RECENZJE: „Pogrzebany”
-
Dodano: 17:14 21 grudnia 2010
Kategorie: Filmy, Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Joanna Tercjak, Recenzje
- Odpowiednio dawkowane informacje na temat bohatera, jego wcześniejszego życia, przyczyn sytuacji, w której się znalazł, jak i całego jej kontekstu docierają do nas z perspektywy trumny, dzięki doskonale ogranym rekwizytom, poprzez precyzyjnie skonstruowane dialogi – pisze Joanna Tercjak z „Kulturalnego Torunia”.
FAJERWERKI W TRUMNIE
Samotny, unieruchomiony bohater, jedna ciasna sceneria i ściśle ograniczony czas akcji – brzmi to jak iście formalny eksperyment niszowego kina. Zaintrygowany tym pomysłem widz przed seansem zachodzi w głowę, co takiego może dziać się w zakopanej pod ziemią trumnie, by na półtora godziny przykuć jego uwagę. Perspektywa doświadczenia na własnej skórze, w mrokach sali kinowej, jednego z najstraszniejszych koszmarów – bycia pogrzebanym za życia – kusi obietnicą nieco perwersyjnego dreszczyku oraz zmierzenia się z irracjonalnymi lękami, z drugiej strony grożąc nudą. Czy twórcom „Pogrzebanego” udało się wyjść z sytuacji obronną ręką?
Autorowi scenariusza (Chris Sparling) i reżyserowi filmu (Rodrigo Cortes) należy oddać to, że traktują wyjściowy koncept z niebywałą dyscypliną, unikając jakichkolwiek ucieczek od raz obranej konwencji. Odpowiednio dawkowane informacje na temat bohatera, jego wcześniejszego życia, przyczyn sytuacji, w której się znalazł, jak i całego jej kontekstu docierają do nas z perspektywy trumny, dzięki doskonale ogranym rekwizytom, poprzez precyzyjnie skonstruowane dialogi. Żadnych wycieczek w stronę retrospektyw, wizji czy spojrzenia z zewnątrz. Za to sporo technicznych sztuczek, mających budować i podtrzymywać napięcie, akcentować zwroty akcji i po prostu bawić się minimalistycznym zestawem dostępnych narzędzi. Tutaj wypada złożyć głęboki ukłon w stronę autora zdjęć, Edaurda Grau, notabene nagrodzonego za ten film Brązową Żabą tegorocznego festiwalu Plus Camerimage w Bydgoszczy. Mając do dyspozycji wyjątkowo ograniczoną przestrzeń, a co za tym idzie wąską skalę planów oraz trzy podporządkowane dramaturgii, skromne źródła światła, wykreował bardzo autentyczny, a zarazem atrakcyjny wizualnie, pełen dynamiki obraz. Pojedyncze akty wybiegania poza tę konwencję, dozowane bardzo oszczędnie, również korespondują z warunkami eksperymentu, pozwalając na odrobinę oddechu w tej klaustrofobicznej sytuacji. Drugim czynnikiem, nie pozwalającym widowni ani na moment poddać się znużeniu, jest nerwowy, wręcz karkołomny montaż. Jednak w tym wypadku ktoś chyba przesadnie się starał, sięgając po wszelkie dostępne (także mało wyszukane) chwyty sztucznej dynamizacji perypetii unieruchomionego bohatera. W efekcie takich zabiegów można chwilami odnieść wrażenie, że ogląda się pierwszej wody „sensację”.
Konsekwentne posłuszeństwo zasadzie jedności czasu, miejsca i akcji w oczywisty sposób przywodzi skojarzenie z klasycznym dramatem, choć film przewrotnie wymyka się rygorom antycznej tragedii. Jednak podążający tym tropem widz mógłby oczekiwać egzystencjalnej refleksji, dla której kameralne warunki opowieści wydają się wręcz naturalnym środowiskiem. I tu właśnie pojawia się niespodzianka raczej przykra dla odbiorców złaknionych głębi. Okazuje się, że cenę odegnania widma nudy stanowi przesadny nacisk na atrakcyjną formę prezentacji wydarzeń. W gonitwie za dreszczykiem i fajerwerkami gubi się gdzieś psychologiczna treść, a ideologiczny przekaz nie wykracza poza antywojenne i antykorporacyjne slogany. Tym samym, „Pogrzebany” to ni mniej, ni więcej – zwyczajny film akcji opowiedziany z niezwykłej perspektywy.
Joanna Tercjak
„Pogrzebany”, reż. Rodrigo Cortes









