RECENZJA: Nine
-
Dodano: 06:01 8 lutego 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Cinema City, Recenzje
- Oglądając ?Dziewięć?, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że twórcy podają mi to, co już doskonale znam – o „Nine” Roba Marshalla pisze Karolina Bednarek z Kulturalnego Torunia.
Śpiewaj, kochaj i żyj po włosku!
W oczekiwaniu na najświeższy obraz Roba Marshalla, zadowalałam się, często wyświetlanym, zwiastunem. Kiedy zobaczyłam trailer, pomyślałam o reżyserze: „Artysta cierpiący na niemoc twórczą, a obok niego piękne kobiety, które wielbi, ale i przed którymi odczuwa lęk, które nie przynoszą mu ukojenia, lecz frustracje, z którymi nie może żyć, choć żyć bez nich nie może”. I ta niezwykła więź z matką (czyżby kompleks Edypa), pojawiającą się często w jego wspomnieniach – w myśl sentencji, że to ?my należymy do wspomnień, nie one do nas? ? jak mawiał klasyk. I ta przepiękna, reminiscencyjna scena, kiedy twórca powraca w myślach do czasów dzieciństwa, gdzie jako chłopiec przemierzał z przyjaciółmi piaszczyste plaże nadmorskiego Rimini, by w końcu dotrzeć do miejsca, gdzie niespełna rozumu prostytutka w meandrycznym tańcu, za drobną opłatą, odkrywała ciekawskim chłopcom uroki swego bujnego ciała. Pomyślałam ? przecież to czysty Fellini! A moim oczom ukazywał się wieńczący prezentację tytuł: ?Dziewięć?. Z niecierpliwością oczekiwałam dalszego ciągu.
Czy można? Nie! Czy potrzeba udoskonalać dzieło, które już okrzyknięto doskonałością? Po co podejmować taką próbę, skoro to, co zaistniało jest wybitne? To pytanie kieruję do twórców ?Nine? (obsypanego Złotymi Globami). Czy gwiazdorska obsada: Daniel Day Lewis, Nicole Kidman, Marion Cotillard, Penelope Cruz, Sophia Loren i Judi Dench, i konwencja musicalu wystarczą, by powstał film wyjątkowy? I kolejne pytanie. Na ile ?Nine? jest tworem wyjątkowym, a na ile odbitką oscarowego ?Osiem i pół? Federico Felliniego?
Oglądając ?Dziewięć?, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że twórcy podają mi to, co już doskonale znam. Kiedy na ekranie pojawiła się blond piękność ? Claudia (Nicole Kidman) od razu przyszedł mi na myśl inny obraz Felliniego ? ?Dolce vita?. W filmie tym, z 1960 roku Silvia (Anita Ekberga) znajduje kotka ? analogiczną scenę odnajdziecie w ?Nine? ? gwiazda filmowa i reżyser włóczą się po ulicach Rzymu i tylko patrzeć, jak aktorka odda się spontanicznej kąpieli w Fontannie di Trevi. Ta i inne sekwencje w produkcji twórcy ?Chicago? ? jak choćby schadzki Guido (Daniel Day Lewis) z figlarną Carlą Albanese (Penelope Cruz) ? to już nie cytat, lecz czysta kalka mistrzowskich obrazów słynnego Włocha. I wszystko byłoby piękne, gdyby nie dręczące mnie z tego powodu wątpliwości. Po co powielać to, co już było, tym bardziej, że nie ma się ? poza stworzeniem kopii ? nic więcej do powiedzenia. Fellini powiedział kiedyś: ?Odkąd zostałem reżyserem, przestałem chodzić do kina; boję się, że nieświadomie zacznę kogoś naśladować?. Czy znaczy to, że Marshall powinien postąpić podobnie? A może jego produkcja to hołd dla jednego z najznamienitszych twórców kina europejskiego?
?Nine? to znów jungowskie wnikania artysty w głąb samego siebie, jego balansowanie na granicy jawy i snu. W prawdzie nie ma w obrazie Marshalla ? właściwego dla poetyki ?felliniano? ? manieryzmu i barokowości ani fascynacji magią, spirytyzmem czy pogańskimi obrządkami, jednak nie sposób nie kojarzyć obu tych filmów.
W ?Nine? wprawny widz wyłuszczy szereg motywów znamiennych dla twórczości Felliniego. Mam na myśli fascynację widowiskiem, światem metafizycznym, artystą i jego dziełem, a także ukazanie patologii, jaka wdziera się do sztuki oraz ślepego zapatrzenia tłumów w postać artysty. Doskonale obrazuje to pierwsza scena z ?Nine?, kiedy to uwielbiany przez dziennikarzy Guido czaruje ich stertą kłamstw i niedomówień, zewsząd dobiegają go głosy podziwu i uznania, a za ciemnymi okularami skrywa reżyser pustkę, jaka trawi go od czasu nakręcenia swoich największych dzieł. ?Dziewięć? to nie tylko obnażenie twórczego rozkładu i artystycznej niemocy, lecz także ukazanie życiowej wędrówki, duchowej metamorfozy, jak i również powrotu do „źródeł”. To lekcja autotematyzmu i wgląd w biografię Felliniego. To znów hipnotyzujące sylwetki kobiet ? bóstw ulepionych z pobożności i pokusy, światła i cienia kobiety ? mitu, jungowskiej animy, kobiety matki ? natury, kobiety będącej dobrem i złem zarazem.
Śmiem twierdzić, że film Marshalla, mimo wszelkich starań, nie jest dziełem na miarę obrazów wielkiego Włocha. Więcej ? nie wnosi on do światowej kinematografii niczego nowatorskiego. Nawet wykorzystanie konwencji musicalu nie jest dość przekonujące, bo czy ?Nine? w istocie można by nazwać musicalem? Jeśli tak, to z pewnością nie takim, jakim było choćby wcześniejsze ?Chicago?. Zarówno piosenki, jak i choreografia wydają się zupełnie nie przystawać do fabuły, nie są one porywające, nie zatrzymują na sobie ani oka, ani ucha widza (no może poza fenomenalnym popisem Stacy Ferguson i Kate Hudson).
Śmiem twierdzić, że film Marshalla, mimo wszelkich starań, nie jest dziełem na miarę obrazów wielkiego Włocha. Więcej ? nie wnosi on do światowej kinematografii niczego nowatorskiego. Nawet wykorzystanie konwencji musicalu nie jest dość przekonujące, bo czy ?Nine? w istocie można by nazwać musicalem? Jeśli tak, to z pewnością nie takim, jakim było choćby wcześniejsze ?Chicago?. Zarówno piosenki, jak i choreografia wydają się zupełnie nie przystawać do fabuły, nie są one porywające, nie zatrzymują na sobie ani oka, ani ucha widza (no może poza fenomenalnym popisem Stacy Ferguson i Kate Hudson).
Gdyby prawie ponad pięćdziesiąt lat temu nie powstało ?Osiem i pół? wysoce prawdopodobne, iż produkcję Marshalla nazwałabym dziś dziełem. Ale mając wciąż w pamięci mistrzowski obraz Felliniego o ?Nine? mogę jedynie szybko zapomnieć.
Karolina Bednarek
fot. Kino Świat









