RECENZJE: „Projekt dziecko”
-
Dodano: 21:16 31 sierpnia 2010
Kategorie: Recenzje, Wiadomości
Tagi: Filmy, Karolina Bednarek, Recenzje
Projekt dno!
To, że w polskim kinie nie dzieje się za dobrze, żadnym zaskoczeniem nie jest. Ostatnie poważne produkcje Wojciecha Smarzowskiego czy Pawła Borowskiego pokazały, że można zrobić film ciekawy i ciekawie – z dobrą fabułą i całkiem niezłym, nowatorskim ujęciem kamery.
Co się jednak dzieje z polskimi komediami? Ostatnio poleciłam komuś tytuł: „Hallo Szpicbródka, czyli ostatni występ Króla Kasiarzy” Mieczysława Jahody i Janusza Rzeszewskiego i pomimo, że film pochodzi z 1978 r. i ma pewne niedociągnięcia – osoba była zachwycona. Przemilczę fakt istnienia takich ponadczasowych dzieł, jak choćby obrazy Stanisława Barei, które już na stałe wpisały się w kanon narodowego dziedzictwa sztuki filmowej, a nawet perełek Juliusza Machulskiego, z których teksty weszły na dobre do języka potocznego.
„Projekt dziecko” scenarzysty „Kołysanki” Adama Dobrzyckiego to jeden z najgorszych, zaraz po „Ciachu” filmów, jakie przyszło mi obejrzeć. W trakcie seansu nie mogłam przestać zastanawiać się, kto pozwolił reżyserowi nakręcić coś takiego. Serce mi się kraje na myśl, że w Polsce jest tylu zdolnych, młodych twórców, dla których nie ma funduszy, a ktoś Dobrzyckiemu pozwolił przedstawić bezbarwną i naiwna historię w bezsmakowym, trącącym nieświeżością sosie.
Patrzę na plakat „Projektu…” i wiem już, czemu główni bohaterowie mają zakryte usta gargantuicznymi smoczkami. Oni na pewno chcieliby wykrzyczeć: „Nie idźcie na ten film”, ale to twórca im uniemożliwił. Zapewnił im natomiast rolę w czymś, czego nawet nie nazwałabym filmem. Ja wierzę w magię kina i z lubością przyjmuję wszelkie aspekty autotematyczne czy postmodernistyczne dziwactwa, ale – na Boga – nie (wynikające z niedoświadczenia) rażące błędy. No chyba, że to moja wyobraźnia jest zbyt uboga, aby przyjąć na przykład to, że jedną z bohaterek prosi się, by zdjęła płaszcz, podczas, gdy ona ma na sobie sweter – i to nie było efektem zamierzonego komizmu.
Zastanawiam się, czy na zajęciach w szkołach filmowych nie pokazują klasyki kina. Z pewnością są takie projekcje. Zatem jak to się dzieje, że absolwent ma potem czelność puścić w obieg coś takiego. Ja rozumiem, że człowiek się uczy, ale czy nikt „Projektu…” po nakręceniu nie oglądał, nie oceniał, nie powstzymał? Ręce mi opadły.
Karolina Bednarek









