Recenzje: „Licencja na uwodzenie”
-
Dodano: 10:42 30 sierpnia 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Myślałam, że gatunek komedii romantycznej już dawno odszedł do lamusa. Wydawać by się mogło, że filmowcy wykorzystali już wszystkie możliwe chwyty i schematy, a każda nowopowstała komedia nudzi, trąca tkliwością i banałem (być może to kwestia mało romantycznych czasów w których żyjemy). Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy obejrzałam ”Heartbreaker: Licencja na uwodzenie” – francuską komedie romantyczną, która wprowadza do gatunku powiew świeżości.
„Heartbreaker” tym różni się od innych obrazów z gatunku, ze gra z konwencją. Jest pastiszem nie tylko typowego romansu, ale też filmów sensacyjnych, czy dramatów obyczajowych. Wszystko umiejętnie złożone w całość, a co najważniejsze okraszone pieprznym humorem. Oglądając „Heartbrekera” śmiałam się do rozpuku, a wraz ze mną inni w kinowej sali. Mnóstwo tu odniesień do kultowych dzieł filmowych, takich jak: „Przekręt”, czy „Bodyguard”. Ta komedia należy do tego typu rozrywki, która bawi w sposób inteligentny: mnóstwo tu humoru słownego, sytuacyjnego (przezabawna scena z gołębiem), czy humoru postaci (wręcz prześmieszna drugoplanowa postać Marca, w którego wcielił się Francois Damiens).Fabuła filmu może wydawać się banalna. Oto Alex Luppi – przystojny i czarujący Francuz, zarabia na życie w nietypowy sposób: jest płatnym uwodzicielem. Wraz ze swoim zespołem (siostrą i szwagrem) w profesjonalny sposób wykonuje swoje zadanie. Uwodzi (jak sam mówi) kobiety, które nie zdają sobie sprawy z tego, że są nieszczęśliwe w związku i tylko czekają na uświadomienie. Alex jest skuteczny w stu procentach, a żadna niewiasta nie jest w stanie oprzeć się jego urokowi – do czasu. Gdy dostaje misję uwiedzenia ambitnej Juliette i niedopuszczenia do jej małżeństwa, okazuje się, że to zadanie zmiażdży jego wybujałe ego. Juliette jest piękna, niezależna i nie zwraca na niego uwagi – co (jak to zwykle bywa) przyciąga uwagę Alexa, a jej uwiedzenie staje się dla niego niedoścignionym celem. Koniec końców bohaterowie zakochują się w sobie. Całość nie jest jednak przesłodzona dzięki umiejętnej zabawie reżysera z konwencją, balansowaniu napięciem, świetnej muzyce (w filmie można usłyszeć utwory ze słynnego „Przekrętu” Guya Richie), ale przede wszystkim dzięki znakomitej obsadzie.
Między parą głównych bohaterów iskrzy, duże stężenie feromonów jest niemal wyczuwalne w powietrzu – to jedna z najlepszych par jakie widziałam na ekranie. Vanessa Paradis (znana szerszej publiczności przede wszystkim z hitu „Joe Le Taxi” i związku z bożyszczem kobiet – Johhny’m Deppem) w roli Juliette jest intrygująca – z pozoru silna osobowość, skrywa wewnątrz pokłady romantyzmu i sentymentalizmu. Jednak największa perełką obsady jest Roman Duris (znany z takich filmów jak: „Smak życia”, czy „Zagubieni w miłości”) w roli uwodziciela Alexa. Moja opinia na pewno trąca ogromnym subiektywizmem (gdyż dyktuje mi ją kobieca natura). Duris jest niezwykle przystojny i pociągający, wciela się w swoja postać z ogromnym dystansem, a do tego zmysłowa francuszczyzna – czego chcieć więcej. Oprócz pary tytułowych bohaterów w filmie można zobaczyć plejadę postaci zabawnych, a przede wszystkim charakterystycznych. Znakomita Julie Ferrier (Melanie) i wspomniany wcześniej Francois Damiens (Marc) tworzą przeuroczą parę; na ekranie błyszczy także Helena Noguerra w roli nimfomanki Sophie.
Jedynym minusem „Heartbreakera” jest zakończenie, które przy innowacyjnej całości może rozczarowywać swoją przewidywalnością i banalnością, ale być może to również część reżyserskiej gry.
„Heartbreaker: Licencja na uwodzenie” to jedna z nielicznych udanych komedii romantycznych i jeden z niewielu filmów, któremu polscy dystrybutorzy nadali odpowiedni tytuł. Ten film to obyczajowy misz-masz, który demaskuje obłudę mężczyzn i naiwność kobiet. Dla niektórych niewiast będzie swoistego rodzaju uświadomieniem do jakich czynów są w stanie posunąć się panowie, aby osiągnąć upragniony cel.
Magdalena Bońkowska









