RECENZJA: W chmurach
-
Dodano: 06:21 9 marca 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Cinema City, Filmy, Joanna Tercjak, Recenzje
- Reitman ma prosty przepis na dobry film: “Weź ważki problem społeczny, wymieszaj z galerią ciekawych, choć typowych bohaterów, dopraw lekkim humorem i szczyptą prowokacji, na koniec polewając wszystko lukrem politycznej poprawności? – tak o filmie “W chmurach” (reż. Jason Reitman), który zdobył sześć nominacji do tegorocznych Oskarów, pisze Joanna Tercjak z Kulturalnego Torunia.
Poprawność z przymrużeniem oka
Czy w Hollywood jest miejsce na głębszą refleksję, namysł nad moralnością, przemyślaną diagnozę społeczną? Nieco na uboczu wielkich wytwórni z ich miałkimi intelektualnie, lecz spektakularnymi blockbusterami, całkiem nieźle radzi sobie na tym polu kino ambitniejsze spod znaku braci Coen czy Sama Mendesa. Zdaje się, że twórczość Jasona Reitmana krąży po tej samej orbicie, co dzieła autorów ?To nie jest kraj dla starych ludzi? czy ?American Beauty?, celując zarówno w gusta krytyków, jak i najbardziej marketingowe wyróżnienia branży filmowej. Począwszy od ?Dziękujemy za palenie?, z ?Juno? po drodze, aż po oskarowe nominacje dla ?W chmurach?, nazwisko reżysera wciąż przewija się na zaszczytnych listach do nagród Independent Spirit, Złotego Globu, BAFTA i w końcu ? Amerykańskiej Akademii Filmowej. Czym zasłużył sobie na taką uwagę zaledwie trzydziestodwuletni twórca?
Zacznijmy od końca. Na pierwszy rzut oka ?W chmurach? zdaje się zbijać medialny kapitał na tym, co od przynajmniej półtora roku stanowi najbardziej palący temat społeczno-polityczny – kryzys. Jednak ?brzydkie słowo na K? to tylko rama dla historii specjalisty od zwalniania ludzi. Ryan Bingham (zaskakująco udany w subtelnie komediowym wcieleniu George’a Clooney’a) kieruje się w życiu swoistą filozofią ?pustego plecaka?. Zawsze zdystansowany wobec świata, a nawet samego siebie, najbardziej odpowiada mu perspektywa sponad chmur, chociaż nie jest typem bujającym w obłokach. Świadomy cynizmu swej profesji, wykorzystuje pracę w bezdusznej korporacji do kolekcjonowania podniebnych mil. To cel sam w sobie, jak dziecinne marzenie, o czym świadczy przerysowana scena rozmowy z głównym pilotem, przypominającym Mikołaja z amrykańskiego supermarketu. Jednocześnie bicie rekordów w podróżach samolotem wyraża ideologię nieuwiązania i skrajnej, osobistej wolności. Dość przewrotnie okazuje się, że bohater pozbawiony jakichkolwiek więzów emocjonalnych posiada wręcz cudotwórcze umiejętności interpersonalne oraz imponującą zdolność identyfikowania się z cudzym położeniem. Jednak konfrontacja ze wspólczesną technologią zasiewa wątpliwość, czy rzeczywiście jest w tej roli niezastąpiony, a zderzenie z dwiema kobietami każe mu zweryfikować swą dotychczasową postawę.
Problemy komunikacji i porozumienia (wcale nie synonimiczne) w dobie globalnego kryzysu ekonomicznego, jak też Internetu i telefonów komórkowych, stanowią sedno tej historii. Od nie poddającego się uziemieniu Ryana, poprzez poszukującą odskoczni, ?wyzwoloną? Alex, żyjącą stereotypowymi iluzjami młodziutką Natalie, po zupełnie drugoplanową, acz dopełniającą obrazu Karę ? spoiwo rodziny Binghamów ? taki przekrój postaw zdaje się w toku narracji kwestionować ludzką potrzebę autentycznej bliskości oraz możliwość nawiązania prawdziwego porozumienia z drugą osobą. Mimo, że protagonista, niczym w klasycznym kinie drogi, sprawia wrażenie, jakby przechodził transformację i pragnął odmienić swe życie, to wcale nie zmierza przed siebie, lecz przebywszy drogę równie chaotyczną, jak schemat swoich lotów, w końcu zatacza koło. A jednak wmontowana tuż przed zakończeniem politycznie poprawna sekwencja przekonuje, że rodzina jest jedynym sensem życia. Cóż, może to szczęście po prostu nie jest dane każdemu? Może w bezsensie jakim jest życie chodzi o to, żeby je sobie czymś wypełnić, nadać mu jakieś znaczenie? W każdym razie to zawsze kwestia wyboru.
Recepta Reitmana wydaje się wyjątkowo prosta, a zarazem skuteczna. ?Weź ważki problem społeczny, wymieszaj z galerią ciekawych, choć typowych bohaterów, dopraw lekkim humorem i szczyptą prowokacji, na koniec polewając wszystko lukrem politycznej poprawności? – tak można by streścić ten przepis. Autor ?Dziękujemy za palenie? również tym razem dekonstruuje, ale nie odrzuca pewnych przyjętych sposobów myślenia o ważnych problemach. Dzięki tej strategii, ?W chmurach? ogląda się dobrze i trawi lekko. Widz opuszcza salę kinową z poczuciem, że doświadczył czegoś intelektualnie stymulującego, choć w gruncie rzeczy nic się nie zmieniło. Przez to wydaje się, że młody Reitman to twórca o wiele ?bezpieczniejszy? niż Coenowie czy Mendes. Niemniej jednak, ma potencjał stać się jednym z rozgrywających w amerykańskim “kinie ambitnym”. I jakby nie było, murowaną statuetkę – prędzej czy później.
Joanna Tercjak
Film można oglądać w Cinema City. Do 11 marca będzie wyświetlany o godz.11.15, 13.30, 15.45, 18.00, 20.15, 22.30
fot. United International Pictures Sp z o.o.




