RECENZJA / Skóra w której żyję
-
Dodano: 15:00 19 października 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Karolina Bednarek, Recenzje
„Skóra, w której żyję”, reż. Pedro Almodóvar
Spadkobierca Buñuela w nieswojej skórze
Hiszpański reżyser przyzwyczaił swoich widzów do kina specyficznego. Hortero — tak Hiszpanie określają filmy Almodóvara. W slangu madryckim znamionuje to chłopca na posyłki, a także dziwaczny związek elementów wysokich i niskich. Po „Pepi, Luci, Bom i innych dziewczynach z dzielnicy” nie szokowało już coraz odważniejsze zestawienie nietuzinkowych osobowości.
Poznaliśmy ich całą galerię – od homoseksualistów, transwestytów (Almodóvarowi zależało na tym, by nie zestawiać tych pojęć) po zdesperowane panie domu i zdradzone kobiety na skraju załamania nerwowego. Obrazoburcze wtręty, kontrastowe zestawienia, desakralizacja i bezpruderyjny erotyzm. Dominanta czerwieni, pełnej emocji hiszpańskiej muzyki, kiczu i telenowelowej fabuły. Almodóvar pokazując wszystko to, co nieustannie ciekawi, zdobył serca widzów.
Ten charakterystyczny styl wynikał z niepokornej osobowości i początków filmowej przygody reżysera. Mam tu na myśli movidę – prąd rodzący się tuż po upadku rządów generała Franco. Twórczość Almodóvara to czysta gra z widzem obfitująca w odwrócenie reguł obowiązujących w komedii, wizualny szok i mocne obrazy. Spadkobierca Luisa Buñuela sprzeciwia się tradycji katolickiej, podejmuje problematykę obsesji, miłości i rodziny — szczególnie relacji z matką. Wiele z tych cech odnajdziemy w „Skórze, w której żyję”, tyle że tym razem hiszpański postmodernista zaprosił widzów do kina gatunku. Pokazał mrożący krew w żyłach dreszczowiec, i to w bardzo ciekawej, szkatułkowej kompozycji.
Wykorzystując inwersję czasową, przedstawia nam więc losy Vincenta. W „Skórze, w której żyję” nic nie jest jednak oczywiste…
W swoim najnowszym filmie Pedro sięgnął po materiał literacki. Scenariusz oparł na powieści „Tarantula” Thierry’ego Jonqueta. Książka opowiada o chirurgu plastycznym, który trzyma w zamknięciu Ewę. Kim jest tajemnicza kobieta? Początkowo myślimy, że to jego żona. Potem zdaje nam się, że tylko silne wspomnienie po niej. Prawda okazuje się zaskakująca.
Choć dla odbiorców jest to wspaniały dreszczowiec, to w tym „kinie gatunku” odnajdziemy stałe elementy kina Almodóvara. Przyzwyczajeni do fabularnej telenoweli przyjmujemy wszelką dziwaczność losu. Hiszpański reżyser wprowadza do swoich dzieł elementy potwierdzające jego fikcyjny charakter, odnosi się intertekstualnie i autotematycznie, stosuje pastisz i hiperbolizuje gatunek. Jednak pomimo oczywistości, mnie przychodzi na myśl jeszcze inna, dość śmiała teza.
Ewa Mazierska pisała w monografii „Słoneczne kino Amlodóvara”, że w całej swojej twórczości reżyser próbował przemycić jedno – tolerancję dla ludzkiej różnorodności i inności. Dla mnie, „Skóra, w której żyję” to takie dobitne pokazanie tego, co w poprzednich filmach mówione było pod płaszczykiem dziwności. Tak, jakby twórca chciał nam powiedzieć, że niczego się nie nauczyliśmy i teraz dopiero nam pokaże. Niech ta żartobliwa nadinterpretacja będzie dla widzów zachętą do ich własnego odbioru, takiego w stylu movida, nie do końca na poważnie, a może nad wyraz poważnie – w stylu Pedro.
Karolina Natalia Bednarek










1. „Przyzwyczajeni do fabularnej telenoweli przyjmujemy wszelką dziwaczność losu”. Przepraszam bardzo, jesli p. Karolina czuje się przywyczajona do tego typu doznań, niech sobie będzie, ale żeby od razu w liczbie mnigiej?!
2. „Poznaliśmy ich całą galerię – od homoseksualistów, transwestytów (Almodóvarowi zależało na tym, by nie zestawiać tych pojęć) po zdesperowane panie domu i zdradzone kobiety na skraju załamania nerwowego”. Skąd pani wie, na czym zależało Almodovarowi?
3. „Spadkobierca Luisa Buñuela” – tu już pani chyba przesadza
A w ogóle ten tekst nie jest recenzją! Trochę pani napisała, co tam pani się wydaje, że pani wie. Trochę napisała pani o książce (można było wykazać się bardizej szczegółowym porównaniem np.), trochę o movidzie.Nic nowego, nic odkrywczego. Płaskie.