RECENZJA / Służące
-
Dodano: 15:23 19 grudnia 2011
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Karolina Bednarek, Recenzje
„Służące”, reż. Tate Taylor
W oparach absurdu ludzkiej pomysłowości
Wbrew pozorom najnowszy film Tate Taylora to nie kino społecznie zaangażowane. Już lepiej zaszeregować tę wciągającą… momentami gorzką, momentami słodką opowieść do gatunku feel good movie.
Ekranizacja powieści Kathryn Stockett to historia o niedorzecznościach pomysłowości ludzkiej – niesprawiedliwości i głupocie przepisów segregacji Jima Crowna, jakie wprowadzono w latach 60. XX wieku w Stanach Zjednoczonych.
Akcja „Służących” rozgrywa się w małym, prowincjonalnym miasteczku – Jackson w stanie Missisipi. To jedno z tych miejsc, które zapomniało, że nie da się oceniać obywateli po kolorze skóry. Takie, które szczególnie wyróżnia się lubością do segregacji rasowej.
Mamy dwa przeciwne obozy: białe „żony doskonałe”, które nie potrafią myśleć o niczym innym, jak czubek własnego nosa oraz podległe im czarne służące – poniewierane, poniżane i niedoceniane. Głównym zajęciem tych pierwszych jest pilnowanie, by żadna służąca nie skorzystała z ich toalety oraz… obowiązkowy, popołudniowy brydżyk. Te drugie z kolei, mimo iż nie wolno im nawet myśleć o przestąpieniu progu WC dla białych, są wykorzystywane jako niańki i kucharki. Co za paradoks!
W Jackson większość rodzin ma służącą – nie jest to nic wyjątkowego. Taylor nie przedstawia nam całych rodzin, skupia się na kobietach – tych samolubnych paniach domu, które są całkowicie zagubione w swoich małych, landrynkowych światach, niezdolne do opieki i czułości do swoich własnych dzieci. Bo te, które odważyły się sprzeciwić rasistowskim absurdom, zostały już dawno wykluczone ze społeczeństwa.
Jest jednak pewna buntowniczka. To marząca o karierze dziennikarki, trochę naiwna Skeeter (Emma Stone). Nie jest jej marzeniem, by jak najszybciej wyjść za mąż. Nie ma też zamiaru urodzić zaraz dziecka i zarządzać ślicznym domkiem. Wręcz przeciwnie – zaczyna czuć się niekomfortowo w miasteczku, którego mieszkańcy nie kryją się nawet ze swoimi rasistowskimi skłonnościami.
Obserwując absurdy nierówności społecznej, wpada na pomysł napisania artykułu o tytułowych służących. Do pierwszego wywiadu nakłania Aibileen. Stopniowo na wyznania decyduje się coraz więcej czarnoskórych kobiet… Czy uda im się stworzyć książkę, która wywoła w Jackson prawdziwy skandal?
Tate Taylor umiejętnie dokonał wiwisekcji swoich bohaterek i to aktorstwo właśnie jest w „Służących” największym atutem. Historię poznajemy z perspektywy Aibileen (Viola Davis, za tę rolę otrzymała Satelitę oraz nominację do Złotego Globu) – czarnoskórej służącej państwa Leefolt – która jako pierwsza opowiada o zasadach, jakie kierują jej życiem.
„Służące” to opowieść o kobietach lat 60. – dumnych, gotowych walczyć o swą wolność buntowniczek, ale także sfrustrowanych i zagubionych konformistek. Reżyser świetnie zarysowuje ten kontrast. To historia o niezłomnej drodze do równości. O absurdach segregacji rasowej. Dzieło Tate’a Taylora bije rekordy popularności w Stanach Zjednoczonych i wydaje się, że w Polsce zdobyło podobny poklask. I słusznie.
Bo Taylor pokazuje gorzką prawdę: bez opieki czarnoskórych niań, amerykańska klasa średnia z południa Stanów nie wykształciłaby kolejnych pokoleń.
KNB
fot. Forum Film Poland Sp. z o.o.









