FILM / Przepis na miłość
-
Dodano: 10:03 15 listopada 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Karolina Bednarek, Recenzje
„Przepis na miłość”, reż. Jean-Pierre Améris
Miłość jak czekolada
Na szczęście czasami to, co subtelne i niedopowiedziane przemawia do odbiorcy bardziej, niż walenie go w sam czubek głowy wielkim młotkiem. W obrazie Jean-Pierra Amérisa nie ma wybuchów, zamachów, walki życia ze śmiercią. Tu spotkamy się z codzienną walką z przyziemnością. To o wiele bardziej bliższe nam samym, namacalne i ludzkie.
Jak istotny w dzisiejszych jest czasach marketing – wiemy. W salach wielkich kin obserwujemy z przestrachem wyścig „trailerowych” zbrojeń – na okrągło. Wybuchy, efekty specjalne, szalone pościgi, intymne urywki, ot – cała fabuła w kilkudziesięciu sekundach mówi wszystko – tak krytykował modę na zwiastuny sam Roman Polański. To ma przyciągnąć widza. Czy przyciąga? Pewnie w większości tak.
Zwiastun „Przepisu na miłość” nie jest spektakularny. Raczej skromny, cichu i uroczy. Na szczęście czasami to, co subtelne i niedopowiedziane przemawia do odbiorcy bardziej, niż walenie go w sam czubek głowy wielkim młotkiem.
Cierpiąca na nadwrażliwość Angelique dostaje pracę w firmie produkującej czekoladki. Kobieta marzy, by przełamać swoją nieśmiałość – ma jej w tym pomóc piosenka przewodnia, którą nuci cichutko na odwagę. Jej przełożony, Jean-René, stwarza pozory twardego i zdecydowanego człowieka. W rzeczywistości ukrywa swój lęk przed kobietami.
Z czasem rodzi się między nimi uczucie. Sęk w tym, że żadne nie ma odwagi, aby zrobić ten pierwszy krok.
„Przepis na miłość” to zachwycający film o rzeczach zwykłych i niezwykłych zarazem – miłości, rozkoszach jedzenia, trudach i radościach życia. Bardzo rzadko oglądamy w kinie coś, co pokazuje te nasze najmniejsze, ale spędzające sen z powiek, ułomności. Ilu z nas zmaga się z nieśmiałością, tremą, lękiem? W obrazie Jean-Pierra Amérisa nie ma wybuchów, zamachów, walki życia ze śmiercią. Tu spotkamy się z codzienną walką z przyziemnością. To o wiele bardziej bliższe nam samym, namacalne i ludzkie. Wydawałoby się, że prosty i nudny temat urósł do rangi bohaterskiego tematu, tylko ze względu na swoją zwyczajność właśnie. Czy tak jest w istocie?Film pozwala nie wytrącać się z przekonania, że Francuzi potrafią rozkoszować się i życiem, i miłością (tu przychodzą na myśl inne produkcje w podobnym klimacie, jak „Czekolada” Roberta Nelsona Jacobsa). Urokliwe obrazy rozpuszczonej czekolady, ba – same nazwy rozmaitych smaków pobudzają zmysły. Tląca się nieśmiało jak nasi bohaterowi zasada: „Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować , że się czegoś nie zrobiło” przebija delikatnie w fabule i uświadamia, co jest tak naprawdę ważne. Proste przyjemności, słodycz na języku, uśmiech i ciepło drugiego człowieka.
„Przepis na miłość” to bardzo przyjemna komedia romantyczna. Nieporadne próby konfrontacji bohaterów ze światem bohaterów rozbawiają, ale i wzruszają. Ten film jest jak pierwsza randka, kiedy z rumieńcem na twarzy i miłą ekscytacją czekamy na to, co dalej się wydarzy. Polecam wszystkim, którym akurat brakuje w życiu pogody.
Karolina Natalia Bednarek
fot. Best Film









