RECENZJE: „Metropia”

  • metropia (foto)

    Dodano: 12:27 21 czerwca 2010

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , ,

    - Tarik Saleh lokuje akcję w roku, którego większość z nas ma szansę dożyć i czyni jej bohaterem zupełnie zwykłego człowieka, borykającego się z jakże bliskimi nam bolączkami: kłopoty z dziewczyną, strach przed utratą pracy, dojmująca rutyna codzienności, poczucie braku kontroli nad otaczającą rzeczywistością – pisze o pokazywanej w Kinie Centrum „Metropii” Joanna Tercjak z Kulturalnego Torunia.

    Twórcza siła lęku

    Antyutopia to zbuntowane dziecko postępującej nowoczesności. Orwellowskie scenariusze znają na pamięć nawet ci, którzy nigdy nie czytali „1984”. Wizje bliższej lub dalszej przyszłości wróżące schyłek świata użytkownik zachodniej kultury rozpoznaje w mig po bezdusznych, jałowych krajobrazach, skomplikowanych konstrukcjach scenograficznych i przybitym swym losem, przeciętnym bohaterze. Mimo tej powtarzalności gatunek pesymistycznego science fiction od dobrych kilku dekad zdaje się wciąż żywotnym i płodnym. Oglądając „Metropię” wpadłam na trop, skąd bierze się jego energia witalna.

    Tym, co od razu rzuca się w oczy, jest koślawe podobieństwo świata przedstawionego do tego, który znamy z codziennego doświadczenia. Sfera wizualna, lokująca się gdzieś pomiędzy zdeformowaną fotografią a kreatywną animacją, przytłacza i niepokoi przerysowanymi obrazami, a jednocześnie zmusza do rozpoznania w nich pejzaży i postaci dobrze znajomych. Groteska czyni tę wizję bardziej dojmującą niż wiele tworów science fiction, posługujących się swoistym pietyzmem w operowaniu ponurą fantazją. Stosując chwyty radykalnego realizmu, jak eksponowanie codziennych błahostek, pozornie wyrwane z kontekstu subiektywne spojrzenia, częste urywanie wątków zanim nastąpi puenta, „Metropia” rysuje obraz świata fragmentarycznego, w którym przestrzeń pomiędzy elementami zostaje wypełniona wyjątkową mieszanką napięcia, dziwaczności i subtelnego humoru. Scenariusz, przechodząc od historii szaleństwa po sensacyjną opowieść z teorią spisku w roli głównej, może mnożyć wątpliwości, a nawet irytować brakiem konsekwencji, ale o jego sile decyduje w końcu ów podskórnie udzielający się nastrój.

    Tarik Saleh lokuje akcję w roku, którego większość z nas ma szansę dożyć i czyni jej bohaterem zupełnie zwykłego człowieka, borykającego się z jakże bliskimi nam bolączkami: kłopoty z dziewczyną, strach przed utratą pracy, dojmująca rutyna codzienności, poczucie braku kontroli nad otaczającą rzeczywistością. Biorąc pod lupę najbardziej aktualne lęki, wynikające z kryzysu ekonomicznego, zagrożeń ekologicznych, rozrastających się systemów kontroli jednostki w imię powszechnego bezpieczeństwa oraz przymusu mobilności przy jednoczesnych problemach z masową emigracją, film zachowuje świeżość, a zarazem idealnie wpisuje się w schemat antyutopii.

    W czasach Orwella największym zagrożeniem wydawała się wojna mocarstw i triumf totalitaryzmów, narzucających milczącej większości wolę elity dysponującej dobrami. Nasze dzisiejsze koszmary rodzą się w rzeczywistości społecznej, którą współtworzymy globalnie, chodźby godząc się biernie na oddawanie cząstki swej wolności dzień po dniu, niezauważenie, dla świętego spokoju. Siłą antyutopii jest właśnie pożywka z kolektywnych lęków, przybierających zmienną postać, lecz stale zadomowionych w duchowości współczesnej jednostki.

    Joanna Tercjak


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz