RECENZJA: „Shrek Forever”
-
Dodano: 11:12 20 sierpnia 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Do czterech razy już nie sztuka
Trzej muszkieterowie, trzy małe świnki, trzy życzenia do złotej rybki… Nie bez powodu w wielu opowieściach to właśnie trójka jest magiczną liczbą, a literaci i filmowcy tworzą trylogie. Tak naprawdę czwarta część „Shreka”, a mianowicie „Shrek: Forever 3D” nie powinna była ujrzeć światła dziennego.
Postać sympatycznego, choć ironicznego ogra zna nie tylko prawie każde dziecko, ale i dorosły. „Bajka” wytwórni DreamWorks Pictures stałą się kultowa – nie tylko dzięki plejadzie barwnych i zabawnych bohaterów, ale także dzięki ponadczasowemu wymiarowi. Historia wykreowana w animacji mogła zainteresować każdego niezależnie od wieku (uważny widz mógł doszukać się wielu podtekstów i odniesień do popkultury). Właśnie w takim klimacie utrzymane były trzy części „Shreka”, lecz (niestety!) czwarta – wyłamuje się z tego schematu. To prosta opowiastka, której twórcy chcą umoralniać odbiorców. W „Shreku: Forever” nie znajdziemy już barwnych tekstów, nieszablonowych postaci, które mogłyby stanowić alegorie nas samych. Twórcy bazują na znanych już bohaterach, do bólu eksploatując humor Osła i maślane oczka Kota w butach vel Puszka (w tej części już bez butów, za to ze sporą nadwagą).
Fabuła „Shreka: Forever” opiera się na pomyśle uczynienia z głównego bohatera zmęczonego rodzinnym życiem zrzędę, pragnącego choć na chwilę powrócić do swojego dawnego „ja”. Shrek chce znów, choć na chwilę stać się potworem z bagien, na widok którego kobiety uciekają z piskiem, a mężczyźni łapią za widły. Jego życzenie spełnia się dzięki podstępnemu Rumplesnickiemu. Shrek (w swojej naiwności) nie zdaje sobie jednak sprawy, że pakt z przebiegłym jak lis skrzatem będzie kosztował go najważniejszy dzień z życia, a mianowicie dzień urodzin. Aby powstrzymać katastrofę, bohater musi na nowo zdobyć serce Fiony i otrzymać pocałunek prawdziwej miłości. Czy mu się to uda? Nie trzeba zdradzać fabuły do końca, aby domyśleć się jak zakończy się ta historia. Otrzymujemy w niej prosty morał: „należy doceniać to co mamy”, lecz nie odnajdujemy już tego co wyróżniało wcześniejsze części: tego co skrywa się głęboko pod powierzchnią. „Shrek” został doszczętnie obrany z wszelkich smaczków. Humor już nie bawi, a technika 3D w której została stworzona czwarta część jedynie przeszkadza w odbiorze.
Twórcy odebrali „Shrekowi” jego kultowość, przez co pozostał jedynie rozrywką dla dzieci, które zajadają się w kinie popcornem i przeżywają fascynację trójwymiarowymi okularami. To jeden z tych filmów, którego producenci stawiają na komercję i zysk, a tym samym kreują „rybę, która zjada swój własny ogon”.
Magdalena Bońkowska









