RECENZJA / Musimy porozmawiać o Kevinie
-
Dodano: 10:46 13 stycznia 2012
Kategorie: Recenzje
Tagi: Cinema City, Film, kino, Kino Centrum, recenzja, Recenzje
„Musimy porozmawiać o Kevinie”, reż. Lynne Ramsay
Kevin, syn Evy
Już w łonie matki dziecko odczuwa jej wszystkie emocje… A Eva (Tilda Swinton) nie miała instynktu macierzyńskiego. Kevin, był wynikiem wpadki pewnej obficie zakrapianej alkoholem nocy. I wie o tym od kołyski.
Bo Eva nie jest matką z powołania, co dobitnie obrazuje scena w szkole rodzenia. Po przyjściu na świat Kevin wyczuwa tę niechęć. Gdy kolejny raz zapłacze w wózku, jego matka odnajdzie chwilową ulgę, przystając przy… robotniku obsługującym w huku młot pneumatyczny. Bezradna zwierzy się mężowi (John C. Reilly), który nie traktuje jej poważnie.
W najnowszym filmie Lynne Ramsay, reżyserki m.in. „Nazwij to snem”, doskonała Tilda Swinton wciela się w jedną z najbardziej nietypowych matek w dziejach kina. Nieszczęśliwa, wycofana i milcząca opowiada swoją historię wspomnieniami. W jej oczach widać tylko widać pustkę i żal. Oto matka tragiczna: niczym biblijna Ewa, okrutnie doświadczona przez los, wykluczona społecznie rodzicielka Kaina. Ta konotacja wydaje się zupełnie uzasadniona, wszak jak podaje Stary Testament nie tylko Kain został napiętnowany przez Boga znakiem mordercy, także Ewa nosiła znak w swoim sercu. Ewa i Kain, Eve i Kevin?
Po tragicznych wydarzeniach w jej życiu wszystko się zmienia. Traci nie tylko bliskich, lecz także firmę i pozycję. Potępiona jako ta, która urodziła „antychrysta” albo jako ta, która „antychrystowi” wybaczyła. Kryje się przed ludzkimi spojrzeniami i niczym Piłat myje ręce zabrudzone czerwoną farbą. Bo żadna matka nie potrafi do końca wyrzec się swego dziecka, nawet jeśli dopuściło się ono straszliwej zbrodni. A może to jej wina?
Ramsay w „Musimy porozmawiać o Kevinie” dotyka jednej ze świętości – relacji matki z dzieckiem. Pozostawia widza z serią pytań – o to czy można urodzić się złym, czy można nie kochać swojego potomka, czy winy można wybaczyć, zapomnieć… W tytułowego Kevina wcielił się hipnotyzujący Ezra Miller. I to w w jego oczach można odnaleźć odpowiedzi na te pytania.
W filmie wyjątkową rolę pełni kolor – konsekwentnie stosowany jako metafora uczuć. Odzwierciedla namiętność, przywodzi w pamięci te wspaniałe, dzikie chwile z młodości, jest synonimem przemijających etapów życia bohaterki, ale także ostrzega przed tym, co nieuniknione.
Obraz Ramsay to wyjątkowe dzieło, które na długo pozostaje w pamięci. Wciąga nie tylko tematyka, lecz także niesamowity, oniryczny klimat zakraplany groteską. Doskonałe zdjęcia, wyważenie fabularne, niecodzienna kompozycja czasowa – czegóż chcieć więcej? Zapraszam do kin.
KNB, fot. Best Film









