, sposób realizacji celu oraz wspólna walka o dobro i przyszłość jednej drużyny. Billy odnosi ogromny sukces, bo dzięki odwadze, przełamywaniu sztywnych zasad, determinizmowi i innowacyjnemu myśleniu udaje mu się stworzyć coś wielkiego. Tu kryje się uniwersalna myśl filmu i nie jest ona podana w sposób prosty i patetyczny. Podczas seansu wydaje się, ze „Moneyball” nieuchronnie zmierza w stronę wzniosłego wyciskacza łez i niedługo zabrzmią tryumfalne dzwony. Jednak reżyser w doskonałym stylu zawraca z (wydawać by się mogło) ślepej uliczki. „Moneyball” podobnie jak pomysły Bille’go Beane’a to coś zupełnie innowacyjnego i świeżego w amerykańskim kinie biograficznym.

    3. Aktorstwo
    To niewątpliwa wisienka na torcie w filmie Millera. Pierwsze skrzypce gra tu odtwórca głównej roli – Brad Pitt. Kogo ten świetny aktor nie przekonał do siebie swoim talentem – zmieni opinię po obejrzeniu „Moneyball”. Definitywnie zerwał z wizerunkiem pięknego adonisa. Za takie role jestem w stanie wybaczyć mu nawet wydepilowane łydki w „Troi”. Tu otrzymujemy pełnokrwistą postać – człowieka zdeterminowanego, który nie jest jednak facetem bez skazy, czy też twardzielem nie do pokonania. W czasie rozwoju akcji przechodzi swoje „psychiczne” upadki, lecz stara się ich nie okazywać innym. Walczy nie tylko o drużynę, ale też toczy nieustanną walkę z samym sobą. Jest bohaterem, z którym mógłby utożsamić się każdy, lecz zdecydowanie nie każdy miałby taką odwagę. „Moneyball” nie serwuje nam pięknej buźki Brada Pitta – bożyszcza pań, lecz popis dojrzałego, świadomego swoich możliwości aktora. W filmie nie zawodzi także Jonah Hill – grający Peter’a Branda. Jest przeuroczy i wyjątkowo autentyczny. Razem z Pittem tworzą świetny, charakterystyczny duet, który  nie żongluje słodkimi, wyświechtanymi frazesami, lecz znakomicie wykorzystuje ironię i inteligentny dialog. Ta dwójka na ekranie jest gwarantem napięcia atmosfery (i nie ma w tym żadnych podtekstów seksualnych). Kolejną filmową perełką jest Philip Seymur Hoffman, grający trenera drużyny – Art’a Howe’ego. Jest jak zwykle powściągliwie znakomity i zachowawczy w ekspresji. Jednak drugoplanowość roli nie pozwoliła na wykorzystanie jego potencjału.

    4. Ekonomia
    „Moneyball” w znakomity sposób prezentuje Stany Zjednoczone wchodzące w nową fazę rozwoju. Ameryka ukazana w filmie to kraj, który trafia w „łapy” bankierów, w którym liczy się wyłącznie zysk, a nie liczą się ludzie. Sport ukazany w dziele Bennetta nie jest wyidealizowany. To jedno ze źródeł dochodu, machina do zarabiania. Podczas transferów zapomina się o zawodnikach, ich sukcesach – liczą się tylko zera przy początkowej cyfrze, nie ma sentymentów.

    5. Relacja ojciec – córka
    W „Moneyball” ważna jest idea rodziny. Billy Beane jest rozwodnikiem, który swój czas poświęca drużynie i nie angażuje się w kolejny związek. Nie zapomina jednak o obowiązkach rodzicielskich. Pragnie być dla swojej córki autorytetem, a nie tylko „niedzielnym tatą”, który zabiera na lody i do kina. Po raz pierwszy widziałam na ekranie tak autentyczną relację: ojciec-córka (reżyserzy zazwyczaj chętnie ukazują emocje między ojcem a synem, kompletnie zapominając o tym, że dziecko może mieć inną płeć). Billy chce zrozumieć swoją córkę, dostrzec jej potrzeby, talent. Ona odpłaca się troską i wsparciem. W ich relacji istotny jest motyw (wydawałoby się banalnej) piosenki „The show”, śpiewanej przez młodą, australijską piosenkarkę Lenkę. Pardoksalnie, ta piosenka zawsze wzbudzała moją irytację, ale po seansie nabrała dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Dlaczego? Przekonacie się, gdy obejrzycie „Moneyball”.

    B


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz