RECENZJE: „Patologie”

  • Patologie (foto)

    Dodano: 20:00 6 września 2010

    Kategorie: Recenzje, Wiadomości

    Tagi: , ,

    Dopiero od niedawna polski miłośnik nowości wydawniczych ma okazje zapoznać się z debiutem rosyjskiego pisarza Zachara Prilepina z 2005 roku, zatytułowanym „Patologie”. Czy to obco brzmiące nazwisko powinno mu coś mówić? Od czasu lektury „Patologii” myślę, że tak – stąd czytelnikowi, który po raz pierwszy je słyszy należy się parę słów wyjaśnienia. Okazuje się, że sama biografia autora stanowi już doskonały materiał na powieść. Jeśli nie na film! Ten rosyjski dziennikarz, pisarz, filolog jest członkiem i aktywnym działaczem nielegalnej Partii Narodowo-Bolszewickiej, weteranem obydwu wojen czeczeńskich – służył tam jako kapitan specnazu i OMON-u zarówno w 1996, jak i 1999 roku. Poza tym – co niemniej istotne – jest to mąż i ojciec trójki dzieci. Nie dziwi, że bogate doświadczenia wojenne i polityczne dostarczyły mu – jako pisarzowi – niezwykle interesującego „surowca”.

    Pytanie jednak brzmi: co z tym nośnym tematem zrobił? I, co za tym idzie, czy jest to rzecz warta lektury? Wiele przemawia za tym, że tak. „Patologiom” zabrakło być może tej specyficznej świeżości spojrzenia, która niegdyś pozwoliła Hellerowi na napisanie przełomowego „Paragrafu 22”, jednak z pewnością nie można Prilepinowi odmówić talentu. Nie bez powodu jest on przecież – tu warto wspomnieć o kolejnym elemencie jego CV – laureatem wielu prestiżowych literackich nagród. Podane przeze mnie wyżej w suchym wyliczeniu fakty biograficzne pod piórem zdolnego pisarza – rzecz jasna w połączeniu z wyobraźnią – zmieniają się w pełnokrwistą prozę, która czyta się przysłowiowym „jednym tchem”. Jego debiut to rzecz literacko solidna, napisana z polotem, bez zbędnych stylizacji, niewątpliwie w męskim stylu. Warta uwagi nie tylko dlatego, że wypełnia lukę w tej tematyce – o operacjach czeczeńskich mogliśmy w naszym kraju jedynie w szczątkowy sposób dowiedzieć się swego czasu z programów informacyjnych. To samo zdarzenie, które za pośrednictwem mediów staje się dla nas całkiem abstrakcyjne i nieme, w kontakcie z powieścią Prilepina zdaje się poruszać. Tym bardziej, że pisarz gładko uniknął pułapek ideologizacji, nawet pacyfistycznej – wojnę opisał z możliwie prywatnej perspektywy, na tyle na ile możliwa jest ona u jednej z walczących stron. Jednostkowe doświadczenia głównego bohatera zdominowują fabułę. Dużą część powieści współtworzy barwnie przedstawiony wątek erotyczny, a także wątek dzieciństwa bohatera. Tworzą one – być może na trochę zbyt banalnej zasadzie – kontrastowe tło dla wojennych doświadczeń żołnierza. Uwypuklają absurd wojny: absurd, który jednak zarysowany jest nieostro, tak, że stosunek głównego bohatera do dramatycznych wydarzeń wokół niego pozostaje do końca niejednoznaczny.

    Prilepin celowo nie zagłębia się w badanie przyczyn, mechanizmów, skutków wojny jako cywilizacyjnego zjawiska, pozostawiając ten rejon innym. Czy więc taki – całkowicie wolny od nachalnego dydaktyzmu – punkt widzenia oznacza, że mamy do czynienia z powieścią o wojnie pozbawioną typowego morału? Chyba jednak nie, na co niedyskretnie wskazuje tytuł i kluczowa teza, włożona w usta kochanki głównego bohatera. Mówi ona w pewnym momencie do swojego partnera (a jej słowa to jednocześnie motto całej książki): „tam, gdzie kończy się obojętność, zaczyna się patologia”. Prilepin zręcznie – na tyle zręcznie, że jest to coś godnego uwagi – pokazał, że jedną, ale nie jedyną, z dziedzin życia nią dotkniętych jest wojna.

    Hanna Trubicka


    Zachar Prilepin, „Patologie”, Czarne, Wołowiec 2010


    • RSS
    • Gadu-Gadu Live
    • Twitter
    • Blip
    • Śledzik
    • Facebook

Dodaj komentarz