RECENZJA: Tin Pan Alley – „Palm Waves”
-
Dodano: 09:46 22 lutego 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Rafał Skonieczny, Recenzje
- Na debiucie toruńsko-bydgoskiego kolektywu można znaleźć dużo energii i dynamiki, które obecne są nie tylko w poszczególnych kawałkach, ale również w wyważonej dramaturgii całej płyty – to część recenzji Rafała Skoniecznego z Kulturalnego Torunia, który tym razem wziął pod lupę „Palm Waves”, nowy album zespołu Tin Pan Alley.
Nowa dzielnica w Toruniu
?Palm Waves. Figures for Charts, Quotes & Noise Bursts? to debiut zaskakująco spójny i dobrze zrealizowany, biorąc pod uwagę fakt, że zespół odpowiedzialny za jego powstanie istnieje zaledwie trzy lata i zainwestował w niego nie tylko własną energię, ale również fundusze, które ? mogę się jedynie domyślać ? nie były oszałamiające. Płyta została nagrana w Bydgoszczy u Jarka Hejmanna (ex-perkusisty Variete, perkusisty Dubska) i ukazała się w barwach młodziutkiej niezależnej wytwórni Gingerbread Records z Sopotu, zaś jej skromna oprawa graficzna jest zasługą Mateusza Jagielskiego ? gitarzysty. Tym samym Tin Pan Alley, jak kilka innych niezależnych zespołów na rodzimej scenie, daje do zrozumienia, że nawet w tak trudnych warunkach można wykrzesać z siebie kawał przyzwoitej sztuki. Najważniejszy jest pomysł i ludzie, z którymi można go konsekwentnie realizować. Tin Pan Alley posiada jedno i drugie.
Muzyka na ?Palm Waves? zamknięta w ośmiu kawałkach oscyluje wokół amerykańskiej tradycji alternatywnego gitarowego grania w duchu Wilco, The Sea and Cake (ulubiony zespół wokalisty i basisty TPA ? Kuby Ziołka, posługującego się pseudonimem artystycznym TMWWTH), Pavement i podobnych im artystów z pogranicza rocka i awangardy. Nie stroni jednak również od elementów europejskiego krautrocka w jego avant-popowej inkarnacji (Stereolab, Electrelane), do czego zespół chyba niechętnie się przyznaje, sądząc po niektórych krytycznych wypowiedziach o muzyce z Wysp. Wyraźna niechęć do ścisłego identyfikowania muzyki z miejscem zamieszkania muzyków ją tworzących jest siłą napędową Tin Pan Alley. I chociaż może to budzić sprzeciw, w ich wypadku brzmi jak niewymuszona artystyczna deklaracja. Próba przekroczenia kulturowych barier póki co wychodzi im wiarygodnie. Najwyższy czas na to, byśmy i my mieli kawałek inteligentnej muzyki na wakacje.
Cóż więc można znaleźć na debiucie toruńsko-bydgoskiego kolektywu? Przede wszystkim dużo energii i dynamiki, które obecne są nie tylko w poszczególnych kawałkach, ale również w wyważonej dramaturgii całej płyty. Pewien recenzent z pewnego portalu miał pretensję, że materiał na ?Palm Waves? stanowi raczej przekrojową prezentację możliwości zespołu, czyniąc z płyty bardziej EP-kę niż pełnowymiarowe wydawnictwo. Tymczasem te osiem piosenek układa się całkiem logicznie nie tyle w opowieść, co dobrze rozplanowaną sekwencję emocjonalną. Poczynając od progresywnego ?The City & Man?, gdzie panowie beztrosko przechodzą od rytmicznego szaleństwa do balladowych nastrojów, poprzez popowy ?Capo? (przywodzący trochę na myśl pierwsze kroki trójmiejskich Kobiet), po rejony bardziej liryczne, bardziej pejzażowe. Po drodze są jeszcze: gęsta od gitar ?Taffeta?, ?To the Following? ? kawałek z ciekawymi woltami harmonicznymi, ?Sone? i ?Mangrove Tunnel? przywodzące na myśl Green Day w ich bardziej ambitnym wydaniu (szczególnie barwa głosu wokalisty może się momentami kojarzyć z Billim Joe). Wreszcie dwa ostatnie utwory wprowadzają obiecane elementy ?wygładzonej? awangardy w postaci dźwiękowych impresji, ambientowych plam. Najdłuższy i zdecydowanie najlepszy na płycie ?The Playground? zdradza owe osłuchanie muzyków z europejskim wydaniem avant-popu (chociaż gdy teraz tego słucham, do głowy przychodzi mi ostatnie, łagodne wcielenie Sonic Youth). Monotonna sekcja, ascetyczne akordy na gitarze, rozmarzony głos TMWWTH dobiegający z oddali i oszczędny motyw klawiszowy napędzają tę piosenkę tak, że mogłaby trwać nawet cztery razy dłużej i byłaby równie frapująca. ?The Going From a World We Know? rozładowuje napięcie ambientowym intro i kąśliwym outro w stylu: ?to by było na tyle, żegnamy się z państwem?. Płyta zostawiła mnie z przekonaniem, że oto dostałem skończoną całość, a nie przekrój przez obecne możliwości zespołu, chociaż niewątpliwie to dopiero początek drogi.
Na uwagę zasługuje bardzo dobry warsztat muzyków, którzy nie ograniczają się do wygrywania prostych partii, a próbują rozsądnie komplikować swoją muzykę. Klasyczne rockowe akcenty po raz kolejny znajdują swoje uniwersalne zastosowanie. I chociaż zespół przyznaje się do improwizacyjnych zapędów, to na albumie otrzymujemy solidnie skrojoną, acz niewymuszoną muzykę. Subtelne klawisze Łukasza Jędrzejczaka (o pseudonimie artystycznym ? Twix) pozostają głównie w cieniu, elegancko wypełniając przestrzeń między gęstymi bębnami Roberta Majewskiego, zdecydowanym basem TMWWTH i raz to skromnymi, raz rozwichrzonymi gitarami Mateusza Jagielskiego. Znamienna jest gościnna obecność na płycie członków toruńskiego Hati z ich perkusjonaliami i Radka Maciejewskiego (gitarzysty George Dorn Screams), który najprawdopodobniej odpowiada za te romantycznie rozciągnięte partie gitar w końcówce ?Palm Waves?. Tin Pan Alley zasługują na życzliwą uwagę, ponieważ wyraźnie dają do zrozumienia, że swoje pomysły zamierzają wcielać w życie poprzez ciężką pracę, a nie bezmyślne powielanie i parcie do sukcesu za wszelką cenę.
Rafał Skonieczny
Tin Pan Alley, Palm Waves. Figures for Charts, Quotes & Noise Bursts, Gingerbread Records, 2010









